Drodzy moskwiczanie i goście stolicy! Moskiewskie metro to system transportu, którego użytkowanie wiąże się z podwyższonym ryzykiem.

(Informacja w wagonie metra)

sobota, 23 lutego 2013

And there's no remedy for memory



Ия Воронов

czyli dziewczyna, która nigdy nie widziała Słońca


Biega to-to i kocha cały świat, i sądzi, że wszystko jest na swoim miejscu. Śmieje się, jakby nigdy nic, ubiera kolorowe sukienki, tańczy i nuci zmyślone melodie, głęboko wierząc, że tak właśnie powinno wyglądać jej życie. Niczego jej nie brakuje. Do niczego nie tęskni. Niczego nie pożąda. Wystarcza jej to, że jest bezpieczna, ma co jeść i gdzie skulić wieczorem zmęczone ciało. Lubi swój kącik w wagonie na Pawieleckiej i nie przeszkadza jej, że przez tydzień żywi się tylko suszonymi grzybami. Cieszy się, że ma zadanie, cel, który wyznacza jej rytm każdego dnia - szkoliła się bowiem na sanitariuszkę, spełniając swoje jedyne marzenie: by pomagać innym. Niczego innego nigdy nie pragnęła, bo też niczego więcej nie poznała. Urodzona na tej samej stacji, która teraz jest jej domem, nie odczuwała potrzeby odwiedzania bardziej odległych miejsc niż namiot mamy na Dobrynińskiej. Może kiedyś była w niej żądza wiedzy, ale zginęła śmiercią naturalną, gdy pytania małej Iyi pozostawały bez odpowiedzi. Nauczyła się nie pytać, bo "mniej wiesz, dłużej żyjesz". Nauczyła się milczeć, bo "milczenie jest złotem". Nauczyła się nie być sobą, bo Iya to nikt.



__________________________________________________
Lubię oszczędne karty. Mam nadzieję, że nikt mnie za to nie zlinczuje.
Cytat w tytule z Lany del Rey. Zdjęcie pobrane z DeviantArt.
Na wątki odpowiadam (albo i nie...) w sobie tylko znanej kolejności, więc proszę nie upominać się za często i za głośno.

156 komentarzy:

  1. [Cześć, nieszczególnie dzisiaj pojmuję, ale wpadam na moment, widzę nową postać, czytam kartę - bo krótka, lubię krótkie - i w sumie myślę, że może coś powiem. Więc mówię. Intrygująca pani. A my się chyba skądś znamy. I jeszcze tu wrócę.]/Slava

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ona jest cudna. Taka pełna życia i w ogóle. Przydałby się Sonii ktoś taki, może by mi się dziewczyna troszku otrząsnęła. No i byłoby z kim mniej zacięte, spokojne dyskusje prowadzić na temat tego, że przed apokalipsą było cudownie, a teraz się człowiekowi tylko chce umrzeć.]

    Fiodorowa

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Witaj w metrze. c:
    Pytanie zasadnicze; której Pawieleckiej? Niby szczegół, ale ważny. I miło gościć drugiego pseudoschizofrenika, tak samo rąbniętego radością jak Lis, może i bardziej nawet. Jeszcze milej, kiedy nie jest to stalker albo kobieta-oddział-wojskowy.
    Za kartę Cię nie zabiję, bo - jak myślę - potrzebne informacje są, ale za cyrylicę już tak. Lisy nie umieją cyrylicy i są zbyt tępe, żeby ogarnąć, co tam jest napisane. ]

    OdpowiedzUsuń
  4. Od zawsze miał nadzieje, że Zakon da mu to czego najbardziej pragnął - możliwość wychodzenia na powierzchnię. Okazało się to być złudną nadzieją, bo przez pierwsze lata nie słyszał nic innego jak to, że jest na takie wyprawy za młody i za mało doświadczony. A gdy wreszcie pozwolono mu to robić okazywało się, że dzieje się tak tylko w sytuacjach krytycznego zagrożenia, co na jego nieszczęście zdarzało się bardzo rzadko. Nie mógł jednak narzekać na głos, bo wszyscy wzięliby go za świra, że nie podoba mu się fakt, że zagrożenie zmuszające ich na wyście z Metra zdarza się tak rzadko. Było to bardzo niebezpiecznie, bo nie tylko walczyli wtedy z mutantami, które w każdej chwili mogli odebrać im życie, ale też narażali się na szkodliwe promieniowanie. A jednak on nie marzył o niczym innym jak o tym by wreszcie się stąd wyrwać. Dusił się w Metrze - to było jego wybawienie jak i przekleństwo, wiedział to aż nazbyt dobrze. Gdyby wtedy jakimś cudem nie znalazł się właśnie tutaj - już by nie żył. Z drugiej strony co to za życie pod ziemią, gdzie tylko tęsknisz za tym co było? Tęsknisz do słońca, do rześkiego powietrza, do wiatru we włosach, czy trawy między palcami. Tęsknisz za tymi najprostszymi rzeczami, których może kiedyś nawet nie doceniałeś, nie przykładałeś do nich zbytniej uwagi. A teraz oddałbyś wszystko by jeszcze raz móc wziąć chociaż jeden haust świeżego powietrza, które rozkosznie wypełniłoby Twoje płuca, które od dwudziestu lat wypełniane są już tylko tam zatęchłym powietrzem Metra.
    Dymitr nie mógł jednak uważać czas w Zakonie zmarnowany - co to, to nie. Zapewnił on mu wyjątkowe szkolenie na wojownika, zapewnił mu pozycję, zapewnił mu jedzenie.. A to wszystko tylko dlatego, że kiedyś postanowił okraść Siergieja. I pomyśleć, że teraz tak naprawdę wszystko zawdzięcza jemu. Bo to on go przygarnął, bo to on zadbał o tego zagubionego siedmioletniego chłopca. A to, że sam Dymek włożył mnóstwo pracy, by mężczyzna nie mógł nigdy żałować, że go oszczędził i wziął pod swoje skrzyła, że przez lata udowadniał, że jest wartościowy, cenny i że może się na coś przydać.. Nie. To nie miało znaczenia, a przynajmniej w mniemaniu szatyna. Tak czy siak Zakon dał mu jeszcze coś - dał mu wiedzę. Dzięki niemu poznał wszystkie tajemnice Metra. Znał na pamięć wszystkie stacje, ich rozkład, liczbę mieszkańców. Znał też całą listę mutantów, które udało im się ustalić i spisać. Miał dostęp do bazy danych, do.. Wszystkiego. I pewnie niejeden by mu tego mógł pozazdrościć, a jednak to go tak naprawdę nie cieszyło. Bo on chciał czegoś więcej. Potrzebował czegoś więcej, bo co z tego, że miał to wszystko skoro tak naprawdę nie był wolny? I zawsze z bólem uświadamiał sobie, że tej prawdziwej wolności jaka mu się marzy już nigdy nie dostąpi. Był jednak zawód, który z czasem wydał mu się idealny. Stalker. Już od dłuższego czasu przyglądał się pracującym w tym zawodzie aż wreszcie postawił sprawę jasno, że i on chce nim zostać. Teraz mógł pluć sobie w brodę, że zdecydował się na to tak późno, ale wcale nie tak łatwo było nagle opuścić Zakon i stać się stalkerem.
    Liczył, że po całym szkoleniu na wojownika, który potrafił walczyć z potworami, które znajdowały się i w metrze, i na powierzchni oszczędzą mu jeszcze typowego szkolenia na stalkera. Okazało się jednak, że procedury na to nie zezwalają, chociaż wiedział, że to tylko zwykła ludzka złośliwość. Z kpiną pytał, czy może umieszczą go w grupie podstawowej, która dopiero zaczyna, zaznajamia się z rodzajami mutantów itd. Ale przynajmniej tego mu oszczędzono i od razu wysłano do zaawansowanej grupy.

    OdpowiedzUsuń
  5. I właśnie dlatego któregoś dnia wybrał się na szkolenie do stacji Sewastopolskiej, gdzie jest dość duże zagęszczenie Upiorów. Łatwiej je wytropić i.. ćwiczyć, trenować, a przede wszystkim pozbyć się części stworów, które mogłyby zrobić krzywdę jakiejś bezbronnej osobie. Kto wie, może zabił właśnie jednego z Upiorów, który zrobiłby krzywdę jakiejś niewinnej dziewczynce samotniej błąkającej się pomiędzy stacjami? Zadowolony więc wracał do Dobrymińskiej uważając, że dziś był dobry dzień. Jak zwykle wlókł się na szarym końcu grupy, bo nie szczególnie lubił się chełpić tym ile stworów zabił i dzielić swoimi wrażeniami. Dla niego było to po prostu.. zbędne. Wykonywał swoje zadanie, szkolił się, a przede wszystkim przynosiło mu swego rodzaju ulgę, rozładowanie. Wiedział, że nie siedzi bezczynnie, że coś robi. I może to coś nie przyniesie mu upragnionej wolności, ale ostatecznie zaprowadzi go na powierzchnię. I przede wszystkim dbał o bezpieczeństwo innych.
    I tak marząc o tym jak to już będzie być pełnoprawnym Stalkerem coś zaatakowało go.. z góry. Okazało się, że jeden z Upiorów podążał za nimi, a teraz przeszedł do ataku. Tuż przed wejściem do ich stacji! Zaskoczony Dymitr nim zdążył sięgnąć po broń lub jego koledzy zdążyli rzucić mu się na pomoc, mutant wgryzł się w jego ramie wywołując z jego garda stłumiony krzyk bólu i gniewu. A potem, gdy udało mu się uwolnić, potwór padł trupem od kuli, którą posłał mu prosto między oczy. I tylko nie rozumiał tego zamieszania w okół jego osoby. Owszem, bolało jak cholera, ale nie zamierzał się do tego przyznawać. Pomoc wydawała mu się tu zbędna, bo przecież wystarczyło to zabandażować. Przecież to tylko draśnięcie jak uparcie powtarzał.

    OdpowiedzUsuń
  6. W Metrze wielkie zamieszanie wywoływała każda rana. Trudno było się jednak temu dziwić - nigdy nie było wiadomo jak głębokie i poważne są obrażenia dopóki nie obejrzał ich lekarz lub sanitariusz. Kiedyś, dwadzieścia lat temu, nikt nie panikowałby za każdym razem, gdy z kogoś lała się krew. Nie bo.. Kiedyś było inaczej. Kiedyś specjaliści mieli odpowiedni sprzęt oraz lekarstw i opatrunków na pęczki i żadna rana nie była im straszna. Czasy jednak się zmienił i tutaj w Metrze, nie było tak łatwo. Tabletki, o szczepionkach już nie wspominając, były rarytasem, które podawało się najciężej chorym, a każdy choćby najdrobniejszy kawałek bandaża był odpowiednio wykorzystywany. Tutaj nic się nie marnowało. A jednak to nie ranni najbardziej przerażali mieszkańców Metra. Najniebezpieczniejsze okazywały się choroby zakaźne, które w krótkim czasie mogły rozprzestrzenić się po całej Stacji. Nie każdej epidemii udawało się zaradzić - ludzie ginęli dość często w męczarniach, bo brakowało odpowiednich leków, by choć ulżyć im w ostatnich minutach życia. Na szczęście teraz już coraz rzadziej zdarzały się takie przypadki. Najwięcej takich zdarzeń miało na początku, gdy Metro tak naprawdę dopiero stawało się nowym domem dla wszystkich, którzy zdążyli się w nim schronić. Dymitr do tej pory pamiętał te przepełnioną bólem i strachem twarz jakiegoś nieznajomego mężczyzny, który na jego oczach wyzionął ducha, bo jego organizm nie potrafił poradzić sobie z chorobą. I pamiętał też wściekłego Siergieja, który złościł się na niego, że jest taki nieodpowiedzialny! Że powinien się nie zbliżać do tamtego faceta, bo mógł się od niego zarazić tym paskudztwem..
    Ale mimo wszystko nie podobało mu się to zamieszanie, które nagle wybuchło w okół jego osoby. Po prostu nie lubił być w centrum uwagi, zwłaszcza, gdy tak naprawdę nic mu nie było! Najbardziej rozdrażniło go, a zarazem rozbawiło zachowanie jednego z przyszłych stalkerów, który uważał, że koniecznie ktoś musi go zanieść do "szpitala", a więc prowizoryczne sterylnego, oddalonego od ludzi namiotu, gdzie zawsze można było znaleźć pomoc dla chorego czy rannego. Całe szczęście reszta jego grupy nie była już tak bardzo przewrażliwiona, choć wszyscy zgodnie stwierdzili, że musi iść się opatrzyć i tak jak on pluli sobie w brodę, że byli tak nieuważni, że pozwolili by Upiór przylazł tutaj za nimi. Do stacji, gdzie znajdowało się tak wiele bezbronnych osób.. A co jeśli stwór zaatakowałby później i zrobił krzywdę komuś innemu niż on? On przeszkolony, z bronią poradził sobie z mutantem, który małemu dziecku mógłby przykładowo odgryźć głowę.. Na samą myśl o tym zrobiło mu się niedobrze, więc zaraz odgonił od siebie ten obraz i dał zaprowadzić się do odpowiedniego namiotu. Po cichu liczył, że jeśli nie będzie zbyt głośno protestować pozwolą mu jutro normalnie uczestniczyć w treningu, ale.. pomylił się. Trener z góry zastrzegł, by jutro zrobił sobie wolne. Dymitr już otwierał usta, by przypomnieć mu, że to coś na jego ramieniu to tylko draśnięcie, ale mężczyzna już zniknął mu z pola widzenia. Sfrustrowany przewrócił oczyma, a potem zwrócił spojrzenie na dziewczynę, która najwidoczniej miała się nim zająć, co sama zaraz potwierdziła.

    OdpowiedzUsuń
  7. Westchnął cicho, gdy usadziła go na niskim taborecie, a potem przyjrzał się jej z zaciekawieniem. Nie kojarzył jej. Może był tutaj od niedawna, ale miał już okazje poznać wszystkich pracujących tutaj lekarzy, pielęgniarki i sanitariuszy. Było ich tutaj dość sporo i być może nie umiałby wymienić wszystkich z imion i nazwisk, ale twarze pamiętał. Miał świetną pamięć fotograficzną. Z drugiej jednak strony, gdy przyjrzał się dziewczynie nieco dokładniej doszedł do wniosku, że jest do kogoś podoba. Do kogoś z kim miał już styczność, ale jej samej na pewno jeszcze nigdy nie widział. Syknął zaskoczony, gdy nagle Iya, bo tak chyba dobrze zapamiętał jej imię, zaczęła dobierać się do jego rany. Zerknął w tamtym kierunku marszcząc nos.
    - Bywało gorzej. - Skwitował, dalej nie mogąc pojąć dlaczego przez takie coś ma rezygnować z treningu. Już teraz się tutaj dusił.. A co pocznie, gdy będzie czekał go bezczynny dzień? Tym jednak będzie martwił się później. - Nie kojarzę Cię. Jesteś tu nowa? - Zagadał, próbując podtrzymać jakąś rozmowę, by skupić się na czymś innym niż to co właśnie wyprawiała z jego ramieniem sanitariuszka.

    OdpowiedzUsuń
  8. [może być i brunet, choć to określenie dotyczy raczej osób o czarnych/prawie czarnych włosach, a on ma brązowe, więc bardziej pasuje określenie szatyn, choć nie musimy być takie precyzyjne;d]

    On sam nigdy nie miał najlepszych stosunków z ojcem. A to głównie dlatego, że jego wspaniały tatuś odkąd się tylko narodził zaplanował mu całą przyszłość, która nijak nie podobała się małemu chłopcu.Dymitr nigdy nie widział siebie jako prawnika całe dnie przesiadującego w sądzie na rozprawach. Nie, to nie było życie dla niego. On miał duszę podróżnika, on chciał zwiedzać świat, a fakt, że jakiekolwiek marzenia o tym uległy w gruzach z momentem, gdy został uwięziony w Metrze, to była inna bajka. Często myślał, że tak negatywnie podchodził do planów ojca względem niego tylko dlatego, że na siłę próbował mu je wmówić, równocześnie chcąc wybić mu z głowy jakiekolwiek myśli o podróżowaniu. Jakby nie mógł pozwolić małemu chłopcu po prostu marzyć, chociaż Dymek wiedział, że to jest jego przeznaczenie już od najmłodszych lat. To nie było marzenie zwykłego chłopca, który co tydzień zmienia zdanie kim będzie jak dorośnie. Nie, to było coś więcej.. I szatyn miał żal. Żal do ojca, który tm wszystkim sprawił, że ostatnim co usłyszał z jego strony było przepełnione gniewem zranionego dziecka "nienawidzę Cię". Dymitr nigdy nie mógł sobie wybaczyć, że to było ostatnie co ojciec usłyszał z jego ust. Był jaki był, ale kochał go. I kochał też swoją matkę, która także zginęła zamartwiając się o swojego małego synka, który postanowił uciec. Tego też nigdy nie miał sobie wybaczyć. I choć życie jego rodziny dobiegło końca wraz z rozpętaniem się piekła na Ziemi, jego życie toczyło się dalej. Tutaj w Metrze, gdzie czuł się jak ptak w klatce. To nie było miejsce dla niego i czasami z jakimś gorzkim posmakiem na języku myślał, że lepiej by było, gdyby zginął tak jak większość ludzkości. Dwadzieścia lat temu. Teraz nie siedziałby tutaj, nie tęskniłby za niczym, nie mógłby marzyć, nie zadręczałby się, nie musiałby walczyć z mutantami. Po prostu by nie żył. I często wydawało mu się, że właśnie tak było by prościej.
    Na jej odpowiedź skinął jedynie głową, zachowując kamienną twarz, gdy sanitariuszka oczyszczała jego ranę, czy co ona tam robiła. Nie było to dla niego najprzyjemniejsze, ale przecież nie miał co narzekać i pokazywać słabości, choćby tej najdrobniejszej. Poza tym domyślał się już, że gdyby się tylko skrzywił z ust dziewczyny posypałyby się przeprosiny, chociaż przecież nie była niczemu winna. A uciekać też nie miał zamiaru, choć wiedział, że jest to w stylu wielu jego kolegów po fachu. On sam też jeszcze przecież niedawno nie chciał dać się tutaj zaciągnąć uparcie twierdząc, że to tylko draśnięcie, ale skoro już się tutaj znalazł, cóż, mógł dać się opatrzyć nikomu nie utrudniając pracy, prawda? Poza tym miał na tyle rozsądku w głowie, by wiedzieć, że jeśli ktoś nie zajmie się jego raną może wdać się zakażenie, bo jak się okazało wcale nie było to tylko draśnięcie jak jeszcze niedawno uważał.
    - Mieszkam tutaj od niedawana. Po dwudziestu latach kiszenia się w metrze zamarzyło mi się zostać stalkerem i przechodzę tutaj szkolenie. - Odparł wdzięczny, że podtrzymuje jakoś rozmowę, bo to odwracało jego uwagę od tego co robiła kobieta. Ale i tak nie zdołał powstrzymać syknięcia, gdy nagle rana zaczęła go piec, bo sanitariuszka wylała na nią najwidoczniej jakiś środek odkażający.
    - Nie powinnaś mnie ostrzec? Nie wiesz takim "uwaga, zaraz zapiecze"? - Zapytał mrużąc nieznacznie oczy w rozbawieniu. Może sytuacja nie była najzabawniejsza, ale hej! Przecież nie umierał, więc nie musieli być aż tacy poważni.

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Witam i do wątku zapraszam. :D ]

    Inna

    OdpowiedzUsuń
  10. Dymitr nie widział sensu w utrudnianiu pracy sanitariuszom, a już na pewno nie tak miłej osóbce jak Iya. Przecież dziewczyna tylko wykonywała swoją pracę, chciała mu pomóc i lepiej niż ktokolwiek potrafiła ocenić czy owa pomoc jest mu potrzebna. Wątpił by bez potrzeby marnowała bandaże, nici chirurgiczne i tym podobne rzeczy. Zresztą sam już zdążył się przekonać, że rana wygląda poważniej niż mu się z początku wydawało, choć nie mógł zaprzeczyć, że gdyby ciągłe uparte twierdzenie, że to tylko draśnięcie miało go uchronić przed zwolnieniem z treningu to pewnie nadal by tak mówił. Ale trener niestety nie dał się na to nabrać, więc teraz pokornie znosił męczarnie jakim było zaszywanie rozciętej skóry. Zwłaszcza dlatego, że usłyszał już kilkakrotnie, że jeśli choć odrobinę nie poskromi swojej porywczej, wybuchowej natury i nie podporządkuje się panującym zasadom zostanie wyrzucony ze szkolenia i wróci na Smoleńską, do Zakonu. I żadne znajomości, a tym bardziej wstawiennictwo Siergieja mu nie pomogą. Więc cóż, sum summarum nie pozostało mu nic innego jak poczekać aż dziewczyna wykona swoją pracę i pozwoli mu odejść.
    Uroczy rumieniec, który nagle pojawił się na twarzy dziewczyny nie umknął jego uwadze. Nie wiedzieć dlaczego Dymek miał tendencje do wprawiania płeć piękną w zawstydzenie, ale przecież nie robił tego specjalnie (no może czasami..)! Tak czy siak ten widok sprawił, że jego uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył, a stał się nawet ciut zaczepny. Nim jednak Iya zdążyłaby to choćby dostrzec kątem oka jego radosny grymas zgasł wraz z momentem, gdy igła wbiła się w jego ciało. Tym razem udało mu się stłumić syk, głównie dlatego, że dziewczyna łaskawie ostrzegła go, że może zaboleć. Zagryzł tylko mocno zęby, a dłoń na jego kolanie odruchowo zacisnęła się napinając wszystkie jego mięśnie. Na moment więc przymknął oczy, wziął głębszy wdech, a potem już bez zbędnych oznak bólu dał się dalej szyć. Nie chciał jej w żaden sposób rozpraszać - hej, przecież właśnie go zszywała, więc wolał żeby zrobiła to porządnie! Więc na razie odpuszczając sobie jakąkolwiek rozmowę, na nowo skupił się pierw na niej z uwagą śledząc każdą rysę jej twarzy. Nie miał wątpliwości, że jest od niego młodsza - dla zabawy w myślach zaczął obstawiać jej wiek. Pierwsze na czym się skupił to ocenia czy urodziła się tutaj, czy jeszcze przed apokalipsą, jak nazywał to wszystko co aktualnie działo się na ziemi. W typowy sposób blada cera wskazywała, że musiała przyjść na świat tutaj - jasne "normalni" ludzie też miewali jaśniejszy odcień skóry, ale ten dla osób urodzonych tutaj był nazbyt typowy. Było w tej bladości coś niezdrowego.. Coś co po prostu mówiło, że nigdy nie wiedziała słońca. Potem starał się podłapać jej spojrzenie, bo zawsze uważał, że najwięcej można wyczytać z oczu. Sanitariuszka jednak skrupulatnie wpatrywała się w szytą przez nią ranę skupiona na swojej pracy, choć kto wie, może specjalnie unikała patrzenia na niego? Więc ostatecznie stanęło tylko na tym, że może mieć góra dwadzieścia lat, choć stawiał, że ma trochę mniej.
    - Dlaczego akurat Ty? Dlaczego Ciebie przysłali tutaj do pomocy? - Zapytał, choć po głowie tłukło mu się wiele innych pytań, które mógłby jej zadać by podtrzymać rozmowę i odwrócić swoją uwagę od bolesnego szycia bez znieczulenia. Ale wybrał właśnie to - może dlatego, że tak bardzo gryzło go to, że kogoś mu przypomina.

