Ия Воронов
czyli dziewczyna, która nigdy nie widziała Słońca
Biega to-to i kocha cały świat, i sądzi, że wszystko jest na swoim miejscu. Śmieje się, jakby nigdy nic, ubiera kolorowe sukienki, tańczy i nuci zmyślone melodie, głęboko wierząc, że tak właśnie powinno wyglądać jej życie. Niczego jej nie brakuje. Do niczego nie tęskni. Niczego nie pożąda. Wystarcza jej to, że jest bezpieczna, ma co jeść i gdzie skulić wieczorem zmęczone ciało. Lubi swój kącik w wagonie na Pawieleckiej i nie przeszkadza jej, że przez tydzień żywi się tylko suszonymi grzybami. Cieszy się, że ma zadanie, cel, który wyznacza jej rytm każdego dnia - szkoliła się bowiem na sanitariuszkę, spełniając swoje jedyne marzenie: by pomagać innym. Niczego innego nigdy nie pragnęła, bo też niczego więcej nie poznała. Urodzona na tej samej stacji, która teraz jest jej domem, nie odczuwała potrzeby odwiedzania bardziej odległych miejsc niż namiot mamy na Dobrynińskiej. Może kiedyś była w niej żądza wiedzy, ale zginęła śmiercią naturalną, gdy pytania małej Iyi pozostawały bez odpowiedzi. Nauczyła się nie pytać, bo "mniej wiesz, dłużej żyjesz". Nauczyła się milczeć, bo "milczenie jest złotem". Nauczyła się nie być sobą, bo Iya to nikt.
__________________________________________________
Lubię oszczędne karty. Mam nadzieję, że nikt mnie za to nie zlinczuje.
Cytat w tytule z Lany del Rey. Zdjęcie pobrane z DeviantArt.
Na wątki odpowiadam (albo i nie...) w sobie tylko znanej kolejności, więc proszę nie upominać się za często i za głośno.
Cytat w tytule z Lany del Rey. Zdjęcie pobrane z DeviantArt.
Na wątki odpowiadam (albo i nie...) w sobie tylko znanej kolejności, więc proszę nie upominać się za często i za głośno.