    OdpowiedzUsuń
  11. [Okej, nie znamy się. Ale minęłyśmy się na murinetown.
    Jeśli Iya jest sanitariuszką, wątek nasuwa mi się standardowy do bólu: Slava wraca z góry w nieszczególnie dobrym stanie, a ona jako sanitariuszka się nim zajmuje. Wiem, że nie jest to pomysł najwyższych lotów, dlatego jeśli masz coś lepszego - zapraszam.]

    OdpowiedzUsuń
  12. Oczywiście, że to całe szycie bolało. Bolał jak diabli. Jakby.. Jakby ktoś po prostu wbijał mu igłę w skórę! - ach, jakże odkrywczo. I nie był to ani odrobinę przyjemny zabieg, ale tak, to jego opanowanie i spokój oraz brak wydawania dźwięków, które sugerowałby, że cierpi tkwiło głównie w sile jego charakteru. Bo choć może jakaś odporność na ból zależna była od budowy i masy ciała, to jednak sedno tkwiło w sile umysłu, psychice. A on po prostu nie zamierzał jęczeć i rozpaczać, bo bywało gorzej, poza tym nie czuł potrzeby się nad sobą użalać. Ot, zwykłe szycie bez znieczulenia było tutaj codziennością, choć a i owszem widział bardziej napakowanych mężczyzn, tzw "mięśniaków", którzy potrafili podczas takiego zabiegu płakać jak małe dziewczynki. I dziwił im się, naprawdę się im dziwił, bo jemu by po prostu męska duma nie pozwoliła na takie zachowanie! Ale cóż, wszystko zależy od konkretnego człowieka.
    Westchnął jednak z ulgą, gdy zauważył, że wreszcie Iya zakończyła szycie. Okej, mógł wytrzymać ile trzeba było, jeszcze dłużej bez krzyków i jęków, ale cóż nie zamierzał narzekać, że już ta najmniej przyjemna część dobiegła końca. Uważał też, że cała praca przy nim została już wykonana, więc cicho wzdychając miał zamiar zebrać się do wyjścia. Już powoli wstał z taboretu, gdy nagle dziewczyna na nowo zmaterializowała się na przeciwko niego. Zmarszczył brwi zaskoczony słysząc coś o jakiejś maści, która jego zdaniem była zbędna w jego przypadku. I już otwierał usta, by powiedzieć jej, że na niego szkoda marnować cenny lek, ale ona już zdążyła wycisnąć niewielką porcję maści na palec. Sapnął sfrustrowany uważając to za marnotrawstwo..
    - Nie trzeba było, naprawdę. Ktoś może potrzebować tego bardziej ode mnie.. - Mruknął odnajdując wzrokiem sylwetkę dziewczyny. I znów, gdy myślał, że Iya już skończyła, ona niespodziewanie zabrała się za jakieś zadrapanie na jego skroni.
    - Powinnaś się już zbierać jeśli chcesz wrócić do swojej stacji. Późno już. Strażnicy zaraz zamkną bramy[?]. O ile już tego nie zrobili. - Powiedział, nawiązując nieco do jej wcześniejszej wypowiedzi, którą wcześniej skwitował tylko krótkim skinieniem głowy dochodząc do wniosku, że skoro nie wspomniała tutaj o nikim bliskim, to po prostu zwykły zbieg okoliczności, że kogoś jej przypomina. A potem nie czekając czy w końcu wreszcie już skończyła po prostu wstał, by zaraz przyjrzeć się wykonanej przez niej pracy jak i poszarpanemu rękawowi. Doszedł do wniosku, że nie musi spisywać ubrania na stratę - wystarczy, że obetnie krótkie rękawy i koszulka będzie nadal nadawać się do użytku.
    - Dzięki. Świetna robota. I tylko proszę oszczędź mi gadki, że mam nie forsować ręki i takie tam bzdety.

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzeczywiście miała racje - Dymitr to nie była osoba, która potrafiła długo usiedzieć w jednym miejscu. On był pełen energii, zapału, pragnął nowych wyzwań. I pomijając już samo marzenie, by znowu wyjść na powierzchnię, to właśnie te cechy sprawiły, że postanowił zostać stalkerem. Bycie w zakonie dostarczyło mu wiele wrażeń, temu też nie mógł zaprzeczyć, tam też wyszkolił się na wspaniałego wojownika, jednak potwory żyjące tylko w Metrze stały się.. nudne. On potrzebował urozmaicenia, powiewu nowości, dreszczu emocji - to wszystko mógł osiągnąć dzięki temu zawodowi, bo jak żaden inny nie był tak mało przewidywalny! Nigdy nie wiadomo co spotka Cię tam na górze, nie wiadomo z czym przyjdzie Ci się zmierzyć. I to mu się podobało, to go pociągało, nakręcało. I w tym wszystkim było jeszcze jedno dno.. On po prostu nie miał nic do stracenia, więc mógł ryzykować. Nie musiał się bać, bo w tym całym "metrzańskim" świecie nie miał tak naprawdę nikogo mu bliskiego. Oczywiście był Siergiej, który z czasem stał się dla niego ojcem, ale ostatnimi czasy nawet ich relacje się pogorszyły. Ale tak naprawdę, choć miał wielu znajomych, choć wiele osób go kojarzyło choćby z imienia lub z twarzy, to nigdy z nikim bliżej się nie zaprzyjaźnił. Nie znalazł tu nikogo komu mógłby głębiej zaufać. I czuł się samotny - jest samotny. A na dodatek życie w Metrze, to nie było życie! Czasami myślał, że lepiej byłoby zginąć niż męczyć się w tej klatce. Więc.. Tak, zdecydowanie nie miał się czego bać, nie miał nikogo skrzywdzić, jeśliby zginął - bo któż by go opłakiwał dłużej niż jeden dzień? Ludzie z Zakonu? Ze Stacji? Znajomi stalkerzy? Jasne,dzień, może dwa, a potem by zapomnieli, że był tu ktoś taki jak Dymitr Lebiediew. A przynajmniej w mniemaniu mężczyzny tak by właśnie było. I choć czasem żałował, że nie znalazł tutaj jakiejś bratniej duszy.. To sam nie wiedział dlaczego tak właściwie się stało. Przecież jest otwartą, dość rozmowną osobą, ale cóż.. Taką, która ostatecznie nie potrafi mówić o sobie, o swoich uczuciach. Tak, to zdecydowanie sprawia mu problemy. Poza tym - przynajmniej nie miał się o kogo martwić, nie miał nic do stracenia - mógł żyć jak mu się podoba, mógł ryzykować, mógł robić co chce nie oglądając się na nikogo. I nie zamierzał się przywiązywać do nikogo, zwłaszcza, że tutaj w Metrze ludzie zbyt łatwo odchodzą..
    Z nieskrywanym rozbawieniem obserwował jak Iya biegiem zbiera się do wyjścia. I tylko przekręcił oczyma widząc, że jednak waha się, a potem odwraca w jego kierunku, uważając, że jednak jej obowiązkiem jest dać mu całe to kazania o nie forsowaniu ręki. Ale przecież to była strata czasu! Okej, trener zabronił mu przyjść jutro na szkolenie, ale to nie zmieniało faktu, że nie mógł sam się podszkolić. I już planował swój jutrzejszy dzień, a nawet dzisiejszy wieczór, choć dziś nie wiedział co z jego planów wyjdzie. Nie mógł zaprzeczyć, że ręka nieco go po tym wszystkim bolała, ale mógł chociaż zrobić dla siebie jakąś nową broń i uzupełnić zapasy lub coś takiego. Więc tylko mruknął, że tak zdecydowanie nie musi tego robić, bo on oczywiście będzie o siebie jak najlepiej "dbał". I tylko krótkim uśmieszkiem skwitował jej minę, gdy uznała, że kazanie rzeczywiście w przypadku jego osoby wydaje się bezsensem. I właśnie dlatego szkoda było marnować czasu, zwłaszcza, że sama się śpieszyła.. I już miał ją pożegnać jakimś uprzejmym "do zobaczenia" czy "powodzenia", ale nim zdążył choćby powiedzieć choć słowo, dziewczyna nagle pobladła, by zaraz runąć na podłogę. Dymek zareagował niemal bezwiednie - jednym susem pokonał dzielącą ich odległość, by złapać Iyę w ostatniej chwili nim zdążyła zaliczyć nieprzyjemne spotkanie z podłożem.
    Zgrabnym ruchem odgarnął włosy z jej twarzy, a potem chwycił jej twarz w dłoń obracając ją w swoją stronę.

    OdpowiedzUsuń
  14. - Iya, hej, słyszysz mnie? - Spytał, choć tak jak podejrzewał nie usłyszał odpowiedzi. I tylko wyrwało mu się z ust kilka siarczystych przekleństw, gdy równocześnie dotarło do niego, że są w namiocie sami. Nie mógł się jednak dziwić - wszyscy wrócili już do siebie bo było już późno, a on był ostatnim pacjentem. A cóż, udzielanie pomocy to nie była jego działka. On bronił ludzi - nie ratował. Ale tak, oczywiście znał podstawy pierwszej pomocy. Wiedział gdzie zawiązać (zazwyczaj prowizoryczną) opaskę uciskową, co zrobić przy zatrzymaniu akcji oddychania.. A przy zasłabnięciu? Przychodziło mu tylko jedno na myśl. Więc zaraz wziął Iyę na ręce, zlokalizował szybko coś co służyło tutaj za łóżko i tam delikatnie ułożył bezwładne ciało dziewczyny. Przyciskając palce do jej szyi, sprawdził tętno, potem nachylając się nad nią oddech, a gdy upewnił się, że to raczej zwykłe zasłabnięcie, po prostu uniósł jej nogi do góry, delikatnie na nie napierającą.
    - No już, obudź się Iya.. - Mruknął lekko sfrustrowany. Bo tak, był zły - na siebie samego. Bo nie miał bladego pojęcia co mógłby więcej zrobić. Więc tylko postanowił, że jeśli dziewczyna zaraz nie odzyska przytomności po prostu pobiegnie po pomoc.

    OdpowiedzUsuń
  15. Westchnął z ulgą słysząc pierwszy jęk dziewczyny, który był znakiem, że wraca do świadomości. Zaczynał się już poważnie martwić, że jednak błędnie ocenił całe zajście i że stało się z nią coś bardziej niebezpiecznego na co jedynie uniesione nogi do góry raczej by się zdałby na nic! Dlatego nawet pozwolił sobie na delikatny uśmiech, który zaraz zgasł, bo przecież nie mdleje się bez powodu, prawda? Poza tym zaraz też okazało się, że dziewczyna jest bardzo słaba, a on znów nie wiedział dlaczego - bo przecież przyczyn omdleń może być tak wiele! I znów westchnął lekko sfrustrowany na samego siebie, że tak beznadziejnie radzi sobie w takich sytuacjach. Hej, pierwsza pomoc, pierwszą pomocą, ale jednak leczenie ludzi to nie była jego działka. On mógł ich bronić, ratować przed wszystkimi mutantami czy innymi takimi niebezpieczeństwami, ale na udzielaniu pomocy medycznej już się nie znał! Więc znowu zaczął się zastanawiać czy nie lepiej zostawić na moment dziewczyny i nie sprowadzić do niej jakiegoś lekarza lub pielęgniarki, gdy ona nagle odezwała się ochrypłym głosem sprowadzając go z powrotem na ziemię.
    Przekręcił oczyma słysząc jej przeprosiny.
    - Chyba musisz oduczyć się tak nagminnego używania słowa "przepraszam", wiesz? - Odparł tylko, nawet nie zwracają uwagi na dalszą część jej zdania, bo przecież nie był głupi - widział, że wcale nie jest w porządku i nic nie sugerowało by tak samo z siebie nagle zaczęło być. Delikatnie więc opuścił jej nogi na dół, a potem przykucnął tuż obok niej, stanowczo powstrzymując ją przed jakimkolwiek wstawaniem.
    - Nie wstawaj. - Rzucił tonem nieznoszącym sprzeciwu, a potem tylko przyjrzał jej się uważnie, by zaraz wstać i podejść do kranu, w którym wcześniej Iya myła ręce. Zlokalizował szybko jakąś szklankę choć przez moment przyglądał jej się podejrzanie, by wreszcie wzruszyć ramionami i napełnić ją wodą. Wrócił do kobiety mrucząc by się napiła. A gdy ta znowu zbyt osłabiona by się podnieść, zrobił to za nią. Odstawił na moment naczynie na bok, a potem uniósł ją lekko łapiąc jedną ręką w pasie, drugą pod ramię. Wsunął się za nią, by mogła oprzeć się o jego tors plecami, a potem na nowo podsunął jej pod usta szklankę z wodą, gorączkowo też zastanawiając się co może więcej zrobić. I gdy już otwierał usta, by spytać czy nie pójść po lekarza, usłyszał burczenie.. Burczenie z jej brzucha! Zatrząsł się lekko od powstrzymywanego śmiechu.
    - Jadłaś coś dzisiaj? - Spytał, choć chyba tak naprawdę nie musiał. Więc nie czekając na jej odpowiedź znowu ułożył ją ostrożnie na prowizorycznym łóżku, a potem zwinnie wstał na równe nogi mówiąc, że zaraz wróci z czymś pożywnym.
    - I pamiętaj, że ja byłem grzecznym pacjentem! - Krzyknął jeszcze w jej stronę nim wyszedł z namiotu, do którego powrócił po niedługiej chwili niosąc talerz świeżej wołowiny i trochę suszonych grzybków.

    OdpowiedzUsuń
  16. Podobała mu się ta nagła i niespodziewana zamiana ról - teraz to on udzielał jej pomocy, choć ona udzielała mu jej chwilę wcześniej. Miał wrażenie, że dzięki temu spłaca wobec niej dług wdzięczności, choć jakby nie patrzeć dziewczyna wykonywała tylko swoją pracę, prawda? I nie wyglądała na osobę, która miałaby kiedyś przyjść do niego i powiedzieć coś w stylu "wiem jak możesz mi się odwdzięczyć za zaszycie rany!". Nie, to nie było w jej stylu, a przynajmniej do takiego wniosku doszedł Dymitr. Jak istotka przepraszająca za wszystko mogłoby zrobić coś takiego? No właśnie. A jednak, cieszył się, że ma możliwość odwdzięczenia jej, choć wcale nie życzył jej by nagle zemdlała i przy okazji napędziła mu stracha! Bo przez chwilę naprawdę zaczynał się już martwić, że to coś więcej niż omdlenie ze zmęczenia czy głodu. I nie mógł nie jej teraz zostawić - owszem, mógłby zawołać jakąś pielęgniarkę i po prostu odejść, ale.. Nie wiedzieć dlaczego chciał sam zaopiekować się Iyą na tyle ile było to możliwe. Teraz pobladła i wycieńczona całym dniem głodówki i ciężkiej pracy wydawała mu się niezwykle delikatna i krucha. Gdy przedtem pomagał napić jej się wody, miał moment, w którym zawahał się bojąc się, że może zrobić jej krzywdę zbyt mocnym dotykiem czy uściskiem! Czuł się w obowiązku by udzielić jej pomocy. Ale w tym wszystkim też kryło się znów jakieś drugie dno - po prostu w tej chwili, w tej osłabione dziewczynie dostrzegał swoją starszą siostrę. Ona zawsze była chorowita, zawsze słaba, pobladła. Zawsze trzeba było się o nią troszczyć, a ten obowiązek głównie spoczywał na małym chłopcu jakim był Dimka i jego matce, bo ojciec całe dnie pracował, a brat uczył się pilnie, by kiedyś móc iść w ślady taty. To on dbał by zażyła tabletki, by coś zjadła, to on pilnie pomagał matce, by jego siostrze było jak najlepiej.. Na moment zalała go fala wspomnień, z którymi poczuł bolesny uścisk w sercu, ale jak zwykle zignorował go, wmawiając sobie, że nie poczuł nic, a nic.
    Gdy wrócił, z zachęcającym uśmiechem podał kobiecie pożywną, jak na te warunki, porcję jedzenia, a potem odwrócił się i podszedł do miejsca, w którym Iya upuściła torbę. Pozbierał wszystkie wysypane bandaże, chusty i na nowo je zapakował. Następnie na nowo odwrócił się w stronę dziewczyny by skontrolować czy zjada wszystko tak jak powinna. Spodziewał się zastać uroczy, nawet nieco zabawny obrazek, w którym Iya pochłania porcję mięsa.. Ale nie. Dostrzegł coś całkiem innego. I już sam nie wiedział, czy podziwiać ją, czy po prostu nazwać głupią, gdy zobaczył, że postanowiła zjeść tylko grzybki. W Metrze czasami zdarzało spotkać się osoby, które odmawiały sobie jedzenia na rzecz bardziej potrzebujących, choć summa summarum większość ludzi dbała tylko o swoje własne cztery litery. Dymek dzisiaj zaliczał się do tej pierwszej grupy, o czym świadczył fakt, że w tym momencie oddał tak naprawdę nieznajomej dziewczynie swoją porcję jedzenie, ale on nie mdlał z głodu, a nawet go w tym momencie nie czuł. Więc niedorzeczne mu się wydawało, że najwidoczniej zamierza odmówić sobie tej pożywnej porcji, która bez wątpienia była jej potrzebna. Co innego, gdyby była pełna sił, to owszem byłby w stanie zrozumieć jej postawę, ale nie teraz. Zwłaszcza, że tutaj, w tej stacji wieprzowina choć była rarytasem jak wszędzie, to jednak hm.. częściej spotykanym, bo mieszkał tutaj jeden mężczyzna hodujący zwierzynę, poza tym przez tę średniej wielkości stacje przewijało się wielu kupców. Tak, tutaj nie żyło im się aż tak źle, Dymitr widział miejsca w o wiele gorszej sytuacji. I być może właśnie z tego powodu wybrał też te stację do szkolenia, bo.. Bo przynajmniej nie musiał martwić się po pożywienie. Cóż, nie zawsze był aż taki miły i oddawał swoje jedzenie obcym, ale Iya jakimś cudem obudziła w nim uśpiony instynkt opiekuńczy.

    OdpowiedzUsuń
  17. - Dotrzymam Ci towarzystwa, co Ty na to? - Zagadnął przekrzywiając z lekkim uśmiechem głowę. Przysiadł się do dziewczyny, siadając tuż na przeciwko niej, tak jak ona po turecku. A potem widząc, że najwidoczniej dziewczyna chce się wykręcić i się go pozbyć uprzedził ją nim zdążyła powiedzieć choćby słowo.
    - Nie pozbędziesz się mnie dopóki wszystko nie zniknie z talerza, jasne? - Mruknął niby to przyjaźnie, choć w jego tonie czaiła się jakaś ostrzegawcza nutka, gdy na moment spoważniał, a potem jakby nigdy nic znów uśmiechnął się zachęcająco podsuwając w jej stronę talerz, z którego kobieta wyzbierała tylko same suszone grzybki.

    OdpowiedzUsuń
  18. I wolałby, żeby właśnie tak zostało - by dziewczyna myślała, że jest tak dobrotliwy jak ona. Miał nadzieje, że nie zacznie zadawać mu tych pytań z serii "dlaczego się mną zająłeś?", jak zdarzało się robić większości osobom, które znajdowały się w podobnej sytuacji, jak ona. Nie miał tak naprawdę żadnego obowiązku udzielać jej jakiejś większej pomocy, bo przecież tutaj nikt by go za to nie ukarał, ale liczył, że Iya przypisze to po prostu pod zwykłą, ludzką przyzwoitość - on też starał się to robić, starając się ignorować głębszy sens swojego zachowania, choć przecież już chwilę wcześniej dotarło do niego co może nim kierować. Ale on tego do siebie nie dopuszczał i.. tyle. Jak dla niego nie było tematu i liczył, że dla kobiety też tak będzie.
    Z dobrze ukrywanym rozbawieniem jak zwykle obserwował rumieńce, które nagle znów wstąpiły na twarz dziewczyny, gdy tylko się do niej dosiadł. Uznał to też za dobry znak, bo przynajmniej odzyskiwała choć odrobinę kolorów, a wraz z tym wręcz przerażająca bladość zniknęła. Teraz wystarczyło poczekać aż odzyska siły i wtedy jego rola się skończy, choć summa summarum na dobrą sprawę mógłby już sobie iść, ale wolał dopilnować, by Iya wszystko zjadła, by za niedługo znowu nie zemdlała! A miał wątpliwości, że to zrobi, więc tak wolał osobiście się upewnić, że mięso zniknęło w jej ustach, a nie jakiejś innej osoby. I uśmiechnął się niemal ironicznie, gdy potwierdziła jego przypuszczenia swoimi słowami, choć w pierwszym odruchu zmarszczył zaskoczony brwi, gdy usłyszał nagłą zaciętość w jej głosie, a w oczach dojrzał twardą nutkę - ot, po prostu nie spodziewał się, że ta kobieta, która przed sekundą wydawała mu się jeszcze taka krucha, nagle znajdzie w sobie tyle siły by mu się przeciwstawić i to w taki sposób.
    - Jasne, więc jeśli nie chcesz żeby to się znowu powtórzyło lepiej to zjedź. - Odparł na jej kolejne słowa powstrzymując się, by nie przewrócić wymownie oczyma. - Sama powinnaś wiedzieć, że te grzybki nie dostarczą Ci wszystkich odpowiednich składników. Wpędzisz się w anemie albo jeszcze coś gorszego o ile już tego nie zrobiłaś, bo nie wyglądasz mi na osobę, która codziennie wcina mięso. - Dodał, a z jego głosu zniknęła już ta poprzednia przyjazna nutka, zastąpiona teraz oschłym, zimny tonem, a oczy na nowo stały się poważne, gdy nie spuszczał z niej uważnego spojrzenia. A potem cicho wzdychając podniósł się znowu z ziemi niedbale otrzepując spodnie. Przecież dziewczyna dobrze musiała wiedzieć, że o samych grzybkach nie da się tak naprawdę na dłuższa metę żyć. A już na pewno nie tutaj w Metrze, gdzie brakowało im wielu rzeczy.
    - Ale zrobisz jak chcesz, w końcu to nie moja sprawa. - Skwitował, upominając się, że właśnie tak jest. Nie znał jej, więc nie miał żadnego prawa do niczego jej zmuszać. Nie była też małą dziewczynką, której trzeba tłumaczyć, że mięso jest niezbędne do prawidłowego rozwoju. Więc.. decyzja należała do niej, a on nie miał tu nic do gadania. Więc tylko zabrał jeszcze szklankę, która ciągle stała obok łóżka, a potem nie oglądając się na nią znowu podszedł do kranu. Dopiero teraz dotarło do niego, że odkąd wrócił z treningu nie miał jeszcze okazji niczego się napić, czy nawet przemyć buzi! I to właśnie zrobił odkręcając wodę - pierwsze przemył twarz, a potem wprost ze strumienia upił kilka łyków chłodnej cieczy. Mierzwiąc mokrymi palcami brązowe włosy obrócił się na nowo w stronę sanitariuszki. Skrzyżował ramiona na torsie, a potem wziął głęboki wdech by pozbyć się niepożądanych uczuć, które zawładnęły nim, gdy Iya odmówiła zjedzenia dania, które jej przyniósł. To nie Twoja sprawa, upomniał się znowu, i z tą myślą, napełnił jeszcze raz szklankę wodą, by zaraz podać ją dziewczynie.
    - Swoją drogą, nie zawsze mdlejesz przy pacjentach, tak? A już myślałem, że to Twój sposób na podryw! - Nawiązał do jej ostatniej wypowiedzi, odzyskując swój dawny humor - znów na jego wargach pojawił się zaczepny, rozbawiony grymas.

    OdpowiedzUsuń
  19. Dopiero teraz, gdy podawał dziewczynie szklankę wody dostrzegł jej co najmniej dziwne zachowanie. Skulona sylwetka, twarz niemal całkowicie zasłonięta włosami. I ten głos - podejrzanie cichy i zachrypnięty. Dość długo zastanawiał się dlaczego nagle zaczęła się tak zachowywać, albo po prostu nie chciał przyznać, że to jego wina. Ostatecznie jednak musiał stwierdzić, że to on swoim zachowaniem spłoszył Iyę, sprawił, że zamknęła się w sobie - ba! teraz nawet już na niego nie patrzyła. I jeszcze po krótkiej analizie, głównie jej zachrypłego głosu, bo z tej pozycji nie mógł dostrzec jej oczu, doszedł do wniosku, że chyba doprowadził ją do łez! To odkrycie sprawiło, że na moment go sparaliżowało, bo.. Bo on nie bał się niczego, nic mu nie było straszne, żadne monstra, żadne mutantym, żaden człowiek, ale jedna rzecz tak, choć nigdy by się do tego nie przyznał. A były to ludzkie łzy, zwłaszcza te kobiece, zwłaszcza wywołane przez niego. Nigdy nie wiedział jak się zachować w takiej sytuacji, zwłaszcza, gdy "ofiarą" była obca kobieta, bo obawiał się, że jakikolwiek gest z jego strony tylko pogorszy sytuację - odbierze to jako kolejny atak. A on był tylko po prostu dość impulsywną osobą, łatwo tracił cierpliwość, szybko puszczały mu nerwy. Nie panował nad tym i jak widać niejednokrotnie cierpieli przez to inne osoby. I już otwierał usta by przeprosić, ale powstrzymały go jej słowa. Najwidoczniej Iya chciała udawać, że nic z tego wszystkiego nie miało miejsca, a choć szczerze powiedziawszy marnie jej to wychodziło, to jednak Dymitrowi było to na rękę. Gdyby przeprosił przyznałby się do jakiejś swojej porażki, a przecież to była dla niego kompletnie obca osoba! To nie jego wina, że jest ona bardzo płochliwa i choćby na nieco ostrzejszy ton reaguje płaczem. Ale nie wiedzieć dlaczego to tłumaczenie wcale mu nie pomogło, wciąż czuł się źle z myślą, że doprowadził niewinną dziewczynę do płaczu - jasne, już nieraz przez niego dziewczyny płakały, ale to z całkiem innych powodów i summa summarum same były sobie winne robiąc sobie większe nadzieje niż powinny. A ona? Ona chciała tylko oddać swoją porcję bardziej potrzebującemu.. A to, że on uważał to za głupotę w jej stanie, to już była inna bajka i swoje przemyślenia powinien zostawić dla siebie.
    Westchnął cicho przecierając dłońmi zmęczoną twarz. Na moment wplątał palce między włosy zastanawiając się co powinien zrobić. Doszedł do wniosku, że najlepiej będzie się wycofać - zostawić ją samą, by miała czas doprowadzić się do porządku.
    - Pójdę.. Pójdę sprawdzić czy dasz radę wrócić jeszcze do siebie. Zaraz wrócę. - Powiedział wychodząc z namiotu. Oboje dobrze zdawali sobie sprawę, że jest już za późno, że strażnicy nie wypuszczają już ze stacji do stacji, ale zawsze był to jakiś pretekst by wyjść, prawda? Powinno jej to być na rękę. I tylko wziął głęboki oddech, gdy już znalazł się poza namiotem, znów marząc, że oddałby wszystko za chociaż jeden haust prawdziwego, świeżego powietrza..

    [fe. ale się skupić nie mogła, bo normalnie tak mam głośno w domu, że masakra!-.-]

    OdpowiedzUsuń
  20. Choć wiedział, że nie ma to większego sensu jednak poszedł do Straży, by dopytać się o możliwość przejścia do Pawieleckiej. Tak jak się spodziewał usłyszał stanowcze "nie". Było już późno, a co gorsza naschodziło się tutaj dużo tego cholerstwa (czyt. mutantów), więc nie było możliwości przejścia aż Strażnicy uznają, że jest wystarczająco bezpiecznie, by samemu udać się do innej stacji. Próbował ich przekonać, że on odprowadziłby osobiście dziewczynę, która chciała wrócić do siebie i zadbałby aby nie stała jej się żadna krzywda, ale znowu usłyszał odmowę. Mógł zagadać do dobrze znajomego mu kolegi stojącego na straży, ale doszedł do wniosku, że gdyby się to wszystko wydało narobiłby mu tylko kłopotów, a z innymi nie miał ochoty się targować czy wykłócać. Poza tym co mu tak zależało - Iya sama była sobie winna, że się tutaj zasiedziała, że nie jadła cały dzień co ostatecznie skończyło się zasłabnięciem. Wiedział jednak, że po części czuje, że to jego wina, że kobieta została zmuszona tutaj zostać - w końcu to on był jej ostatnim pacjentem, to przez niego musiała zostać dłużej niż powinna i pewnie chciała. Zależało mu by wróciła do siebie - nie tylko dlatego, że domyślał się, że wolałaby spędzić wieczór ze swoimi znajomymi u siebie w stacji, ale też dla tego, że na swój sposób chciał się jej po prostu pozbyć. Obudziła w nim dawno uśpione pokłady opiekuńczości, a to wcale mu się nie podobało. Na co dzień raczej nie przejmował się obcymi ludźmi - jasne, gdy zachodziła potrzeba udzielał im pierwszej pomocy, ale nigdy nie opiekował się nimi tak troskliwie jak nią, choć chyba wyszedł trochę z wprawy skoro doprowadził ją do łez, nieprawdaż?
    Nie był pewien, czy ta chwila, którą zajęło mu dotarcie do wyjścia ze stacji i powrót do namiotu wystarczyło kobiecie by doprowadzić się do porządku. Nie miał ochoty znowu zastać jej w rozsypce, bo wcale nie podobało mu się to, że to wszystko wywołało w nim wyrzuty sumienia. Przecież to tylko obca kobieta, która już za niedługo zniknie z jego życia.. Więc czym tu się przejmować. Gdyby jeszcze mieszkała tu razem z nim! A tak? Pewnie widział ją pierwszy i ostatni raz w życiu. Więc zdecydował, że jeszcze zajrzy do siebie - tj, do swojego skromnego namiotu, który zapewniał mu choć trochę prywatności - by się przebrać. Już po drodze zrzucił z siebie podarty podkoszulek, a gdy znalazł się u siebie odszukał w stercie ubrań kolejny czysty, czarny t-shirt. I dopiero wtedy wrócił do szpitalnego namiotu, w którym zastał Iyę, której zdawały się wrócić siły. Odetchnął więc z ulgą nie dostrzegając na jej twarzy żadnych śladów łez, czy wcześniejszego zmieszania. Cieszył się też, że najwidoczniej czuła się już całkiem nieźle skoro zdołała wstać, a nawet uprzątnąć pomieszczenie. Kątem oka dostrzegł jednak pełen talerz z nietkniętym mięsem, zmrużył więc niezadowolony oczy, ale powstrzymał się od jakiegokolwiek komentarza. Nie zamierzał też choćby tknąć tego palcem - dał jej to, więc sama powinna się tym zająć. Albo zje to sama, albo odda komuś innemu - do niej należała decyzja i tylko ufał, że to cenne jedzenie się nie zmarnuje.
    - Nie da rady. Naschodziło się trochę mutantów i jest zbyt niebezpiecznie. - Powiedział widząc jej pełne nadziei spojrzenie. Z jakimś gorzkim rozbawieniem pomyślał, że najwidoczniej nie pomylił się myśląc, że będzie jej bardzo zależeć aby wrócić do siebie. Nie mógł jej się jednak dziwić, bo pewnie tak optymistyczna osóbka (podejrzewał w końcu, że na co dzień Iya jest raczej tą wesołą, pełną energii sanitariuszką, która dzisiaj go zszywała) jak ona, miała pewnie grono przyjaciół, którzy już tam na nią czekali i zamartwiali się, że nie wraca. Niestety, dziś została skazana na noc tutaj.
    - Przykro mi. Myślę, że z rana od razu będziesz mogła wrócić do siebie. - Dodał unosząc ku górze kąciki warg w nikłym uśmiechu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie umknęło mu to nagłe wzdrygnięcie dziewczyny, gdy wspomniał o mutantach. Zaraz skarcił w myślach samego siebie za wzmiankę o potworach. Przecież nie musiała znać szczegółów! Spałaby spokojniej, jutro spokojniej też wróciłaby do siebie, a tak? Kto wie, może będzie panikować za każdym razem, gdy tylko usłyszy gdzieś koło siebie szmer czy tupot małych, szczurzych stópek? Niestety słów swoich nie mógł już cofnąć, więc zostało mu tylko odetchnąć z ulgą, gdy dostrzegł, że Iya zaraz wzięła się w garść choć nie mógł być pewien czy tak szybko przetrawiła tą informacje, czy po prostu zgrywa silną i odważną. W każdym bądź razie postanowił udawać, że nic nie widział - wiedział, że tutaj jest bezpieczna jak każdy, a Strażnicy także nie wypuszczą jej stąd dopóki nie będą pewni, że niebezpieczeństwo minęło, choć jakby nie patrzeć każda wyprawa ze stacji do stacji wiąże się z ryzykiem - nigdy nie wiadomo co skrywa mrok tuneli.
    - Jasne, nie ma sprawy. - Skwitował krótko jej pierwsze słowa, a na kolejne tylko uśmiechnął się lekko. Nie żeby wydawało mu się, że kiedykolwiek zwróci się do niej o pomoc, poza tym podejrzewał też, że kobieta mówi to tylko z czystej grzeczności, zwłaszcza dlatego, że pewnie jak i on jest świadoma faktu, że najprawdopodobniej widzą się pierwszy i ostatni raz w życiu. Poza tym po cóż on miałby ją prosić? Owszem los płata różne figle i czasem nie do przewidzenia jest czyja pomoc nam się przyda, acz na dzień dzisiejszy nie widział w udzieleniu pomocy sanitariuszce żadnej korzyści, bo cóż, w przeciwieństwie do takiego stalkera nie mogła mu ona zaoferować cennych naboi, a jeśli znowu będzie trzeba go zszyć to na dobrą sprawę może zrobić to każdy lekarz, każda pielęgniarka.. A już następnym razem (bo na pewno nie jeden raz będzie potrzebował jeszcze medycznej pomocy) zrobi to ktoś inny, bo Iya nawet nie była stąd! I z jakimś niezrozumiałym nawet dla samego siebie rozbawieniem myślał, że w takim układzie była to zwykła, czysta bezinteresowna pomoc i z zażenowaniem uświadomił sobie, że już dawno nie zdarzyło mu się coś takiego, a kiedyś był zupełnie inny.. Nie zmieniało to jednak faktu, że cieszył się, że Iya jest przynajmniej jedną z tych osób, które potrafią docenić ludzką dobroć tak rzadko spotykaną tutaj w Metrze, zwłaszcza dlatego, że dla takiej osoby musiała być to rzecz naturalna, bo przecież codziennie udzielała komuś pomocy nie oczekując niczego w zamian.
    Zmarszczył brwi, widząc, że Iya najnormalniej w świecie się na niego gapi! Próbując powstrzymać zaczepny uśmieszek poczekał aż sama się ocknie, a potem tłumiąc rechot, stłumił też kilka, według niego, zabawnych uwag. Wystarczył mu ten nerwowy gest, którym dziewczyna przygładziła włosy - chyba za dużo razu dzisiaj ją już wprowadził w zakłopotanie więc teraz lepiej się już powstrzymać, prawda? I tylko widząc, że kobieta czeka na jakąś reakcje z jego strony westchnął cicho. Podejrzewał, że tylko czeka aż sobie stąd pójdzie, więc uśmiechnął się lekko, a gdy upewnił się, że ma się gdzie zatrzymać po prostu wyszedł życząc jej powodzenia, tak ogólnie, w życiu.
    Następnego dnia wyczołgał się ze swojego namiotu, a następnie przeciągając się rozprostowywał kości. Kilka przysiadów i skłonów pozwoliło mu rozbudzić uśpione ciało, więc pierwsze co zrobił to oczywiście poszedł do kranu gdzie umył twarz po drodze narzucając na siebie czarny podkoszulek, który był nieodłączną częścią jego codziennego stroju. Odhaczywszy poranną toaletę, równocześnie planując swój indywidualny trening wracał do siebie. Ale wtedy też coś przykuło jego uwagę - zamieszanie przy bramie wejściowej do stacji. Zainteresował się tym jednak dokładniej dopiero w momencie, gdy dostrzegł kto znajduje się w centrum uwagi Strażników - Iya! Najwidoczniej chciała wrócić do siebie, a stojący na straży mężczyźni uważali, że to wciąż zbyt niebezpieczne. Mierząc bujne, brązowe włosy z typowym dla siebie uśmieszkiem ruszył w kierunku bramy.

    OdpowiedzUsuń
  22. Jego lekki uśmieszek znikł niemal natychmiast, gdy zorientował się co się tam dzieje - za dobrze wiedział jak potrafią być agresywni Strażnicy, by nie domyślić się co się właśnie stało. I nigdy nie mógł pojąć jak można użyć przemocy wobec niewinnej osoby, a zwłaszcza kobiety! Jakim trzeba być potworem, by uderzyć kogoś tylko dlatego, że stara się wrócić do domu, o ile można mówić o czymś takim w metrze. Zawsze z goryczą myślał, że wszyscy boją się mutantów, a tak naprawdę prawdziwe monstra mieszkają między nimi. W tym świecie nastąpiło zbyt duże przewartościowanie. W większości wypadków nie istniał już kręgosłup moralny czy etyka, choć zdarzały się osoby, które jednak ciągle posiadały szlachetne cechy, które były dobrotliwie i posiadały tą chęć niesienia bezinteresownej pomocy. I taka właśnie była Iya, o czym Dymitr zdążył się przekonać wczoraj. A teraz została poddana niepotrzebnej agresji, co Dimce się głowie nie mieściło. Owszem, Metro i jego zmieniło, ale nigdy nie posunąłby się do czegoś takiego. Zawsze uważał, że ktoś kto bije kobietę nie zasługuje na miano prawdziwego mężczyzny.
    Wszystkie jego mięśnie napięły się automatyczne, powieki zmrużyły, a szczęki na moment mocno zacisnęły. Z dłońmi uformowanymi w pięści ruszył niemal biegiem w tamtą stronę.
    - Hej, co się tu dzieje? - Warknął przepychając się między dwoma Strażnikami, by znaleźć się w centrum wydarzeń. Jego wzrok tylko prześlizgnął się po kobiecie, jakby chciał się upewnić czy z nią wszystko w porządku. Dostrzegł w jej oczach strach, ale też determinację co go nieco zdziwiło. Ale potem jego spojrzenie spoczęło na sekundę na jej brzuchu, gdzie trzymała dłoń - i to był dla niego impuls, z którym nie potrafił już walczyć. Tłumiony gniew wylał się w postaci niezidentyfikowany grymasu na jego ustach, z którym przymknął oczy, a potem po prostu gwałtownie obrócił się wymierzając powalający cios najbliżej stojącemu mężczyźnie. Trudno było mu ocenić, który z nich skrzywdził Iyę, ale jak podejrzewał, że wcale nie trafił źle - znał wszystkich typków, a ten był do tego najbardziej zdolny. Dymek wcześniej starał się zachować względny spokój, mając w planach rozprawić się ze Strażnikami potem, gdy dziewczyna będzie już bezpieczna u siebie i nie będzie musiała być świadkiem tego wszystkiego, ale.. Cóż, jak widać nie wyszło. Jak niemal zwykle zresztą. Był zbyt impulsywny i zbyt narwany. I znów pod tym samym impulsem chwycił kolejnego strażnika, tym razem jedynie za przód koszuli i przygwoździł go do ściany.
    - Od kiedy to.. - Zaczął groźnym pomrukiem, ale nie dane było mu skończyć zdania. Nim poczuł silny cios w tył karku, który chyba miał sprawić, że straci przytomność, usłyszał dziewczęcy, stłumiony pisk, ale także dostrzegł nagle zadowolone spojrzenie Strażnika, którego przygwoździł do ściany. To był dla niego sygnał, że nadeszło wsparcie, ale nim zdążył cokolwiek zrobił już tkwił na ziemi podbierając się o podłoże rękoma równocześnie czując silne pulsowanie na całej długości karku, ale też i pleców. Całe szczęście udało mu się zachować przytomność, choć na moment zamgliło go, stracił ostrość widzenia, a nawet zobaczył czarne plami przed oczyma i coś na kształt gwiazdek! Ale już po chwili zrywał się by odeprzeć atak.. I nie wiadomo jakby się to wszystko skończyło, gdyby nie zainterweniował szef Strażników, ale też jego dobry znajomy. To on kazał się rozejść kolegom z branży, a potem dał wykład Dymitrowi na temat jego wybuchowości. Plótł coś jaki jest on nieodpowiedzialny zadzierając z liczniejszą grupą dobrze przeszkolonych Strażników, ale sam Dymek ledwo go słuchał. Wzrok utkwiony miał w Iyi. Jeszcze nie potrafiło mu być głupio za swoje zachowanie, ale dobrze zdawał sobie sprawę, że wystraszył ją tym wszystkim..

    OdpowiedzUsuń
  23. - Jasne, skończyłeś już? Możemy przejść? Ile chcesz za to kulek? - Warknął w stronę znajomego, który tylko ze zrezygnowaniem pokręcił głową, a potem po prostu się oddalił mrucząc coś by na siebie uważali. Ale on już był przy kobiecie jakby się obawiał, że pójdzie w głąb tunelu sama, bez ochrony. A może po prostu bał się, że ucieknie przed nim? Nieważne.
    - Wszystko w porządku? - Upewnił się mierząc ją uważnym spojrzeniem. Odepchnął od siebie pytanie dlaczego właściwie dla niej to wszystko robi, dla tej obcej osoby! I raczej wolał nie poznawać na to pytanie odpowiedzi.
    - Chodź, odprowadzę Cię. - Mruknął jeszcze przez moment rozmasowując bolące miejsce na karku, a potem już miał ruszyć w stronę bramy, gdy za plecami usłyszał kąśliwą uwagę ze strony Strażników, którzy niezbyt przyjemnie skomentowali relacje między nimi. Gdyby jeszcze sugerowali, że są parą czy kimś takim nawet by nie zareagował, ale gdy posumowali Iyę jednym słowem "dziwka" nie mógł zostać obojętny. Znów spiął się cały,a dłoń zacisnęła mu się w pięść. I już miał się odwrócić, gdy poczuł na ręce delikatne, kobiece palce.. To przypomniało mu, że i tak już dał dzisiaj zbyt duży pokaz, że powinien się uspokoić i to też ostatkiem sił zrobił.
    - Chodźmy. - Rzucił przez zaciśnięte zęby nawet nie spoglądając na dziewczynę, jedynie sprawdzając jaką broń ma przy sobie.

    [fe. źle pokopiowałam i musiałam końcówkę drugi raz dopisywać -.-]

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie potrafił na nią spojrzeć. Nie, bo bał się tego co może dostrzec w jej oczach - łzy i ból. I strach, ale teraz nie związany ze Strażnikami, którzy zostali za ich plecami, ale strach przed nim. Może nie powinien się tym przejmować, bo przecież miał ją teraz tylko bezpiecznie dostarczyć na Pawielecką, a potem ich drogi się rozejdą. Tyle tylko, że to po prostu nic miłego zobaczyć, że ktoś się Ciebie boi zwłaszcza, gdy nie ma do tego powodów. Tylko jej bronił, tylko starał się by nie stała się jej większa krzywda. Przecież na nią nie podniósłby ręki, ale podejrzewał, że dziewczyna może mieć na ten temat całkiem odmienne zdanie! I tak, na swój pokrętny sposób zaopiekował się nią, choć wiedział, że powinien załatwić to inaczej. Spokojniej, by nie musiała tego wszystkie oglądać. Ale taki już był - wybuchowy i impulsywny, czy się to komuś podobało czy nie.
    I pruł przed siebie kontrolując swoje uzbrojenie. Odetchnął z ulgą, gdy upewnił się, że ma przy sobie chociaż jeden pistolet z pełnym magazynkiem. Do pasa przypięty miał też rząd broni białej, choć dałby wiele by móc zawrócić i zabrać ze sobą karabin, który ukryty leżał w jego skrytce. Raczej nigdy się z nim nie rozstawał i nie miał pojęcia co go wczoraj podkusiło by go schować! Poniekąd było to związane z faktem, że dzisiaj nie miał treningu i wymyślił dla siebie inne zajęcia, ale tak czy siak teraz pluł sobie w brodę. Dobrze, że przynajmniej miał ten nawyk by mieć obok jakąkolwiek broń - wtedy czuł się pewniej, kompletniej. To było nieodłącznym elementem jego stroju. I owszem, mógł zawrócić po większe zaopatrzenie, ale nie chciał znowu spotkać się ze Strażnikami - nie teraz, gdy krew wciąż buzowała w nim z maksymalną prędkością, a w głowie szumiało nie tylko od uderzenia, ale od wciąż palącego gniewu. Poza tym nie wybierał się na drugi koniec Metra! Tylko do stacji położonej niedaleko, więc nie mogło spotkać ich zbyt wiele złego, nieprawdaż?
    Nie uszli daleko, gdy wreszcie postanowił zatrzymać się - dopiero teraz uświadomił sobie, że niemal biegnie! Idąc w takim tempie nie wątpił, że dziewczynie trudno dotrzymać mu kroku. Więc przystanął, by zaraz oprzeć się o chłodną ścianę tunelu. Przetarł twarz pozbywając się resztek złości, które były wycelowane głównie już w samego siebie - że tak łatwo dał się sprowokować, że tak wystraszył Iyę! I nie mógł ukryć, że był trochę niezadowolony z zachowania kobiety - jak można było być tak nie odpowiedzialną? Przecież musiała dobrze wiedzieć do czego zdolni są Strażnicy, a przynajmniej większość z nich.
    - Wiesz, że to było głupie z Twojej strony, prawda? Mogli Ci zrobić krzywdę..- Mruknął, wplątując palce we włosy, dopiero teraz, odkąd wyszli ze stacji, odnajdując ją wzrokiem.
    - Ale.. nie powinnaś tego wszystkiego oglądać. Przepraszam, ale szlag mnie trafia, gdy widzę takie coś.. - Dodał jakby lekko zmieszany. Cóż, przeprosiny raczej nie były jego mocną stroną. A potem przyjrzał jej się uważnie. Nawet w panującym tutaj mroku dostrzegł zaczerwienione oczy, ale nie tym przejął się najbardziej. Dziewczyna wciąż trzymała się za brzuch, a on od razu pomyślał, że to podejrzane - a co jeśli coś jej połamali, albo jeszcze coś gorszego?
    - Nic Ci nie jest? Dobrze się czu.. - Urwał gwałtownie. Widząc, że dziewczyna chce coś jeszcze dodać, odpowiedzieć przyłożył tylko palec do jej ust, a potem nieznacznie pokręcił głową. Czuje zmrużył oczy wyostrzając wszystkie swoje zmysły, a potem gwałtownie przyciągnął ją do siebie równocześnie robiąc kilka susłów w tył. Na miejscu gdzie stali sekundę temu zmaterializował się jeden z potworów. Dymitr popchnął Iyę tak by stanęła za nim, a sam niemal już automatycznie sięgnął po pistole, by wymierzyć celny strzał. Równocześnie w jego głowie pojawiła się ponura myśl, że chyba upiory to będzie dzisiaj ich najmniejsze zmartwienie..

    OdpowiedzUsuń
  25. Zmuszony był oddać dwa strzały, bo Upiór, który ich zaatakował okazał się za szybki - głupie stworzenie przewidziało ruch Dymitria w momencie, gdy on wraz z Iyą umknął mu, nie pozwalając mu zwalić ich z nóg i zagryźć na śmierć. Na szczęście kolejny jego strzał był już perfekcyjnie celny. Wprawne oko wypatrzyło miejsce, w które powinno celować, i gdy mutant znów zaatakował szatyn powalił go, trafiając prosto w serce potwora, lub czegokolwiek co sprawiało, że mógł funkcjonować. I wcale mu się nie podobało, że zmarnował aż dwie kulki. Na każde monstrum, które przyjdzie im się zmierzyć najlepszy jest pistolet czy karabin maszynowy, bo najłatwiej jest zabić przeciwnika na odległość, a przed nimi była jeszcze daleka droga. A Dymitr wolał nie zastanawiać się nad tym z czym przyjdzie im się jeszcze zmierzyć, ale dobrze wiedział, że Upiór, który właśnie wydał z siebie ostatni dech, nie był najgorszym co ich mogło napaść.
    Był też świadomy, że podwójnych odgłos oddawanego strzału jeszcze bardziej wystraszył Iyę, która była przerażona już wystarczająco. Jeszcze mu tu zemdleje i co on wtedy znowu pocznie?! Póki co jednak widział, że do omdlenia jej daleko - a dokładniej raczej czuł, bo dziewczyna mocno wczepiła się w jego koszulkę i chyba ani myślała rozluźniać uścisku wciąż sparaliżowana strachem. Przez dłuższą chwilę wahał się co ma zrobić, ostatecznie schował broń za pas, a potem jakoś udało mu się odwrócić do dziewczyny, równocześnie odrywając ją od swojej koszuli. Pozwolił, by jej dłonie teraz zacisnęły się na jego nadgarstkach, a on znów zaczął rozważać to co powiedzieć, jak się zachować.
    - Iya.. Iya spójrz na mnie. Słyszysz? - Powiedział, a i jego samego zaskoczyła aż taka łagodność i miękkość głosu. Już dawno do nikogo nie zwracał się w ten sposób. - Już po wszystkim, już dobrze. - Dodał, gdy kobieta wreszcie odnalazła jego spojrzenie. Uśmiechnął się lekko, gdy sięgnął do jej włosów, by pogładzić ją po nich uspokajająco. Równocześnie poczuł bolesny uścisk w sercu, gdy przypomniał sobie jak zachowywał się identycznie wobec swojej siostry - gdy łagodnie mówił jej, że po wszystkim, gdy wiła się z bólu po kolejnym bolesnym zastrzyku, czy zabiegu. Ale zaraz odepchnął wspomnienia od siebie. Jego rodziny już nie było, tamto wszystko przeminęło. Nie miało już prawda bytu. Nigdy nie wróci.
    I gdy zauważył, że Iya już względnie się uspokoiła cofnął się o krok powstrzymując się by czasem nie odskoczyć od niej jak oparzony. Zmieszany zmierzwił swoje włosy, a potem chrząknął cicho i mruknął, że najlepiej i najbezpieczniej jeśli się pośpieszą. I ruszył znów przed siebie, tym razem już wolniejszym krokiem, by kobieta nie miała problemu z dotrzymaniem mu tempa. Tylko wciąż podejrzanie przyglądał się temu jak wciąż trzyma się za brzuch. Zaczynało go to martwić.
    - Na pewno dobrze się czujesz?

    OdpowiedzUsuń
  26. Kiedyś był innym człowiekiem - małym chłopcem, który marzył o podróżach i o wszystkim co ze sobą niosły. Piękne krajobrazy, nowe znajomości, zabawę i milion pięknych wspomnień. Ale potem rozpętało się piekło na ziemi i jego marzenia uległy w gruzach tak jak wszystkich ludzi. Jedni zginęli, innym udało jakimś cudem znaleźć się w Metrze i przetrwać. Tyle tylko, że państewko, które tutaj powstało rządziło się swoimi prawami. Pozbawiło ludzi moralnego kręgosłupa, etyki. Nastąpiło diametralne przewartościowanie tak naprawdę w każdej dziecinie życia. Teraz liczyło się tylko to, żeby przeżyć. Nie można było okazywać słabości, lęku, strachu - jesteś słaby, nie potrafisz o siebie zadbać? Wypadasz z gry. Tutaj świat ma swoje reguły. Reguły dżungli. I to wszystko zmieniło też Dymitra. Może powinien dać się zabić, może powinien już dawno dać się pożreć, ale jego cholerny instynkt przetrwania mu na to nie pozwalał. Kazał mu walczyć, kazał nauczyć mu się tutaj żyć i nie dać się stłamsić. Nie chciał tutaj mieszkać, nienawidził Metra i praktycznie całej jego społeczności, ale jednak ciągle tutaj był, żałując tylko, że jakieś zrządzenie losu przygnało go do metra. I zastanawiał się tylko po co? Co dzień szukał odpowiedzi dlaczego postanowił uciec z domu właśnie wtedy, dlaczego nogi zaprowadziły go właśnie tu? Dlaczego on, a nie jakiś inny chłopiec? Przez te dwadzieścia lat szukał odpowiedzi, bo miał nadzieje, że to wszystko miało jakiś głębszy sens, że stał się tym przeklętym wybrańcem dla jakiegoś wyższego celu.. Ale do tej pory jeszcze się nie dowiedział dlaczego palec losu wybrał właśnie jego.
    Nauczył się zabijać bez mrugnięcia okiem. Do tego szkolono go od najmłodszych lat w podziemiu. Wychowali go tak, by zawsze był czujny, uważny, by nigdy się nie wahał, bo tylko to mogło zapewnić mu życie. Jedna sekunda zawahania i może być po nim wiedział to aż za dobrze. Uruchomili w nim instynkt drapieżcy, bo jak od początku powtarzali miał go w sobie odkąd się urodził, a oni go tylko z niego wydobyli i pomogli go rozwinąć oraz wyostrzyć. Może właśnie dzięki temu był takim dobrym wojownikiem. Więc nie - nie wahał się, gdy mierzył do monstrum. To mutant atakował, poza tym to nie była ludzka istota. To był potwór, który rozszarpie każdego kto mu się nawinie. I niby dlaczego miałby mieć przez to wyrzuty sumienia? W końcu dzięki niemu było zawsze o jednego mutanta mniej - o jednego stwora mniej, który mógłby odebrać życie niewinnej istocie. A to, że był impulsywny, narwany i gwałtowny to już była inna bajka. To były nieodłączne cechy jego charakteru - dział, potem myślał. Poza tym był człowiekiem, który jeszcze miał w sobie resztki jakiejś przyzwoitości – dlatego stanął w obronie Iyi, gdy Strażnicy ją krzywdzili. Może powinien to załatwić inaczej, spokojniej, ale cóż.. powinien się liczyć sam fakt, że jednak zareagował.
    I tak, Dymek idealnie zdawał sobie sprawę, że jego zachowanie, a dokładnie gest, którym pogładził dziewczynę po włosach nie był ani trochę na miejscu. Dlatego wolał puścić ten mały incydent w nie pamięć. Wolał nie wracać do wspomnień, a przede wszystkim wolał nie zastanawiać się dlaczego akurat Iya obudziła w nim uśpione resztki troskliwości. A to wszystko razem sprawiało, że po prostu pragnął ją tylko bezpiecznie odprowadzić do jej stacji, a potem wrócić do własnego życia, gdzie musi martwić się tylko o siebie i jego jednym marzeniem jest ukończyć trening. Niczego teraz bardziej nie pragnął niż właśnie tego.
    - Nie, jest w porządku. - Odparł choć nie mógł zaprzeczyć, że odkąd oberwał ciągle pobolewało go kark, ale był przyzwyczajony do urazów, więc jakoś niespecjalnie się tym przejmował. Już nieraz gorzej oberwał, więc to było tak naprawdę nic. I mógł tylko dziękować, że szumienie w uszach ustało, bo przynajmniej wszystkie jego zmysły działały tak jak należy.

    OdpowiedzUsuń
  27. To, że Iya postanowiła trzymać się pół kroku za nim było mu jak najbardziej na rękę. Przynajmniej go nie rozpraszała w żaden sposób, a dzięki temu całą swoją uwagę mógł skupić na tym co dzieje się w okół nich - mógł usłyszeć najdrobniejszy szmer, gdy nie prowadzili żadnej rozmowy i po prostu wędrowali w ciszy, którą zakłócały jedynie odgłosy ich kroków. Mógł zobaczyć najmniejszy cień czy ruch w panującym mroku, bo sylwetka dziewczyny nie czaiła się kąciku jego spojrzenia. Mógł wyczuć najsłabszy swąd mutanta, po w jego nozdrza nie dostawał się już zapach skóry Iy. Mógł poczuć najdelikatniejsze muśnięcie nie obawiając się, że to kobieta przez przypadek dotknęła jego ręki. Mógł skupić się na wszystkim poza nią. Wiedział, że większość stworów, które być może czaiły się gdzieś w tunelu po prostu wystraszyły się odgłosu broni i spłoszone nie zaatakują ich. Dymitr był jednak na tyle doświadczony by nigdy nie tracić czujności - teoretycznie mogli przez najbliższy czas raczej wędrować w spokoju, ale praktycznie mężczyzna był świadomy, że tutaj nigdy nie można czuć się bezpiecznym. Istniały potwory działające w przewrotny sposób. Wabiły ich głośne odgłosy niezależnie czy był to tylko tupot stóp, śmiech, krzyk czy nawet wystrzał.
    Ta idealna harmonia, spokój oraz czujność, którą udało mu się osiągnąć, gdy kobieta wlokła się nieco za nim została zaburzona niemal natychmiast. Nie miał pojęcia co skłoniło ją by jednak zagaić jakąś rozmowę. Spojrzał na nią marszcząc brwi - dopiero tym pytaniem uświadomiła mu, że nawet jej się nie przedstawił. Z tego co pamiętał ona wyjawiła mu swoje imię już na początku, gdy tylko przyszła opatrzyć mu ranę. A on? On zwyczajnie nie miał ku temu okazji, a potem wyleciało mu to z głowy.
    - Dymitr. - Rzucił zwyczajnie i nim zdołał dodać coś jeszcze, ot na przykład, że wcale nie zawdzięcza mu tak wiele, choć w warunkach panujących w metrze było to jednak coś to.. Nie zdołał. Bo poczuł się dziwnie - jakby go coś uraziło, dotknęło, choć by się do tego nie przyznał. Dopiero po chwili dotarło do niego z czym jest to związane - ze strachem, który usłyszał w głosie dziewczyny. Skrywała go dość skutecznie, ale nie na tyle by go oszukać. I sam już nie wiedział jak się z tym czuje, ale na pewno nie było to miłe, bo w końcu wydawało mu się, że nie dał jej zbyt wielu powodów by mogła się go obawiać. Jasne przy strażnikach zareagował dość gwałtownie, dał upust gniewowi i nerwom, ale przecież tylko jej bronił! Jej przecież nie zrobiłby krzywdy i wydawało mu się to dość oczywiste, ale najwidoczniej Iya uważała inaczej. Już wcześniej zauważył, że wtedy, jeszcze w stacji, bała się po tym wszystkim jego, a nie otaczających ją strażników. Wtedy powiedział sobie, że po prostu tylko mu się zdawało, teraz jednak przekonał się, że miał rację. Miał to ochotę skwitować jednym zdaniem - że jeśli nie ma ochoty na jego towarzystwo on zawsze może zawrócić. Ba! Nawet miał to w planach, ale zaraz przypomniał sobie, że od wczoraj w tunelach jest jeszcze niebezpieczniej niż dotychczas, więc nie mógłby jej ot tak po prostu zostawić, bo nie pozwalały mu na to resztki przyzwoitości, które posiadł. Utwierdził się jednak w przekonaniu, że im szybciej się rozstaną tym lepiej będzie dla nich obojga.
    - Dasz radę iść szybciej? - Spytał teraz dość oschłym tonem, przyjmując wręcz beznamiętną maskę, która miała tylko pokazać, że jemu zwisa i powiewa jaki Iya ma do niego stosunek. A potem nie czekając na jej odpowiedź nieco przyśpieszył. I tylko musiał gryźć się w język by zaraz nie rzucić kilku komentarzy jak to nawet nie potrafi docenić tego co dla niej robił, choć była dla niego tak naprawdę obcą osobą. Ale za dobrze wiedział co uzyska w odpowiedzi - że ona go o nic nie prosiła. I co najgorsze miałaby racje.

    OdpowiedzUsuń
  28. W jego mniemaniu Iya nieustannie postrzegała go jak niemal każdego człowieka mieszkającego obecnie w Metrze. Bez skrupułów, zwykłego zabójcę, osobę, która nie robi nic bezinteresownie. Może po części miała rację, bo przecież to miejsce pozbawiało ludzi niektórych cech, a uwydatniało inne. Dymek jednak zachował jeszcze jakieś szczątkowe ludzkie odruchy o czym świadczył fakt, że właśnie zajmował się tą dziewczyną i wcale nie oczekiwał za to nic w zamian, choć nie mógł oszukiwać samego siebie - pewnie w większości wypadków oczekiwałby zapłaty. Ale od niej wcale jej nie chciał, poza tym wątpił by miała wiele, a on chyba nie miał serca odbierać jej oszczędności, zwłaszcza dlatego, że była jedną z nielicznych osób, które działały w Metrze całkowicie bezinteresownie, niosąc ludziom pomoc i nie oczekując niczego w zamian, więc jak mógłby okradać taką osobę? Pewnie wiele osób nie zwróciłoby na to uwagi, ale on tak po prostu nie mógł i tyle, aż takim złym i zatraconym człowiekiem jeszcze nie był. To wszystko jednak nie zmieniało faktu, że nie musiał jej udowadniać, że różni się jeszcze nieco od innych mieszkańców metra. Skoro i tak się go bała, skoro napawał ją strachem większym niż strażnicy, którzy wymierzali jej ciosy to po co miał to robić? Poza tym tak było bezpieczniej - nikt nie musiał wiedzieć, że w Dymitrze drzemią jeszcze jakieś ludzkie uczucia, bo wiedział, że mogłoby to zostać wykorzystane przeciwko niemu. A tak? Każdy postrzegał go jako wojownika, który martwi się tylko o siebie, bo przecież summa summarum tak było - nie miał tu tak naprawdę nikogo bliskiego o kogo musiałby się troszczyć. A Siergiej? Ten potrafił sam o siebie zadbać najlepiej. Więc uśpione zostały w nim takie odruchy jak troskliwość, opiekuńczość, choć zawsze starał się walczyć w imię dobra. Wyostrzył się za to zmysł przetrwania, drapieżcy. Ale co dziwne, ciągle drzemał w nim ten mały chłopiec, który nieustannie marzył, może już nie podróży dookoła świata, ale wciąż bujał na swój sposób w obłokach. Marzył o tych realnych sprawach jak wyjście na powierzchnię. Ale wciąż marzył też o rzeczach prostych, ale już nieosiągalnych jak wzięcie głębokiego oddechu świeżego powietrza, czy wygrzewanie się na słońcu w środku lata lub podmuch wiosennego wiatru albo smak czekolady, którą kiedyś miał na zawołanie.. I tak bardzo bolała myśl, że to wszystko nie będzie mu już dane przeżyć. Takie zwykłe, kiedyś codzienne sprawy teraz były już tylko wspomnieniem, a Dymitr nie oddałby tego za nic choć czasami pojawiała się w jego głowie myśl, że gdyby urodził się już tutaj, w podziemiu, nie miałby za czym tęsknić więc i może życie byłoby łatwiejsze? Nie czułby się nieustannie jak ptak uwięziony w klatce? Postrzegałby ten świat jako idealny? Ale ostatecznie i tak dochodził do wniosku, że nie oddałby za nic ani jednego oddechu, które było mu dane wziąć tam, na powierzchni, gdy na Ziemi nie panowały monstra.

    OdpowiedzUsuń
  29. Pruł przed siebie zawzięcie ani myśląc się za siebie oglądać. Wciąż jego jedynym celem było jak najszybciej dotrzeć do Pawieleckiej i rozstać się z Iyą raz na zawsze. W którymś momencie jednak zorientował się, że słyszy już tylko tupot własnych stóp. To go zaalarmowało - w pierwszym odruchu pomyślał, że coś przeoczył, przegapił i dziewczyna teraz gdzieś ginęła w męczarniach! Zaraz jednak odetchnął z ulgą, gdy nieco w oddali za sobą usłyszał jej urywany, zmęczony i zadyszany głos. Nie miał ochoty na postój, bo choć rana w ramieniu jak i cios zadany w kark ciągle dawały mu się we znaki to jednak chciał dotrzeć do stacji najszybciej jak to możliwe. Przez moment zastanawiał się nawet czy nie wziąć dziewczyny na ręce i ją po prostu ponieść, ale zaraz zrezygnował z tego pomysłu, bo tylko pokazałby takim swoim zachowaniem desperacje, że najbardziej zależy mu żeby się jej pozbyć. Więc tylko westchnął cicho, a potem zawrócił, by dołączyć do Iy. Zachowywał jednak bezpieczny odstęp, by zatrzymał się naprzeciwko niej zastanawiając się co zrobić. To ona tu była osobą od spraw zdrowotnych więc najlepiej musiała wiedzieć co dzieje się z jej ciałem, ale nawet głupi by zauważył, że cios zadany przez strażnika wyrządził jej więcej krzywdy niż zwykły siniak.
    - Zróbmy sobie przerwę, co? – Zaproponował nieznacznie unosząc brwi do góry. A potem wciskając ręce w kieszenie powiedział, że jeśli wzięła ze sobą wodę albo coś do jedzenia to powinna coś stanowczo przełknąć. On jakoś o tym nie pomyślał – wyszedł tak jak stał, poza tym raczej rzadko kiedy zaopatrywał się jakoś specjalnie, gdy tylko przechodził ze stacji do stacji, a średnia wędrówka wynosiła jakieś 2 godziny. Miał nadzieje jednak, że Iya była bardziej rozsądna i coś ze sobą wzięła oprócz opatrunków.

    OdpowiedzUsuń
  30. Już otwierał usta, by powiedzieć, że wcale nie potrzebuje wody, że lepiej będzie jeśli zachowa ją dla siebie, ale ona po prostu wcisnęła mu ją w ręce! Więc co miał zrobić? Tylko westchnął, a potem obserwował przez dłuższą chwilę jak powoli przesuwa się w głąb tunelu. Przez chwilę ważył w dłoni półlitrową butelkę, by ostatecznie nawet nie upić z niej ani łyczka. Nie czuł pragnienia, a wiedział, że czasami nawet najmniejsza kropelka wody może wywołać palącą suszę w gardle. Więc po prostu wolał nie ryzykować i zachować wodę na bardziej kryzysową sytuację, choć miał nadzieje, że uda im się dotrzeć do stacji nim coś takiego się wydarzy. I już miał ruszyć za Iyą by oddać jej wodę i wznowić ich wędrówkę, gdy ona zatrzymała go w miejscu swoimi kolejnymi przeprosinami. Gdyby miał zliczyć ile razy słyszał z jej ust to słowo podczas ich bardzo krótkiej znajomości wątpił by wystarczyło mu palców u dłoni!
    - Naprawdę nie masz za co przepraszać. - Odparł ledwo powstrzymując się, by nie wywrócić wymownie oczyma. On naprawdę nie żartował, gdy wczoraj powiedział jej, że powinna się oduczyć nadużywania tego słowo. Odnosił wrażenie, że ona przeprasza nawet wtedy, gdy to ona została pokrzywdzona! A to było już nawet trochę.. chore. Poza tym nadużywanie słowa często sprawiało, że traciło ono swój wydźwięk nawet, gdy za każdym razem było tak samo szczere jak na początku. Po prostu już nie robiło takiego wrażenia na człowieku, bo po prostu zbyt często się je słyszało. Zdawał sobie jednak sprawę, że już taka jest natura tej dziewczyny i że ona naprawdę chce dobrze, więc powstrzymał się od jakiegokolwiek komentarza poza tym jednym zdaniem, które już wypowiedział, by następnie już tylko zaproponować by ruszyli dalej. W międzyczasie też wcisnął jej do torby z powrotem butelkę z wodą i już mógł iść w stronę stacji, w której mieszkała Iya.

    OdpowiedzUsuń
  31. Droga mijała im dość spokojnie - po pierwsze zbyt wiele ze sobą nie rozmawiali głównie na prośbę Dymitra, który chciał być jak najmocniej skupiony, by nic mu nie umknęło, a tym samym nic ich nie zaszkodziło i nie zrobiło krzywdy. Może kryło się też pod tym coś więcej, może miało to też swoje drugie dno, ale Dymek ignorował ten fakt, trzymając się kurczowo wyjaśnienia, że musi być skupiony i nie rozpraszany przez żadne zbędne rozmowy, by jego zmysły mogły działać na najwyższym poziomie. Może dzięki temu zazwyczaj wychwytywał wcześniej moment kolejnego ataku ze strony potworów. Był to zaledwie ułamki sekundy, ale to dawała mu przewagę nad mutantem, a co za tym idzie mógł go przynajmniej od czasu do czasu zabić sztyletem, dzięki czemu nie marnował drogocennych naboi. Nie był jednak zwolennikiem takiej walki ze stworami ponieważ wymagało to zawsze od niego zbliżenia się do powalonego monstrum z którego musiał wyjąć broń. I jak na co dzień mu to nie przeszkadzało, tak dzisiaj czuł na sobie nieustanne, przerażone spojrzenie Iy, a przez to i jemu się gorzej "pracowało". I już sam nie wiedział czy z każdym zabitym potworem to one przerażają ją coraz bardziej, czy może on. Jeśli by mógł naprawdę oszczędziłby jej tych wszystkich widoków. Ale nie miał takiej możliwości. Zazwyczaj miał czas tylko odepchnąć ją za siebie, by mutant nie zrobił jej krzywdy, a potem.. Potem zabijał atakującego ich stwora.
    Pomijając jednak kwestie realnego zagrożenia nieustannie czającego się w tunelu, ale jednak ciągle nieco zmniejszającego się, gdy z każdym krokiem przybliżali się do stacji Pawieleckiej, było coś co też przyciągało jego uwagę. A mianowicie stan zdrowia kobiety. Niby mówiła, że nic jej nie jest, że czuje się dobrze, a on nie zamierzał tego kwestionować, ale widział, że brzuch daje jej się we znaki, że im dłużej szli tym każdy krok sprawiał jej coraz większy trud. Więc tylko od czasu do czasu proponował chwilę przerwy, wiedząc, że najlepiej dla jej stanu zdrowia będzie jeśli szybko dotrą do stacji. Może nie znał się na tych wszystkich medycznych duperelach, ale podejrzewał, że pałka zrobiła jej większą krzywdę niż się z początku mogło wydawać, a najlepszą pomoc uzyska w szpitalnym namiocie.
    I wreszcie dotarli na stację. Nieco zmęczeni, ale.. żywi. Ciało Dymitra nosiło ślady walki z potworami - zadrapania, siniaki, drobne rozcięcia. Nie zawracał tym sobie głowy, bo i tak cieszył się, że żaden potwór nie wyrządził im poważnej krzywdy.

    OdpowiedzUsuń
  32. W przeciwieństwie do Iy, śmierć przez rozszarpanie przez stwory wydawała się Dymitrowi jak najbardziej naturalna. I szczerze powiedziawszy wolałby właśnie tak zginąć - w walce, w obronie kogoś niż przez zwyczajne pobicie, które wydawało mu się po prostu haniebne. Oczywiście on był mężczyzną, który chciał brać czynny udział we wszelkich działaniach, dlatego też ostatecznie wybrał zawód stalkera, bo gdyby zginąć na powierzchni wiedziałby, że jego śmierć chociaż coś znaczyła, że nie byłby to bierny akt, nic nieznaczący, wręcz tchórzliwy. I nie chodziło tutaj o uznanie innych, bo akurat zdanie ludzi go nie obchodziło - chodziło tylko o niego, o to, że chciał wiedzieć, że jeśli zginie, to, że jego śmierć nie pójdzie na darmo. Chodziło zwyczajnie o jego honor. Bo zginąłby dla kogoś, dla tych wszystkich ludzi, którzy zostali skazani na życie w podziemiu, dla ludzi, którym odebrano świat. Tak jak kiedyś żołnierze walczyli w obronie kraju, tak teraz walczyło się w obronie Metra. Bo Metro to była taka mała ojczyzna, której trzeba bronić, bo choć Dymitr nienawidził tego miejsca, choć większość ludzi, którzy stracili kręgosłup moralny napawała go odrazą to jednak mieszkały tutaj osoby dla których warto było walczyć. Ot, choćby takiej niewinnej istotki jak Iya, lub nowo-narodzonych dzieci. Zresztą ona sam nie był idealny, więc starał się nikogo nie oceniać, zwłaszcza, że to właśnie przez monstra ludzie tutaj utknęli i przewartościowali swoje życie. To przez nich tutaj wszyscy utknęli, to przez nich cierpieli, umierali zbyt wcześnie, stracili bliskich. To mutanty są prawdziwymi wrogami. Dlatego Dymek nie czuł żadnych wyrzutów sumienia, gdy zadawał śmiertelny cios potworowi. Pozostawał niewzruszony, wręcz obojętny, a czasami, gdy stwór padał martwy na ziemie czuł.. satysfakcje, bo wiedział jak wiele przez nich stracił, jak wiele ludzi skrzywdzili, jak wiele im odebrały te paskudne stwory. Tkwiło w nim niejasne wrażenie, że w taki sposób pomści śmierć swojej rodziny, że to wszystko nabierze jakiegoś głębszego sensu. Bo jeśli nie.. To po co jeszcze tutaj tkwił, żył..?
    Z lekkim uśmieszkiem na twarzy obserwował Iyę, która ostatnie parę metrów do stacji pokonała niemal biegiem, jakby dotarcie do niej było najwspanialszą rzeczą w jej życiu. A może i było? Nieważne. Gdy Dymitr przeszedł kontrolę w straży to pojawiło się w nim jedno pragnienie - wody! Był wyczerpany, wczorajsza rana dawała o sobie znać, ale to wszystko nie miało znaczenia, gdy czuł piekło w swoim wyschniętym gardle. Nie maił już nawet śliny, którą mógłby choćby zwilżyć język, bo przez całą wędrówkę tutaj niemal nie tknął wody z butelki. Nim jednak zdążył rozejrzeć się za jakimś źródłem krystalicznej cieczy, ktoś rzucił mu się na szyję, a on odruchowo spiął się, a jego ręka drgnęła jakby chciała sięgnąć za pas by wyjąć sztylet i znowu ruszyć do walki. Kilka sekund zajęło mu uświadomienie sobie tego co się dzieje - to nie monstrum go dusiło, a drobne ramiona Iy, które zaczęły ściskać go z zaskakującą siłą. Odetchnął więc cicho, a potem rozluźnił się choć przez moment nie wiedział co począć z rękoma. Ostatecznie ułożył je ostrożnie na plecach kobiety i delikatnie pogładził.
    - Chyba najwyższa pora udać się do skrzyła szpitalnego, co? - Mruknął, gdy dziewczyna nadal przy nim tkwiła, chyba mając zamiar go udusić! Uśmiechnął się nieznacznie, bo mimo wszystko nie mógł zaprzeczyć, że było to zwyczajnie.. miłe. Zwłaszcza, że jeszcze w pamięci miał jej wystraszony wyraz twarzy z jakim na niego spoglądała.

    OdpowiedzUsuń
  33. Właściwie, gdy Dymitr zaproponował aby udali się do skrzydła szpitalnego, bardziej martwił się o Iyę niż o siebie. On sam ledwo czuł ból, bo póki co jeszcze buzowała w nim adrenalina, a w głowie jeszcze nieco szumiało od wysiłku, a chwilę potem na jego szyi zawisła dziewczyna, więc tak naprawdę nie miał czasu aby zastanowić się nad swoimi obrażeniami. Wcześniej wciąż musiał być czujny i uważny, skupiać się na tym co dzieje się wokół, bo tak naprawdę mogli zostać zaatakowani metr przed kontrolną strażą, dlatego też tak uważnie śledził Iyę, gdy ta z entuzjazmem pędziła do swojego "domu". Teraz kobieta ściskała go, a jemu.. Cóż, nie mogło to przeszkadzać, bo przecież nie mógł też ukryć, że było to nadzwyczaj przyjemne. Ale jednak odezwał się w nim głos rozsądku, który kazał mu przynajmniej przypomnieć, gdzie teraz powinni się udać, bo czuł się w obowiązku zaopiekować się Iyą od początku do końca. Wciąż pamiętał o jej obrażeniach, a choć na to sam nie mógł nic poradzić, to przynajmniej mógł zadbać, by lekarz ją obejrzał. Westchnął cicho, gdy dziewczyna nieco się od niego odsunęła, a jemu od razu nie spodobało się jej uważne spojrzenie, bo domyślił się, że w tym momencie martwi się o niego zamiast o siebie. Przecież jemu nic nie było! Kilka zadrapań i ból w ramieniu to nic strasznego! Zmarszczył z niezadowoleniem nos, gdy zauważył, że rwanie we wczorajszej ranie spowodowane jest krwawieniem, ale też zbytnio się tym nie przeją, zwłaszcza, gdy widział jak porusza się Iya. Wiedział, że próbuje udawać, że nic jej nie jest, ale on wiedział swoje. I niespodziewanie w jego głowie pojawiła się myśl, że z chęcią zamknął by tą małą istotkę z powrotem w swoich ramionach, by uchronić ją przed złem, przed konsekwencjami uderzenia, które otrzymała od strażników. Albo jeśli byłoby to możliwe po prostu zabić to co ją raniło.. Nic z tego nie mógł jednak uczynić, więc tylko zacisnął zęby mogąc mieć tylko nadzieje, że nic poważnego jej się nie stało.
    Gdy już znaleźli się w szpitalnym namiocie, za każdym razem, gdy Dymitr próbował coś powiedzieć ktoś mu przerywał. Zwłaszcza lekarz do którego się udali - chciał uprzedzić Iyę nim ta powie, że trzeba go znowu zeszyć, i zwrócić uwagę, że to ona jest tutaj bardziej potrzebująca, ale niestety to mu się nie udało. Po krótkim przywitaniu ze znajomym mężczyzną, kobieta nagle wycofała się, co od razu go zaniepokoiło, bo na tyle co zdążył ją poznać wiedział, że ot tak by sobie nie poszła. Musiało się coś stać, a on nie miał bladego pojęcia co. Więc tylko machnął ręką na lekarza mrucząc pod nosem, że nic mu nie jest, a potem ruszył za kobietą
    - Iya, wszystko w porządku? Źle się czujesz? - Spytał, gdy tylko dostrzegł sylwetkę dziewczyny ukrytą pod zbyt dużą bluzą przez co wydawała się jeszcze drobniejsza niż była naprawdę. Stanął za jej plecami, nieco zmieszany zagryzając wnętrze policzka. Jego dłoń drgnęła jakby chciała unieść się ku górze i obrócić dziewczynę w jego stronę, ale nic takiego się nie stało. Po prostu.. czekał.

    OdpowiedzUsuń
  34. Dymitr zdążył już zacząć sądzić, że chyba już nie uzyska odpowiedzi na żadne ze swoich pytań, gdy nagle z ust Iy wypłynęły słowa, które mówiły, że rzekomo nic jej nie jest. Mężczyzna ledwo zdołał powstrzymać zirytowane sapnięcie, bo kogo ona chciała oszukać? Szatyn sądził, że gdyby nie barierka już dawno runęłaby na ziemię jak długa i zwyczajnie miał ochotę siłą zaciągnąć ją z powrotem do namiotu, bo teraz już na poważnie zaczynał martwić się jej stanem. Wszystko jednak świadczyło, że dziewczyna być może chce zostać sama, albo zwyczajnie, co wydawało się najprawdopodobne, tylko udaje silną i nie potrzebującą pomocy. Tak czy siak ten wniosek spowodował, że w głowie Dymka zaraz pojawiły się ponure myśli jak ta, że Iya zwyczajnie chce się go pozbyć - jasne, miło było, że uratował jej życie, ale teraz niech spieprza? A może znowu zaczęła się go bać, a to, że parę chwil temu nie mogła oderwać się od jego szyi był tylko zwykłym, chwilowym zaćmienie spowodowanym napływem endorfin z radości, że jest już u siebie? Nieważne - on i tak już postanowił się wycofać, bo przecież nic na siłę. I gdy już miał się wycofać, ona wyszeptała jego imię, gdy on zdążył już zrobić pół kroku w tył. Zatrzymał się jednak, by po chwili, gdy dosłyszał resztę zdania zmarszczyć brwi, bo tak naprawdę pierwsze nie mógł zrozumieć o co chodzi. Przez głowę znowu przemknęło mi szybko kilka myśli jak ta, że jego podejrzenie, że ona ciągle się go boi było jak najbardziej trafne. Potem pomyślał, że może chodzi jej o strażników z jego stacji.. I gdy już miał dopytać o co i o kogo dokładnie chodzi wszystko nagle stało się jasne.
    Przez moment nie miał pojęcia co się z nim dzieje, ale nagle zrodziła się w nim chęć by komuś przywalić. Było tak jakby jego organizm zareagował wcześniej nim on zdołał stworzyć jedną, pełną myśl.
    - Kto, ten facet, ten lekarz? - Spytał przez zaciśnięte zęby, ledwo powstrzymując wściekły pomruk. Bo zwyczajnie miał ochotę odwrócić się na pięcie i przywalić temu gościowi, choć tak naprawdę nie wiedział jak on skrzywdził Iyę, ale zwyczajnie chyba wolał nie wiedzieć. Dopiero po kilku długich sekundach zdołał się opanować. Po pierwsze uświadomił sobie, że takim zachowaniem tylko jeszcze bardziej wystraszyłby kobietę, a po drugie.. kim on był by iść do obcego faceta i przywalić mu za kobietę, której też tak naprawdę nie znał? Więc tylko wziął głęboki oddech, a potem ze świstem wypuścił powietrze. Jego twarz złagodniała, więc stanął obok Iy, a potem chwycił jej buzię w swoje dłonie i obrócił w swoją stronę.
    - Iya spójrz na mnie. On juz nic Ci nie zrobi, jasne? Jesteś ze mną, a ja nie pozwolę by stała Ci się krzywda, rozumiesz? - Powiedział nadzwyczaj miękko, a potem odsunął się od niej nieco, zauważając, że niemal stykają się nosami. - A teraz wrócimy do namiotu, bo naprawdę ktoś musi Cię zbadać, dobrze? - Dodał jeszcze, by zaraz posłać jej pokrzepiający uśmiech. I z tą myślą już miał objąć ją w tali, by mogła się na nim wesprzeć, gdy pomyślał, że ona chyba nie jest w stanie w ogóle iść! Więc wziął ją na ręce i znalazł dla niej jakąś wolną lekarkę, która wyglądała bardzo sympatycznie więc miał nadzieje, że z nią Iya nie miała żadnych złych wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
  35. Dymitr jak zwykle wolał nie zastanawiać się nad swoimi pobudkami, nad tą troskliwością, którą nagle zaczął obdarzać Iyę, bo tak było mu wygodniej. Wiedział, że jeśli zacznie rozważać co nim tak naprawdę kieruje nie wyniknie z tego nic dobrego zwłaszcza, że tak naprawdę zdawał sobie sprawę, że ta znajomość pewnie niedługo się skończy. On wróci do siebie, ona zostanie tutaj i może jeszcze kiedyś uda im się przypadkiem spotkać, i nic więcej. I znów będzie mógł być Dymkiem martwiącym się tylko o siebie oraz pragnącym wreszcie ukończyć ten pieprzony trening na stalkera i spełniać swoje marzenia o ile było to w ogóle możliwe w takim miejscu jak Metro. Póki co jednak był jeszcze mężczyzną, który miał na głowie prawie nieznajomą kobietę, którą miał się zająć. A dokładnie upewnić się, że nic jej nie jest i że zostanie w dobrych rękach, bo nie wątpliwie wymagała pilnej konsultacji lekarskiej.
    Doszedł do wniosku, że może odetchnąć z ulgą, gdy Iya mu chyba po prostu zwyczajnie zaufała, ale dlaczego miałaby tego nie zrobić skoro od początku do końca zadbał by dotarła tutaj cała i zdrowa, a przynajmniej o to by nie uzyskała nowych obrażeń oprócz ciosu zadanego od strażnika? I owszem, może wypowiedział pewne słowa zbyt pochopnie, ale z drugiej strony przecież nic jej nie obiecał, a równocześnie też nie skłamał, bo naprawdę póki była z nim nie miała stać się jej krzywda. A to, że pewnie w najbliższym czasie zniknie z jej życia to już była inna bajka. Liczył się fakt, że dzięki temu mógł ją zaprowadzić z powrotem do namiotu i nie zamierzał robić sobie z niczego wyrzutów sumienia, bo przecież nie zrobił nic złego. A przynajmniej tak to wszystko wyglądało w jego mniemaniu.
    Gdy niósł ją na rękach nie umknął mu fakt jak lekka jest Iya. Miał wrażenie, że niesie na rękach dziecko lekkie jak piórko niż dorosłą dziewczynę. Dlatego też między innymi tak delikatnie, a przynajmniej na tyle ile potrafił, ułożył ją na materacu, by zaraz odszukać wzrokiem tej miłej lekarki, którą wcześniej upatrzył sobie jako osobę, która miała udzielić dziewczynie pomocy. Nim jednak zdążył coś powiedzieć dostrzegł kątem oka, że ręka Iy nagle dziwnie zwiotczała i zaczęła zwisać z materaca. Od razu zrozumiał co się dzieje.. I wystarczyło jedno krótkie zdanie, by przy kobiecie znalazły się odpowiednie osoby. A on? On nie mając pojęcia co się dzieje po prostu wycofał się nieco do tyłu, by nie utrudniać nikomu pracy. Oczywiście wolałby wiedzieć co się takie stało, ale zdawał sobie sprawę, że w tym momencie nie uzyska odpowiedzi. Zresztą nim się obejrzał usłyszał obok siebie stanowczy nakaz aby usiadł i dał się zeszyć, który zdecydowanie nie pasował do kobiety może ledwo ciut starszej od Iy. I już zaczynał swoje standardowe gadanie, że przecież nic mu nie jest i to samo raza minie, ale okazało się, że pielęgniarka, czy kimkolwiek była, była zbyt uparta, poza tym okazało się, że wczorajsza rana rzeczywiście poważnie krwawi. Więc tylko westchnął ciężko, a potem odpadł na krzesło nie odrywając wzroku od tego co działo się przy łóżku Iy.

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie był pewien czy to zamieszanie w okół materaca na którym zostawił Iyę mu się podobało. Z jednej strony był zadowolony, że dziewczyna ma w okół siebie fachową opiekę, że tak wiele osób troszczy się o jej zdrowie, ale z drugiej strony takie coś nigdy nie wróżyło nic dobrego. I takim oto sposobem w jego głowie zaczęły namnażać się pytania, wątpliwości, ale tej jednej jedynej nie pozwolił ujrzeć światła dziennego. Tego, że Iya mogłaby umrzeć. Jasne, oberwała dość solidnie, ale przecież to nie mogło być nic aż tak poważnego! Jakim cudem doszłaby wtedy aż tutaj? A może jednak popełnił błąd i zamiast przyprowadzać ją tutaj może powinien od razu zabrać ją do szpitalnego skrzydła jeszcze na tamtej stacji? Może wtedy jej stan nie byłby aż tak poważny, może udałoby się ją uratować? I nie żeby go obchodziło życie jakieś tam dziewczyny, tylko poświęcił na nią tyle czasu! Więc szkoda by było jego wysiłku jeśli miałaby zaraz paść trupem. A przynajmniej tak sobie tłumaczył swoje zainteresowanie i zmartwienie tym co właśnie działo się z kobietą.
    W planach miał zapytać jedną z osób, która właśnie odeszła od Iy, co z nią, ale nie miał na to szans, bo nim zamiast pytania z jego ust wyrwał się syk bólu, gdy nagle ktoś ukuł go igłą w rękę. I nim zdążył się opamiętać, zorientować się co się dzieje, owa postać zniknęła. Więc tylko westchnął przenosząc spojrzenie na pielęgniarkę, która właśnie go zszywała. Wyglądała na lekko przerażoną, ręce jej się trzęsły, a Dymitr z lekkim przerażeniem pomyślał, że może jest pierwszą osobą, którą kobieta szyje! I nie żeby bał się bólu, blizn czy coś z tych rzeczy.. Po prostu wiedział, że jeśli nie zrobi się tego fachowo mogą wdać się infekcje albo tego typu sprawy, a to mu się wcale nie uśmiechało. Więc nie, nie miał ochoty być królikiem doświadczalnym. Okazało się jednak, że dziewczyna ostatecznie poradziła sobie całkiem nieźle jak na jego oko. A gdy było już po wszystkim, gdzieś z boku usłyszał jak ktoś woła jego imię. Błyskawicznie rozejrzał się, by zaraz uświadomić sobie, że pod jego chwilową nieuwagę lekarze rozeszli się od łóżka Iy, a ona sama była już całkowicie świadoma i właśnie go wołała. Więc nie zważając na nic zerwał się na równe nogi, wcześniej mrucząc jakieś chaotyczne podziękowanie w stronę pielęgniarki, która go szyła, a już w następnej chwili znajdował się tuż obok materaca Iy.
    - I jak mała, będziesz żyć? - Spytał z pogodnym uśmieszkiem na ustach, gdy swobodnie siadał na skraju jej materaca. Mimo wszystko pod pytaniem czaiły się pewne obawy. Znowu. Bo znowu nie wiedział jak odczytać zaistniałą sytuację - to że lekarze się rozeszli mogło oznaczać, że już nic nie da się zrobić i pozostawili dziewczynę samą sobie, ale z drugiej strony moglo to oznaczać, że nic jej nie jest, a wszystko było fałszywym alarmem. A Dymitr optymista- choć lata życia w metrze odebrało mu nieco tego optymizmu - obstawiał drugą wersję. W końcu za bardzo tu Iyę znali i pewnie lubili,żeby zostawić ją samą sobie jeśli byłoby naprawdę źle. Nawet jeśli nie dałoby sie już nic zrobić, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  37. Uśmiechnął się łobuzersko słysząc jej odpowiedź, by zaraz powiedzieć, że niezwykle mu ulżyło, bo przecież tyle się starał, żeby dotarła tu żywa, więc głupio byłoby gdyby wykitowała od uderzenia pałki! Zachował przy tym niezwykłą powagę, by zaraz zaśmiać się nieco ochryple równocześnie spoglądając na nią z jakimś dziwnym ognikiem w oczach. Bo zwyczajnie czuł ulgę, że z nią wszystko w porządku i że za kilka dni będzie czuła się świetnie. A to wszystko poprawiło mu humor, który popsuł się od momentu, gdy dostrzegł zachowanie strażników wobec Iy, a potem pogarszał się z każdą chwilą, gdy uświadamiał sobie, że dziewczyna się go boi, może nawet brzydzi, choć ratował jej dupsko przez mutantami! Miał zwyczajnie za niewdzięcznicę, ale teraz widział, że chyba się pomylił. Podejrzewał, że dziewczyna pewnie nie była przyzwyczajona do takich widoków. Ale właściwie tutaj też mógł się mylić, bo teraz zachowanie kobiety mogło być zwykłą grą, która miała tylko pokazać, że rzekomo jest mu wdzięczna, a w środku już nie mogła się doczekać aż ten bezduszny zabójca sobie pójdzie.
    Na jej kolejne pytanie tylko nieznacznie przekrzywił ramię, by pokazać jej świeżutkie nitki na ranie, która jeszcze jakiś czas temu dość obficie krwawiła.
    - Całkiem nieźle, co? Ale nie umywa się do Twoich szwów oczywiście. - Powiedział zabawnie poruszając brwiami, by zaraz zerwać się na równe nogi, gdy usłyszał jej prośbę. Pierwszą. Bo na drugą zareagował zmrużonymi powiekami, a potem nieznacznie pokręcił przecząco głową. Miało się rozumieć, że nie zgadza się na żadne "zbieranie stąd" i po prostu bez słowa obrócił się na pięcie i poszedł przynieść jej szklankę wody. Gdy wrócił, upewnił się, że da radę napić się sama, a potem westchnął cicho i zaczął, uprzedzając jakąkolwiek jej przemowę, która miałaby za argumentować za tym, że wyjście stąd jest dobrym pomysłem.
    - Nie ma mowy Iya. Potrzebujesz opieki. A kto się Tobą lepiej zaopiekuje niż pielęgniarki i lekarze? - Zaczął, ale zaraz uświadomił sobie, że może wręcz przeciwnie, ma się nią kto zaopiekować. Że on był samotny, nie znaczyło, że każdy w metrze taki był. - Och, a może mam kogoś znaleźć, zawiadomić? Rodzinę, chłopaka, przyjaciela?

    OdpowiedzUsuń
  38. Mógł tylko westchnąć zrezygnowany, bo tak jak się domyślał Iya nie zamierzała tak łatwo odpuścić jakby chciał. Na dodatek usłyszał jeszcze, że nie ma nikogo, więc tym bardziej byłby spokojniejszy gdyby została tutaj choćby na jeden dzień. A co jeśli gorzej się poczuje i nikogo nie będzie obok niej aby pomóc? Żeby podać choćby szklankę wody? Wszak jednak ze zrozumieniem skinął głową na jej pierwsze słowa, bo przecież nie zamierzał sprzeczać się z faktem, że dotychczas sama sobie świetnie radziła. Nie wątpił w to, ale uważał, że tym razem jednak drobna pomoc ze strony personelu medycznego by jej nie zaszkodziła. Przecież ledwo potrafiła usiedzieć, a jej głos był taki słaby i ochrypły.. Choć gdy nagle się rozgadała argumentując swoje stanowisko z każdą chwilą coraz bardziej przybierał na sile. A to był chyba dobry znak, prawda?
    Nie zmieniało to jednak faktu, że Dymek nie zamierzał tak łatwo jej odpuścić i pozwolić by opuściła bezpieczne miejsce jakim był punkt medyczny, gdzie szybko mogła dostać fachową opiekę w razie nagłego wypadku lub pogorszenia stanu. Dlatego tylko przekręcił oczyma, gdy słuchał jej monologu równocześnie nieznacznie kręcąc głową co miało znaczy "nie, nie i jeszcze raz nie". Zdawał sobie jednak sprawę, że na siłę jej tutaj nie zatrzyma - nawet jeśli zgodzi się tutaj zostać może to zrobić tylko dla jego spokojnego sumienia, by mógł sobie odejść, a gdy tylko zniknie ona zabierze się stąd. Więc biorąc pod uwagę taką opcję miał zamiar wymusić na niej obietnicę, że stąd się nie ruszy aż się nie wzmocni i będzie w stu procentach pewna, że nic jej już nie grozi. I miała to zrobić ze względu na to jak bardzo się dla niej poświęcił, ryzykował.. Choć i tak nie mógł mieć pewności czy to ją powstrzyma czy nawet takowej obietnicy dotrzyma. Wykorzystując chwilę, gdy dziewczyna wreszcie umilkła już miał znowu spróbować ją przekonać, że pozostanie tutaj, na miejscu, jest najlepszym rozwiązaniem, gdy Iya mu to uniemożliwiła. Po raz kolejny tyle tylko, że tym razem zrobiła coś czego Dymitr się po niej nie spodziewał! Po tym wszystkim co dla niej zrobił ona stosowała na nim te diabelskie, kobiece sztuczki!? No to mu się w głowie nie mieściło! Ale równocześnie uświadomiło mu, że Iya i tak tutaj nie zostanie z jego zgodą lub bez jego zgody. Bo najwidoczniej była w stanie zrobić wszystko - nawet zacząć flirtować z gościem starszym od niej o x lat, którego jeszcze nie tak dawno się bała!
    Mężczyzna zamarł na moment, a potem teatralnie rozdziawił usta, by zaraz z niedowierzaniem pokręcić głową. Te baby.. Wszystkie są takie same!
    - No.. Dobra. Niech Ci już będzie. - Mruknął łaskawie, ewidentnie niezadowolony spoglądając wymownie w górę.

    OdpowiedzUsuń
  39. Tym razem, gdy dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyje był na to przygotowany. Nie żeby był jasnowidzem i przewidział co zaraz nastąpi, ale zdążył już zauważyć, że najwidoczniej w taki oto sposób kobieta daje upust swoim emocjom. I jak widać nie pomylił się, więc zareagował już bez niepotrzebnego spięcia jak za pierwszym razem, a zwyczajnie odwzajemnił uścisk i tak przeczekał aż do chwili, gdy Iya uznała, że wystarczy już tych 'czułości'. Odwzajemnił jej uśmiech, ale i jego wesoły grymas zgasł, gdy tylko zapytała czy z nią pójdzie.
    Nie mógł ukryć przed samym sobą, że powaga z jaką Iya zadała mu pytanie go zaskoczyła i.. wystraszyła! Kto by pomyślał, że faceta, który na co dzień walczy z mutantami, kocha ryzyko nagle zlęknie się jednego, prostego pytania, które zadała mu kobieta! Dymitr jednak nie był głupi, a raczej wręcz przeciwnie zaliczał się raczej do grona tych spostrzegawczych ludzi, więc domyślił się, że pod tym jednym zdaniem zakończonym znakiem zapytania kryło się coś więcej. Coś, nie miał pojęcia co, ale w oczach Iy dostrzegł jakieś niewypowiedziane słowa, może pytania, a on zwyczajnie nie był pewien czy chce je poznać. W pierwszym odruchu chciał niemal natychmiast odpowiedzieć, że jasne, że z nią pójdzie, ale gdy uświadomił sobie z jakim skupieniem dziewczyna czeka na jego odpowiedź zaczął się poważnie zastanawiać czy się od tego jakoś nie wykręcić. Ale potem skarcił się za takie myślenie. Powiedział sobie (w swojej głowie oczywiście!), że jest głupi, że tylko sobie coś ubzdurał, a nawet jeśli nie to przecież nie może bać się takiej kruszynki jak ona! Zawsze może tylko upewnić się, że bezpiecznie dotarła do swojego zakątka na stacji oraz jeszcze raz przypomnieć jej o zaleceniach lekarki, a potem zwinnie wymigać się od wszystkiego co mogło go spotkać jeśli zabawi tutaj dłużej i zmyć się do siebie.
    Te wszystkie jego rozmyślania trwały zaledwie sekundę, może dwie, więc udało mu się wyjść z tego wszystkiego z twarzą. Zaraz znów uśmiechnął się w typowy dla siebie sposób, a potem przewrócił wymownie oczyma.
    - No proszę Cię co to za pytanie! Jasne, że pójdę, przecież muszę dopilnować, że dotrzesz do siebie w całości. A skoro wytrzymałem już z tobą tyle czasu to chyba jeszcze trochę jakoś przetrzymam, nie? - Odparł szczerząc rząd równych, białych zębów w uśmiechu. A potem nie zwlekając dłużej wstał i na tyle ile Iya potrzebowała jego pomocy, pomógł jej się zebrać do wyjścia z namiotu.

    OdpowiedzUsuń
  40. Z chęcią udzielił jej pomocnego (i zdrowego) ramienia jako wsparcie w początkowej wędrówce do jej zakątka na stacji. Jednak, gdy puściła się go nie nalegał na dalszą pomoc, bo zwyczajnie nie chciał być nachalny, poza tym podejrzewał, że Iya jest na tyle rozsądna, że zna swoje możliwości i siły na dany moment. Poza tym w razie czego zawsze był obok i mógł ją znowu wesprzeć jeśli tylko będzie taka jej wola. Okazało się jednak, że dziewczyna dotarła w odpowiednie miejsce już całkowicie bez jego pomocy, więc właściwie Dymitr na dobrą sprawę mógł już sobie pójść. Ale nim zdążył nad czymkolwiek się głębiej zastanowić, już nie mówiąc o powiedzeniu czegokolwiek nagle z brzucha dziewczyny wydobyło się burczenie. Spojrzał na nią rozbawiony, choć starał się ukryć uśmieszek, który cisnął mu się na wargi zauważając, że dziewczyna tylko się speszyła! Poza tym i on był już nieco wygłodniały po całej męczącej wędrówce, która niewątpliwie kosztowała go wiele energii zważywszy na fakt, że musiał sam walczyć z mutantami i przy okazji jeszcze uważać nie tylko na siebie, ale także i na towarzyszącą mu dziewczynę. I znów nim zdążył chociażby mrugnąć Iya nagle zniknęła, a jemu nie pozostało nic innego jak tylko na nią poczekać. Miał też w końcu chwilę na to, by rozejrzeć się po okolicy. Znajdowali się już niemal na końcu stacji i mężczyzna uznał to za dobre miejsce na bezpieczny zakątek. Sam mieszkał na krańcu swojej stacji, choć wybrał takie, a nie inne miejsce wyłącznie ze względu na to, że nie miał tam zbyt wielu sąsiadów, więc miał szanse na samotność i chwilę wytchnienia od ludzi jeśli tego właśnie pragnął - szedł do swojego namiotu i nikt mu nie przeszkadzał. Tutaj było wręcz przeciwnie, pewnie głównie dlatego, że stał tutaj opuszczony pociąg, a jego wagony przyciągnęły tutaj ludzi, którzy znaleźli w nich schronienie, stworzyli prowizoryczny dom. Było tu gwarno, pod nogami plątały się dzieci, z pojedynczych wagonów dochodziły szmery rozmów. To wszystko (chyba w szczególności jedna mała dziewczyna, która zaczęła posyłać mu słodkie, dziecięce, rozczulające uśmieszki) wywołało u Dymitra wesoły grymas na twarzy. Nie wątpił, że to wszystko zasługa maluchów, które stwarzały aurę niewinności, ciepła, radości. Bo cóż dorośli.. To byli jednak dorośli, w większości pewnie tacy sami jak wszyscy pełnoletni w Metrze. Pomimo tych pozytywnych emocji, szatyn czuł się tutaj na swój sposób zagubiony, bo zwyczajnie na co dzień głównie przebywał tylko w swoim towarzystwie lub jakiegoś dobrego znajomego, albo w towarzystwie miłej damy, która zechciała mu umilić samotne chwile.
    Uniósł nieznacznie brwi do góry, gdy Iya znowu się przed nim zmaterializowała wraz z dwoma miskami, z których unosił się smakowity zapach grzybów. Poczuł jak żołądek ściska mu się z głodu, więc ze szczerymi podziękowaniami przyjął naczynie, gdy już znaleźli się w zakątku Iy.
    - Przytulnie tutaj. - Powiedział rozglądając się po pomieszczeniu do którego wprowadziła go Iya. I nie mógł zaprzeczyć, że jak na te czasy i warunki całkiem nieźle się urządziła. - Mieszkasz tutaj od zawsze?

    [rozwiń jakąś akcję między nimi, bo nie mam o czym pisać :c :P]

    OdpowiedzUsuń
  41. Niezaprzeczalnie jednym w metrze powodziło się lepiej, a drugim gorzej. Była to zwykła reguła, która obowiązywała zarówno tutaj jak i w dawnym świecie wolnym od mutantów. Tylko teraz to co kiedyś było codziennością, czymś oczywistym, teraz stanowiło rarytas. Dymitr odwiedzał wiele stacji, wielu ludzi i miał porównanie. To skromne mieszkanko Iy rzeczywiście nie było nie wiadomo jak wypasione, widział osoby znacznie lepiej od niej urządzone, ale niektórzy oddaliby życie za to co ona posiadła. Przecież niektórzy nawet nie mieli prowizorycznego dachu nad głową. Spali pokuleni po kątach stacji, niczym zwykli bezdomni w dawnym świecie, tyle tylko, że im nie groził deszcz, ani śnieg ani inny nie sprzyjający czynnik atmosferyczny lub pogodowy. Nie umknęło również uwadze Dymitra jak Iya ma tutaj kolorowo. Właściwie na swój sposób raziło go to po oczach, ale gdy chwilę pobył w pomieszczeniu zdążył się przyzwyczaić do tego dziewczęcego stylu, który tutaj panował. Więc reasumując jego zdaniem Iya nie miała się czego wstydzić, dlatego zdziwił się dostrzegają jej zmieszanie. Rzeczywiście, jeśli chodziło o niego to jemu powodziło się znacznie lepiej. Przede wszystkim posiadał spory zapas naboi dzięki czemu nie miał problemów z kupnem rzeczy, które potrzebował. Gdyby też chciał mógłby znaleźć sobie w Metrze przyzwoite 'mieszkanie', a to, że zrezygnował z tego na rzecz zwykłego namiotu wypełnionego jedynie jego najpotrzebniejszymi rzeczami, materacem stanowiącym łóżko i niewielką stertą ubrań to już była inna bajka.
    Przez cały czas, gdy pałaszował grzybiastą papkę czuł na sobie wzrok dziewczyny. Słysząc jej odpowiedź jedynie skinął głową, choć tego akurat się domyślił - pytał raczej o miejsce zamieszkania, ale nie zamierzał tego sprostowywać zwłaszcza, że miał teraz na głowie większy problem. Po pierwsze przypomniał mu się poważny ton dziewczyny, gdy pytała go czy z nią tutaj przyjdzie i obawiał się, że właśnie przygotowuje się do zaatakowania go jakiś niewygodnymi pytaniami. A po drugie.. Zwyczajnie czuł się głupio, że ją objada! Dotarło to do niego dopiero teraz, gdy zjadł już niemal całą miskę. Zdążył dostrzec, że dziewczyna żyje skromnie, że najprawdopodobniej stać ją tylko na takie żywienie, a Bóg jeden wie czy czasami nie przymiera głodem, a on jeszcze bezczelnie ją objada! Przedtem wydawało mu się, że nie wypada odmówić, może też głód przysłonił mu nieco myslenie, bo przecież wlaściwie miał ją tutaj tylko odstawić i sobie pójść! Jedzenie mógł kupić gdzie indziej, z drugiej strony mógł też jej zapłacić choć wątpił by cokolwiek od niego przyjęła zwłaszcza po tym co dla niej zrobił. Więc tylko zagryzając wargę oddał jej miskę, a potem z westchnieniem poszedł się obmyć do jej prowizorycznej łazienki. Równocześnie przepłukał też brudny podkoszulek, który następnie przewiesił sobie przez nagie ramię, a następnie postanowił, że czas najwyższy się stąd zbierać.
    - Wiesz co, chyba właściwie powinienem się już zbierać.. - Mruknął, gdy tylko dziewczyna wróciła. Do tej decyzji popchnęło go także podejrzane zachowanie Iy. Sam nie wiedział jak je interpretować, ale do głowy przychodziły mu głównie jakieś ponure myśli jak te, że zwyczajnie kobieta nie może się doczekać aż sobie pójdzie. Więc tylko ułatwiał jej sprawę, choć właściwie nie miał pewności czy go teraz w ogóle jeszcze wypuszczą ze stacji. Poza tym był wyczerpany, wciąż nieco głodny, a jeśli będzie tu musiał zostać na noc będzie musiał znaleźć sobie nocleg.. Tak czy siak nie zamierzał wykorzystywać Iy, która pewnie pomogłaby mu we wszystkim, ale podejrzewał, że tylko ze wzgląd na jakiś dług wobec niego, który pewnie uważała, że ma.
    - Poradzisz sobie sama? - Upewnił się jeszcze, bo zwyczajnie nie potrafił tak jej zostawić. Samej, poranionej, kruchej.. "Dymek, weź się w garść" upomniał samego siebie, znowu odpychając od siebie wszelkie rozważania na temat tego dlaczego tak bardzo troszczy się i martwi o tą dziewczynę.

    OdpowiedzUsuń
  42. To jak Iya zareagowała na jego półnagi wygląd pozwoliło mu jeszcze trochę inaczej spojrzeć na tę osóbkę. Po prostu dostrzegł w niej coś więcej niż tylko dziewczynkę, którą trzeba bronić przed monstrami i dbać o jej kruche ciałko. Dostrzegł w niej kobietę, choć nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia lat. Już nie była tylko bezbronną dziewczyną, ale też kobietą, która nie potrafiła być obojętna na męskie walory. Która pragnęła, ale równocześnie robiła to w tak niewinny, uroczy sposób jakby.. Jakby pierwszy raz widziała nagi tors! Jakby pierwszy raz gościła w swoim mieszkanku pół nagiego mężczyznę. I w sumie któż wie czy tak właśnie nie było? Bo jakby nie spojrzeć Dymitr nawet w pełni ubrany odcinał się wyraźnie na tle kwiecistych wzorów zdobiących pomieszczenie. A pozbawiony koszuli, prezentujący swoje wyrzeźbione ciało zdawał się tutaj już kompletnie nie pasować. Teraz jednak niezbyt się tym przejmował, bo miał ciekawsze zajęcie jak napawanie się widokiem wyraźnie speszonej Iy, która mimo widocznego zawstydzenia jak i pewnie zaskoczenia malującego się na jej twarzy w postaci rumieńców jednak nie potrafiła odwrócić wzroku. A to wszystko sprawiało mu swego rodzaju satysfakcje, choć przecież nigdy nie ćwiczył, nie trenował po to by robić wrażenie na innych czy uwodzić kobiety! Nie, robił to dla siebie, po to by móc walczyć, bronić ludzi w Metrze, a teraz także móc zostać stalkerem. A to, że przynosiło to też inne korzyści było całkiem inną bajką. Pewnie właśnie dlatego, niemal natychmiast przeszedł do sprawy, która natychmiast sprowadziła dziewczynę na ziemię. I znowu jej reakcja wydała mu się zaskakująca..
    Nie mógł się jednak z nią nie zgodzić, że nawet jeśli wyruszyłby teraz pewnie i tak nie udałoby mu się dotrzeć do stacji nim zamkną bramy. Miał też pewne ograniczenia jak zranione ramię, które mimo wszystko ograniczało mu nieco ruchy. Poza tym ogólnie był wyczerpany, właściwie marzył chociaż o godzinnej drzemce.. Ale wydawało mu się, że w małym, prowizorycznym mieszkanku Iy nie ma dla niego miejsca. Nie zamierzał odbierać jej materaca do spania, ani niczego innego, dlatego nadal uważał, że najlepiej będzie jeśli sobie pójdzie i w porę znajdzie nocleg gdzie indziej. Na usta cisnęły mu się kolejne słowa, które miał pomóc mu się stąd wyrwać, choć właściwie nie miał na ochoty. A uświadomiła mu to Iya zmniejszająca między nimi odległość, uśmiechając się do niego niby leciutko, niby nic nie znacząco, ale jednak tak, że Dymitr ostatecznie nie mógł jej odmówić. Zwłaszcza jeżeli dzięki temu miał zatrzymać ten wesoły grymas na jej twarzy.
    - Jesteś inna niż większość ludzi tutaj, wiesz? - Odparł w odpowiedzi na jej wszystkie słowa zachęcające go do pozostania. A błysk w jego oku mówił, że to miał być rzecz jasna komplement, bo nawet zważywszy na to jak jej pomógł, nie wszyscy chcieliby się odwdzięczyć. A ona najwidoczniej to właśnie robiła.
    - Ale wiesz, że nie musisz tego robić? Nie musisz mi się odwdzięczać. - Dodał jeszcze, a potem tylko wziął od niej miskę, którą zaraz odstawił na stół i zaczął się rozglądać za czymś gdzie mógłby rozwiesić podkoszulek, by choć trochę się wysuszył dzięki czemu mógłby go znowu ubrać.
    - Jedź. Skoro zostaję, przynajmniej przypilnuje, że stosujesz się do zaleceń lekarza. - Mruknął oglądając się na nią przez ramię.

    OdpowiedzUsuń
  43. Również Dymitr zdążył już wcześniej zauważyć, że sylwetka Iy zdecydowanie nie przypomina dziewczęcej, że w tej strefie już zdecydowanie przybrała kobiece kształty. Owszem, aktualnie swoje atuty skrywała pod szeroką bluzą, więc nie miał okazji przyjrzeć jej się dokładnie, tak jak ona na przykład mogła mu się w tej chwili przyglądać, ale.. Dostrzegł to i owo gdy byli w szpitalnym namiocie. I nikt nie mógł go winić, że zwrócił uwagę na pewne rzeczy - hej, jakby nie patrzeć jest tylko facetem!
    Słysząc jej "ale chce" tylko westchnął cicho, a potem uniósł nieznacznie kąciki warg do góry. Ten grymas nieco się poszerzył, gdy dostrzegł u sufitu jej prowizorycznego mieszkanka sznurek, na którym wreszcie mógł rozwiesić swój podkoszulek. I rzeczywiście ruchy nieco ograniczała mu zraniona ręka - ramie pobolewało go, a przy gwałtowniejszych ruchach wręcz rwało go w ranie. Jeszcze wczoraj było wszystko w porządku, ale już dziś przekonał się, że nie bez powodu jego trener kazał mu rękę oszczędzać. Ale nie żeby zamierzał narzekać, albo obwiniać Iyę o to, że z jego ramieniem jest nieco gorzej. Nie prosiła go o nic, on sam wyrwał się postanawiając ją tutaj odprowadzić. To była jego decyzja - poza tym, jak zawsze, uważał, że bywało gorzej. Poboli, poboli i przestanie. Nic wielkiego.
    I takiej też odpowiedzi udzielił Iy, gdy zapytała co z jego ramieniem.
    - W porządku. - Uciął tylko, a potem obrócił się w jej stronę i przysiadł na wcześniej już zajmowanym miejscu. - Może za chwilę. - Odparł na jej kolejne pytanie, bo choć rzeczywiście marzyła mu się chwila odpoczynku, to jednak póki co wolał jeszcze zjeść to co mu przyniosła Iya. Nigdy nie marnował jedzenia, więc powoli zaczął kontynuować jedzenie, równocześnie zagajając jakaś niezobowiązującą rozmowę, choć.. głównie milczeli. A potem nagle uśmiechnął się rozbawiony.
    - Pobrudziłaś się. O tutaj. - Powiedział wskazując miejsce na swoim policzku. A gdy Iya zamiast się wytrzeć, tylko jeszcze bardziej się pobrudziła, on roześmiał się, a potem odłożył do połowy opróżnioną miskę na bok. - Daj, ja to zrobię. - Mruknął i nim dziewczyna zdążyła się spostrzec on już był obok niej wciąż uśmiechając się nieco rozbawiony, wycierał jej policzek. I gdzieś pod chwili podłapał jej spojrzenie, a choć dopiero po chwili dotarło do niego jak niewielka dzieli ich odległość wcale się nie speszył. Odsunął się nieco do tyłu nie spuszczając z niej jednak bacznego spojrzenia.
    - Nie boisz się co powiedzą znajomi na fakt, że zaprosiłaś do siebie faceta na noc? Zdecydowanie starszego faceta? - Zapytał niby to niewinnie, ale zaraz na jego twarzy pojawił się figlarny grymas. Zwyczajnie nie potrafił go powstrzymać! Jakby właśnie z takim uśmieszkiem się urodził! I tak, też nie umknął mu fakt, że jest od Iy prawdopodobnie sporo starszy.

    OdpowiedzUsuń
  44. Właściwie Dymitr już sam nie wiedział czego chciał i oczekiwał. Byłoby mu łatwiej, gdyby w oczywisty sposób Iya dała mu do zrozumienia czego sama chce. Odpowiedź byłaby jasna, gdyby dziewczyna podjęła ten jego niewinny flirt, albo jasno go odtrąciła. Ale nie, przecież to była kobieta, więc wszystko musiała na swój sposób komplikować! On wiedział tylko, że Iya jest piękną kobietą, choć chyba nie do końca świadomą swojego uroku. Równocześnie intrygowała go, sprawiała, że chciał ją poznać lepiej, więc po prostu nie potrafił jej tak zwyczajnie uwieść! I nie żeby był facetem, który podrywa uwodzi każdą kobietę, która wpadnie mu w oko, chociaż ten niezobowiązujący flirt miał zwyczajnie w genach. Choć nie znał Iy zbyt dobrze, zdążył się już jednak przekonać, że akurat z nią trzeba obchodzić się łagodnie - była delikatna i dałby sobie rękę uciąć, że wystarczyłby teraz jeden nieprzemyślany ruch, by musiał sobie szukać inne miejsca na nocleg. Świadomy tego wszystkiego Dymitr, wiedział jednak co tak naprawdę wywołuje prawdziwy mętlik w jego głowie. Spotkał już w swoim życiu mnóstwo kobiet o różnych typach charakteru. Znał więc i takie, które sobą samym onieśmielał tak jak właśnie Iyę - tak jak ona teraz, uśmiechały się lekko, odwracały wzrok speszone, przeczesywały włosy palcami jakby nie wiedziały co zrobić z rękoma. Sęk tkwił jednak w tym, że Dymek po raz pierwszy kimś się zaopiekował odkąd znalazł się własnie tutaj, w metrze (no może pomijając Siergieja, bo ten staruszek zawsze na swój sposób miał być dla niego ważny). Zatroszczył się o nią i.. o dziwo nadal chciał to robić. Iya obudziła w nim już dawno uśpiony instynkt opiekuna, a on nie miał pojęcia jak jej się to udało zrobić! Początkowo chciał się jej jak najszybciej pozbyć, wrócić do swojego świata, gdzie musi dbać tylko o swój własny tyłek. Ale każda chwila spędzona z tą dziewczyną sprawiała, że coraz bardziej zaczynał się o nią martwić, jej stanem zdrowia.. wszystkim! Nie chciał więc ich dopiero co zaczynającej się znajomości spieprzyć. Bo uświadomił sobie, że Iya może być pierwszą osobą, która chociaż trochę odmieni jego samotne życie w metrze, chociażby tym, że od czasu do czasu umili mu dzień wizytą i zwykłą pogawędką.
    I chciał się odsunąć. Naprawdę chciał by po prostu spędzili ten wieczór na rozmowie, być może dowiedziałby się jakiś szczegółów z jej życia, ale zwyczajnie nie potrafił tego zrobić! Jakaś siła nie pozwalała mu się cofnąć. Jakaś przeklęta siła właśnie kazała mu unieść rękę i delikatnie ująć brodę Iy w palce. Spojrzał jej w oczy z nieodgadnionym błyskiem, a potem nieznacznie przekrzywił głowę na bok.
    - Skąd możesz wiedzieć? Nie wiesz ile dokładnie mam lat. Nic o mnie nie wiesz. - Odparł spokojny, cichym głosem, by zaraz znów uśmiechnąć się łobuzersko. Jego spojrzenie pomknęło w stronę jej policzka, i po chwili znów sunął po nim kciukiem, wcześniej zahaczając o kącik jej warg. I tylko on z tej dwójki mógł wiedzieć, że jej twarz lśniła już czystością, że był to tylko pretekst by znów móc jej dotknąć, a na koniec założyć niesforny kosmyk za jej ucho.
    - Myślę, że powinnaś się położyć. Doktorka kazała Ci odpoczywać. - Powiedział jakby wcale teraz nie muskał opuszkami palców jej włosów, jakby wcale nie znajdował się blisko niej! Zwyczajnie dawał jej wymówkę, by mogła się wymigać z tej sytuacji jeśli jej nie odpowiadała.

    [ no zdążyłam zauważyć.. xD ale spoczi, Dymek sobie poradzi, jak nie teraz to później;d]

    OdpowiedzUsuń
  45. On również odsunął się nieco do tyłu, gdy tylko dziewczyna uczyniła coś podobnego. Zabrał dłoń i umieścił ją w kieszeni swoich spodni, zaciśniętą w pięść jakby się bał, że znowu ręka przestanie go słuchać i zacznie spełniać tylko swoje zachcianki zapominając o świadomych decyzjach jej właściciela! Bo oczywiście Dymitr załapał przesłanie tego drobnego gestu, tego nieznacznego cofnięcia się do tyłu - ma trzymać rączki przy sobie i zamierzał się tego to właśnie uczynić. Ale mimo to nie mógł pozbyć się wrażenie, że Iy to się podobało! Coś w jej oczach mówiło, że podświadomie chciała by kontynuował tą swoją niewinną zabawę, ale najwidoczniej wygrało w niej coś innego. Może był to szacunek do samej siebie, chociaż czy naprawdę jest coś złego w zwyczajnym flircie? Nieważne. Dymek zamierzał uszanować jej decyzję, bo Iya nie wyglądała mu na kobietę, która tylko zgrywa niedostępną cnotkę i teraz tylko czeka aż on znowu zacznie ją podrywać.
    Westchnął cicho, gdy dziewczyna wstała i go wyminęła. Sam opadł na wcześniej przez nią zajmowane miejsce. Trudno było odgadnąć o czym teraz myśli lub jak się czuje. Jego oblicze było nieprzeniknione - lekko przymrużone oczy śledziły sylwetkę Iy, a buzia choć z pozoru poważna to jednak była nieco rozświetlona nikłym uśmiechem ni to rozbawionym, ni to niedowierzającym, ni to nieco nawet złośliwym. Bo właściwie sam nie wiedział co począć. Może lepiej było się stąd zabrać? Zaraz jednak odepchnął od siebie tę myśl bo skoro ona zachowywała się zwyczajnie, jakby przed sekundą wcale jej nie podrywał to i czego on miałby się tak nie zachowywać? Zwłaszcza, że nie miał sobie nic do zarzucenia - niewinny flirt to nic złego, przynajmniej w jego mniemaniu. Może źle ocenił sytuacje, może wcale tego nie chciała. Nie wiedział i nie zamierzał nad tym gdybać - liczyło się tylko to, że odepchnęła go. Może w delikatny sposób, ale jednak zrobiła to. i sprawa zwyczajnie była dla niego jasna.
    - Ale to nie chodzi o to czy jesteś zmęczona czy nie. Lekarz kazał Ci odpoczywać i leżeć. - Przypomniał jej, a potem wzruszył ramionami, jakby dochodząc do wniosku, że to ostatecznie jej sprawa czy się zastosuje do zaleceń czy nie.
    - A kto powiedział, że to jest takie ważne? - Odparł nieznacznie unosząc brwi do góry, bo choć zwrócił uwagę na różnicę ich wieku to wcale nie oznaczało, że to ma znaczenie.. przynajmniej dla niego. - dwadzieścia siedem. - Dodał po chwili tylko nieznacznie przekrzywiając głowę na bok. Na co dzień niezbyt chętnie lubił przyznawać się do swojego wieku. I nie, wcale nie chodziło o to, że za trzy lata stuknie mu trzydzieści lat. Po prostu.. był jednym z tych, którzy urodzili się jeszcze w normalnym świecie. Ba! Był jednym z tych którzy urodzili się na powierzchni i na dodatek coś z tego pamiętali. A ludzie zwyczajnie byli ciekawscy - wypytywali jak to było, czy tęskno mu za tamtym życie.. A przecież tego nie dało się opisać, za tym nie dało się nie tęsknić! Oni nic nie rozumieli.. A z kolei Ci co rozumieli to posyłali mu współczujące spojrzenia - dobrze wiedzieli co stracił i choć pokrzepiające było to, że nie mimo wszystko nie tylko on cierpi zamknięty w metrze to jednak nie potrzebował o tym rozmawiać, dzielić się tym z kimkolwiek. Nie potrzebował niczyjej fałszywej solidarności - bo ci ludzie jacy byli tacy byli. I zawsze mogli wykorzystać jakość jego słabość.

    OdpowiedzUsuń
  46. Dymitr naprawdę starał się już nie myśleć o tym co wydarzyło się przed momentem - to była już przeszłość, dostał jasny sygnał i.. powinien sobie odpuścić! A o dziwo, nie potrafił. Zazwyczaj nie był nachalnym facetem, jeżeli ktoś dawał mu do zrozumienia, że pozwala sobie za dużo potrafił to uszanować chyba, że domyślał się, że jest to forma gry, albo że widział, że kobiecie to się podoba tylko sama przed sobą nie potrafi się do tego przyznać. Tym razem wydawało mu się, że ma do czynienia z drugim przypadkiem, bo zwyczajnie ciągle odtwarzał w pamięci krok po kroku to co się wydarzyło. I pamiętał ten speszony wzrok, rumieniec na twarzy, wstrzymany oddech.. Pragnęła go, nawet jeśli nie zdawała sobie z tego sprawy! A przynajmniej to nieustannie podpowiadało mu jego zranione ego. Oczywiście nie musiał być w typie wszystkich kobiet, ale.. hej, przeważnie był! Poza tym rzadko kiedy mylnie oceniał sytuacje, popełniał błędy w takich zagraniach.. I wiedział, że nie zrobił niczego źle, uwodził ją delikatnie więc nie było szans by z czymś przegiął! Ale zaraz ze złością odepchnął od siebie wszystkie tego typu myśli, swój zwierzęcy głód, bo może ich znajomość nie miała się długo utrzymać, może miała się skończyć wraz z jutrzejszym porankiem, ale zdążył już polubić Iyę i zamierzał uszanować wszystkie jej decyzje.
    Szlag jednak trafił jego postanowienia, gdy dziewczyna niespodziewanie zdjęła bluzę tym samym sprowadzając go na ziemię (a raczej, POD ZIEMIĘ!). Odsłoniła tym samym swoją idealną sylwetkę opiętą jedynie zwykłym topem, który jednak wyśmienicie prezentował wszystkie jej walory i sprawiał, że chciało zajrzeć się pod spód. A cóż, przez wszystkie ciężkie treningi ostatnimi czasy Dymek nie miał zbyt wiele czasu poświęcać swojej uwagi płci przeciwnej i łatwo było w nim wzbudzić pewne niekontrolowane odruchy. Więc tak, wszystkie jego postanowienia jednym słowem poszły się pieprzyć i kompletnie nie miało znaczenia to, że jeszcze przed momentem chciał by ich znajomość się rozwinęła, by Iya od czasu do czasu umiliła mu swoją obecnością dzień. Nie, teraz był przekonany, że kiedy on opuści tę stację już pewnie nigdy się nie spotkają, a więc.. Raz się żyje, prawda?
    Te wszystkie rozmyślania zajęły mu krótką chwilę. Przez ten czas śledził wzrokiem kobietę, ale potem tylko westchnął cicho, wbijając spojrzenie w swoje stopy. Dopiero, gdy dziewczyna znów znalazła się przy nim podniósł na nią spojrzenie równocześnie nie mogąc powstrzymać zaczepnego uśmiechu. I może jasne myślenie przysłaniały mu już nieprzyzwoite myśli, ale był pewien, że dziewczyna specjalnie szukała z nim kontaktu fizycznego!
    - Naprawdę uważasz, że różnica wieku nie ma znaczenia? - Podłapał temat, gdy tylko udało mu się odgrzebać w pamięci jej ostatnie słowa. Zasada pierwsza - (prawie!) zawsze słuchaj tego co kobieta ma do powiedzenia. Można temu naprawdę wiele zyskać..
    Na jej kolejne słowa jedynie skinął głową, ale równocześnie sięgnął ręką do tyłu jakby chciał skontrolować stan rany. Pech, albo raczej szczęście chciało, że w tym samym miejscu i w tym samym momencie Iya ułożyła swoje palce jakby chcąc złagodzić ból. A Dymitr zamiast cofnąć swoją dłoń, to najnormalniej złapał ją za rękę, a potem ulokował ich złączone dłonie na jej udzie. Wbił w nią nieprzeniknione spojrzenie, a potem uśmiechnął się leciutko.
    - Chyba powinnaś zacząć troszczyć się bardziej o siebie niż o innych. - Powiedział kreśląc niewielkie kółka kciukiem na wierzchu jej dłoni. A potem puścił ją, a jego figlarny grymas nieco się poszerzył. - A wracając do tematu.. Ty nic mi o sobie nie powiesz? W końcu gdyby nie ja nie miałabyś okazji zaprosić tutaj.. kogokolwiek, nie sądzisz? - Choć z pozoru nie mówił nic specjalnego, obniżył nieco głos, używając swojego kuszącego pomruku równocześnie nieco zbliżając się w jej stronę jakby chciał jej coś szepnąć do ucha.

    OdpowiedzUsuń
  47. Dymitr musiał upominać się co chwila w myślach, że Iya może mieć najwyżej dwadzieścia lat! A i tak dawał jej nieco mniej, choć wydawało mu się, że jest jej bliżej do tych dwudziestu niż dalej. Oczywiście pamiętał też o tym, że jego ocena może być mylna, bo przecież już nie raz spotkał się z nastolatką, która swoim ciałem już dawno przestała przypominać dziewczynę. Był świadomy dzielącej ich różnicy wieku, ale jakoś w tym momencie niespecjalnie mu to przeszkadzało. Ba, w tych czasach ludzie przestawali już tak bardzo patrzeć na wiek, znowu zaczęła liczyć się pozycja i dobrobyt, który ktoś posiadał. Nie cofnięto się jednak do średniowiecza - ludzie nadal krzywili się, gdy nastolatki wiązały się ze starszymi mężczyznami, albo zwyczajnie oddawały swoje ciało podstarzałym gościom za kilka naboi, które mogły im zapewnić gorące jedzenie lub coś innego. I może Iya nie miała nic przeciwko dzielącej ich różnicy wieku, ale on powinien mieć. W końcu to on był tym starszym, więc powinien być bardziej odpowiedzialny, rozsądny. Przecież to była jeszcze nastolatka.. dziecko! Ale co on mógł poradzić na to, że tak łatwo potrafił o tym zapomnieć? Gdy coraz bardziej zaczynała przemawiać przez niego żądza, a w głowie pojawiało się coraz więcej nieczystych myśli gdzie wyobrażał sobie co by z nią zrobił gdyby tylko mu pozwoliła..! A potem znowu pojawiała się ostrzegawcza lampka 'stop', która mówiła mu, że tak nie można. Że to tylko jeszcze nastolatka, nieświadoma swojego ciała i uroku, która dopiero wchodzi w dorosłe życie, która jeszcze nie wie czego chce, a on nie mógł wykorzystać jej niewinności. Jest jaki jest, ale ma w sobie trochę przyzwoitości. I tak, nieraz bywał draniem, ale ją polubił. Nie chciał jej skrzywdzić.. Ale czy było coś złego w zwykłym flircie? To tylko jego myśli wybiegały za daleko, a za okazywanie zainteresowania nie można było go karać. Kto wie, może dzięki niemu Iya nabierze pewności siebie? W końcu dostrzeże, że może się podobać innym? Tak, ten flirt mógł jej tylko pomóc!
    Uśmiechnął się nieco rozbawiony, bo choć wewnątrz niego toczyła się niewielka bitwa, to nie umknął mu fakt jak bardzo wyprowadził z równowagi Iyę swoim niewinnym podrywem. I już sam nie wiedział, że to rzeczywiście zasługa jego uroku, urody, muskulatury, czy zwyczajnie ta dziewczyna nie była jeszcze doświadczona i pierwszy lepszy facet mógłby wywołać w niej takie reakcje. Ostatecznie postawił na tą pierwszą opcje i nie dlatego, że był pyszałkiem, nie chodziło tutaj o jego ego, a zwyczajnie ta opcja była wygodniejsza. Bo oznaczałoby to, że Iya nie tylko wyglądem przypomina kobietę, ale też w środku czuje się kobietą, jest świadoma swojego ciała. Z drugiej jednak strony podobała mu się jej ta niewinność. Od razu pomyślał o tym jak wiele mógł jej pokazać, jak wiele nauczyć.. A ile byłoby przy tym frajdy!
    Przez moment nie odpowiadał. Zmarszczył czoło jakby rzeczywiście zastanawiał się co mógłby jej o sobie powiedzieć. A potem tylko westchnął cicho i usadowił się tak, że uniemożliwił jej dostęp z tej pozycji do jego pleców. Znów chwycił delikatnie w place jej brodę, bo po raz kolejny uciekała wzrokiem w bok.
    - A co chcesz wiedzieć? Bo wbrew pozorom, może życie wcale nie jest takie interesujące, więc naprawdę nie ma o czym opowiadać. Wiesz czym się zajmuje, wiesz ile mam lat. Potrzeba Ci więcej? - Uniósł nieznacznie brew do góry równocześnie nieco przekrzywiając głowę na bok. Wbił w nią przenikliwie spojrzenie, bo naprawdę potrzebowała wiedzieć coś więcej? Do czego było jej to potrzebne? Interesowało ją to? A może zwyczajnie chciała podtrzymać rozmowę? I czekał na jej odpowiedź nie wypuszczając jej twarzy z rąk. Bo tak właściwie to kłamał - jego życie było dość burzliwe, ale większość rzeczy z jego życia była albo zbyt bolesna, albo objęta tajemnicą jak np. okres, gdy był członkiem zakonu.

    OdpowiedzUsuń
  48. Choć Dymitr był niemal pewien tego, że dziewczyna nie jest na niego obojętna, a wręcz przeciwnie - jest nim również zainteresowana, to jednak coś go blokowało. Jasne, nie na tyle by przestał z nią flirtować, a może też i nie na tyle by ostatecznie nie posunął się dalej, ale póki co nie pozwalał sobie na więcej. Chciał zdobyć stu procentową pewność, że Iya chciała by czegoś więcej niż tych drobnych jego zalotów. A wystarczyłaby jedna sugestia, jeden gest.. A ona nic! W żaden sposób nie dała mu do zrozumienia, że jest nim zainteresowana, że jej się podoba. Owszem, ewidentnie doceniła jego urodę, ale wydawała się być kobietą dla której przystojny wygląd to zbyt mało by posunąć się dalej. A to, że się rumieniła, że była speszona gdy ją dotykał, albo całkowicie wypadała z równowagi, gdy zmuszał ją do patrzenia w swoje oczy.. Mówiło dużo, ale nie wszystko. Nie dawało mu ostatecznego obrazu, bo przecież ten mógł zostać przysłonięty przez jego własne rozmyślania, chęci, marzenia. A on wbrew pozorom wcale nie chciał robić nic wbrew niej, bo zdawał sobie sprawę, że jeśli posunie się za daleko straci wszystko - nawet jej znajomość, ciepły uśmiech. A nie wiedzieć dlaczego bardzo zależało mu, by i ona go lubiła, by podobało jej się jego towarzystwo. I nadal nie miał pojęcia jak ona tego dokonała!
    Nie oznaczało to jednak, że Dymitr nagle zapragnął się przed nią otwierać. Nie, jak zwykle odzywała się jego nieufna natura. Polubił Iyę, ale nie znał jej na tyle by się przed nią otwierać! Ba! Jego zaufanie było bardzo trudno zdobyć, tak naprawdę nie miał tutaj przyjaciela przed którym nie miałby żadnej tajemnicy. I może byłoby mu lżej gdyby wszystko ze siebie wyrzucił - ból, gorycz, rozczarowanie metrem, tym, że jednak los postanowił go ocalić.. Ale nie potrafił. Zwyczajnie nie potrafił. Dlatego nie spodobały mu się pytania Iy. Z pozoru zwykłe, proste.. Ale jednak wnikające nieco głębiej, bo Dymek zdawał sobie sprawę, że nie zaspokoi jej ciekawości zwykłymi półsłówkami o czym świadczyła jej poważna mina, która sugerowała, że traktuje to wszystko na serio. Równocześnie jednak dotarło do niego coś jeszcze - może w tym tkwi złoty środek? Może Iya musiała go bliżej poznać by wiedzieć czego chce, by odwzajemnić jego zaloty? Dlatego postanowił jej nie zbywać całkowicie, a uczepił się tematu, który mógł rozwijać na wiele kierunków, unikając tych drażliwych, tych które zmuszały go do zaglądania w głąb siebie, a równocześnie był to temat przy którym nie musiał też kłamać by ominąć szczegóły, których nie chciał poruszać.
    Przez dłuższą chwilę jednak nie mówił nic. Jedynie miarowo gładził kciukiem wierzch jej dłoni, jednocześnie nie spuszczając jej spojrzenia, choć ono na moment stało się odległe. Szybko powrócił jednak do tego co działo się tu i teraz przywołując na twarz uśmiech.
    - Niech będzie. Ale pytanie, za pytanie. - Odparł w końcu nieznacznie unosząc brew do góry, znów mając na twarzy znajomy, zaczepny grymas. - Wcześniej byłem Członkiem Zakonu. Ale tam.. Tam było za dużo tajemnic, a za mało praktycznego działania. Nie twierdzę, że to czym zajmuje się Zakon jest nudne i nieużyteczne. Wręcz przeciwnie, ale ja.. Ja potrzebuje ruchu. Muszę być w akcji, dlatego ostatecznie postanowiłem zostać stalkerem. Więcej frajdy, więc ruchu, więcej adrenaliny. Sama rozumiesz. - Powiedział z wesołym uśmieszkiem, a potem nieznacznie kiwnął na nią głową. - A Ty? Dlaczego medycyna? - Spytał, by po chwili spuścić spojrzenie na ich wciąż złączone dłonie.

    OdpowiedzUsuń
  49. Uniósł nieznacznie brwi do góry, gdy Iya powiedziała, że nie miała innego wyboru. Sytuacja wydała mu się bardzo znajoma, bo przecież sam, gdy świat był jeszcze normalny, od najmłodszych lat w domu tata truł mu o tym, że musi iść w jego ślady. Bo to rodzinna tradycja, którą on i jego brat muszą podtrzymać. Ale nim zdążył zacząć jej współczuć uświadomił sobie, że Iya wcale nie wygląda na niezadowoloną, że akurat padło na ten zawód. A wręcz przeciwnie, więc przymuszona do tego czy też nie ostatecznie ten zawód okazał się chyba jej powołaniem, a przynajmniej takie wrażenie odniósł Dymitr. W końcu niejednokrotnie lądował w namiocie szpitalnym więc widział tam niektóre osoby, które wyglądały jakby mogły dać wszystko byleby się stąd wyrwać, ale najwidoczniej do niczego innego się nie nadawały, więc tkwiły tam byleby mieć z czego żyć. Albo widział też stalkerów z powołania, którym oczy świeciły się od podniecenia, gdy mieli wyjść na powierzchnię, ale wiedział też takich, którzy byli znudzeni, albo przerażeni za każdym razem gdy misja padała na nich - ale czego się nie robi żeby zdobyć jak najwięcej naboi czyż nie? I mógłby tak wymieniać w kółko, ale zdecydowanie wiedział do której grupy zaliczyć Iyę. Wiec doszedł do wniosku, że dziewczyna zrobiła to specjalnie - również ledwo liznęła temat jak on.. Ale hej, on przynajmniej się postarał by wyglądało to zwyczajnie i naturalnie, a ona ewidentnie zrobiła to by odpłacić mu się tym samym i nawet się nie postarała by to zatuszować! Ale już wcześniej Dymitr podłapał w niej jakąś zmianę - gdy odsuwała dłoń coś mu nie pasowało, a choć nie wiedział co to, nie potrafił tego nazwać po imieniu to nie wiedzieć dlaczego zirytowało go to. Może dlatego nie okazał swojego zdziwienia, że Iya jest córką najlepszego chirurga w metrze. Trudno było o nim nie słyszeć, a Dymitr miał okazję go nawet poznać, ale był wtedy małym chłopcem, jeszcze zagubionym w tym świecie i przerażonym tym wszystkim co się działo, a Iy pewnie nawet nie było jeszcze na świecie.
    - Rozumie. - Mruknął tylko, a potem odsunął się od kobiety i tylko wskazał na jedną z większych ran na swoim ciele. - Możesz..? - Spytał prześlizgnąwszy wzrokiem po czerwonym szlaku tuż niedaleko obojczyka, a potem wbił wzrok w bliżej nieokreślone miejsce. Dopiero po dłużej chwili milczenia przyszło mu coś do głowy.
    - Iya.. - Zaczął równocześnie opuszczając niego głowę by móc na nią spojrzeć. Los chciał, że i ona, która teraz obmywała mu ranę na torsie, podniosła głowę do góry co sprawiło, że niemal stykali się nosami, a Dymitr nie kontrolując tego co robi, działając raczej instynktownie jedną dłonią przytrzymał jej twarz jakby chcąc zapobiec temu by się przypadkiem od niego nie odsunęła. Krótki moment tylko świdrująco wpatrywał się w jej oczy, a potem uśmiechnął się nieznacznie.
    - Iya, nie uważasz, że nie zmieścimy się tutaj w dwójkę? - Wymruczał, tym razem jej imię wypowiadając niezwykle miękko, wręcz uwodzicielsko. Bo on już miał pomysł jak mogą zaradzić faktowi, że jest tu tylko jedno łóżko. Pytanie tylko czy Iy się to spodoba..? A jaki był sposób, żeby się o tym przekonać? Przecież nie mógł zapytać jej wprost..! Więc przysunął się jeszcze bliżej i delikatnie musnął jej usta własnymi jakby chcąc tylko sprawdzić jej reakcje, poza tym - hej, raz się żyje! Najwyżej go wyrzuci, a on nie będzie pluł sobie w brodę, że nie spróbował. Poza tym nie wiedzieć dlaczego wątpił żeby go odepchnęła.

    OdpowiedzUsuń
  50. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  51. Z której strony by nie spojrzeć Dymitr naprawdę chciał już odpuścić. Chciał być fair i nie zamierzał robić nic wbrew woli Iy, a ona wyraźnie, kilkakrotnie dała mu do zrozumienia, że pozwala sobie na zbyt wiele. Nie chciał robić nic wbrew niej, więc zamierzał tylko zadać to jedno krótkie pytanie - gdzie oni się tutaj w dwójkę pomieszczą, a potem po prostu znowu zasugerować, że on może się wynieść i poszukać schronienia na noc gdzie indziej. Wszystko jednak potoczyło się inaczej, gdy nieomal zderzyli się nosami. Jego dłoń zadziała mimowolnie, a on.. choć z początku zły, że dał się tak ponieść, że nad sobą nie zapanował, uświadomił sobie, że było to idealne posunięcie. Teraz już widział, że od początku się nie mylił, podobał się Iy, a ona od początku tego wszystkiego chciała nawet jeśli nie zdawała sobie z tego sprawy! Podświadomie pragnęła jego bliskości, nawet jeśli nie potrafiła nazwać tego po imieniu. A on mógł jej to wszystko dać, wszystko czego zapragnie..
    Jego palce delikatnie zarysowały kontur idealnie wykrojonych warg. Dymitr śledził ruch swojej dłoni zafascynowany każdym skrawkiem twarzy tej cudnej istoty, która wreszcie pozwoliła na bliskość jakiej od początku pragnął. I marzył o tym by odkryć więcej, marzył by poznać.. wszystko, każdy cal jej ciała. I znów na nowo zasmakować jej ust, ale tym razem intensywniej, tak jak lubił. Ale nie zamierzał jej tego wszystkiego tak łatwo dać, bo widział w jej oczach wszystko. Więc mógł się z nią trochę podroczyć, a zaraz tylko wzbudzić jeszcze jej apetyt, bo przecież nie zamierzał wypuszczać już jej ze swoich rąk. Owiał oddechem delikatną skórę na ustach, ale nie dotknął ich znowu, nawet nie musnął, a jedynie nosem wyznaczył krótką ścieżkę do jej ucha, napawając się cudownym zapachem jej skóry. Jak przez mgłę dotarły do niego jej słowa, a gdy poczuł na ramieniu jej rękę znów wygiął usta w zaczepnym, zadowolonym uśmieszku, a choć nie mogła tego grymasu zobaczyć mogła go poczuć. Mogła poczuć jak unoszą się do góry kąciki jego warg, bo przyciskał je lekko tuż przy linii jej włosów.
    - Może potem. Chyba nie masz nic przeciwko, co? - Wymruczał teraz już wprost do jej ucha, by zaraz subtelnie musnąć ustami jego płatek. Jedna z jego dłoni łagodnie odgarniała kosmyki jej włosów, druga zaś powoli zaczynała krążyć po idealnym ciele teraz jeszcze skrytym pod materiałem ubrań, ale już niedługo, jak dopowiedział sobie z zadowoleniem w myślach. I nim się obejrzała jego ręka oplotła ją w tali i zgrabnym ruchem przyciągnęła do niego usadawiając ją okrakiem na jego kolanach. I dopiero wtedy osunął się jej ucha, które nieustannie acz subtelnie pieścił. Powrócił do jej twarzy, odnalazł cudne oczęta z których mógł odczytać wszystko, a które mogły płonąć w tak specyficzny sposób tylko w takiej chwili. Westchnął cicho znów zafascynowany faktem, że ma ją tak blisko siebie. I już nie pamiętał o różnicy wieku, nie pamiętał już o niczym co przedtem budziło jego wątpliwości, kazało trzymać pożądanie w ryzach.
    - Jesteś piękna. - Szepnął znów muskając je usta, by zaraz po prostu wpleść palce między jej włosy tuż nad szyją, jeszcze mocniej objąć ją w tali ramieniem, przyciągnąć do siebie i.. wpić się w jej wargi z mocą, wciąż jednak jeszcze pamiętając o subtelności i delikatności. Jeszcze.
    A gdy całował te idealne, zachwycające, miękkie wargi, gdy czuł na języku jej smak miał wrażenie, że dopiero teraz wziął prawdziwy, głęboki wdech. I to nie byle jaki wdech, bo było to jak haust świeżego powietrza na ziemi wolnej od mutantów, na której bawił się jako mały chłopiec. A choć była to tylko iluzja, to naprawdę się tak czuł, jakby jego płuca znów mogły oddychać czystym powietrzem, tym rześkim powietrzem zaraz o świcie, lub zaraz po burzy, pachnącym deszczem i świeżo skoszoną trawą.. Ale tak naprawdę to właściwie zapomniał o oddychaniu. Bo jak to szło? Wdech, wydech? Jakoś tak, ale to nie było teraz ważne.

    OdpowiedzUsuń
  52. Dymitr od zawsze miał niezawodny instynkt do kobiet. Zawsze wiedział jak zagrać, by zdobyć to czego chce, choć dość często nawet nie musiał się wysilać by owinąć je sobie wokół palca. Tak czy inaczej potrafił wyczuć czego kobieta oczekuje - delikatności, dzikości, a może idealnej mieszaniny tych dwóch rzeczy; czy chce by poświęcał jej uwagę, a może bardziej zadziała na nią to, gdy zacznie ją ostentacyjnie ignorować; czy woli subtelną grę, czy bezpośrednie przejście do rzeczy, i tak dalej. Sprawdzało to się w wielu dziedzinach nie tylko w sferach prywatnych, dla własnej przyjemności, ale też dla zwykłej zabawy, dla urozmaicenia konwersacji - zwykły niezobowiązujący flirt, albo po prostu by zdobyć to czego się potrzebuje, co jest niezbędne choćby do przeżycia w metrze. Dymek był równocześnie świadomy po kim odziedziczył tę zdolność - oczywiście po ojcu, który wzbudzał w siedmioletnim chłopcu jeszcze większą furię i nienawiść do ojca, gdy przez uchylone drzwi gabinetu słyszał jak bezczelnie flirtuje z sekretarką czy klientką choć jego żona jest w pobliżu.
    W każdym bądź razie co do Iy też się nie pomylił. I cieszył się z tego, bo już nie chodziło tylko o to, że znowu udowodnił sobie, że ma niezawodny instynkt, że zawsze osiągnie to co chce, że jego urażone ego znowu było dopieszczone, ale.. W tej bliskości było dla niego coś nowego. Ta kobieta sprawiała, że czuł się całkiem inaczej niż z innymi, a jej smak jej warg sprawiał, że wzdłuż jego kręgosłupa przechodził dotąd nieznajomy dreszcz. Nie wiedział i nie miał czasu ani ochoty się nad tym teraz zastanawiać, ale gdzieś z tyłu jego głowy pojawiła się jaskrawa lampka, która uświadomiła mu, że Iya tak jak przedtem rozbudziła w nim uśpione dotąd pokłady troskliwości, tak teraz rozbudziła coś nowego, coś czego nie znał, coś czego nie potrafiła zrobić dotąd inna kobieta.
    Niezależnie jednak od tego co takiego wyjątkowego było w dziewczynie, którą teraz trzymał w ramionach liczyło się dla niego to co może się za chwilę stać, liczyły się dla niego rozkoszne doznania, które będą mogli sobie ofiarować. Chciał ją zabrać w świat fizycznych doznań i uniesień, a jedyny haczyk tkwił w tym, że nie miał pojęcia, że jestem pierwszym mężczyzną, który ten świat jej pokaże. Dla niego ważne było to jej nieme "chcę" w oczach, rosnące podniecenie, dłonie muskające jego ciało, paznokcie wbijające się w skórę i usta tak zachłannie odwzajemniające jego pocałunki!
    Dłoń, którą wplecioną dotąd miał między kosmyki jej włosów, teraz zesunęła się stamtąd, przemknęła po ramieniu, by zaraz przesunąć paznokciami wzdłuż jej boku, a potem musnąć palcami odsłoniętą skórę tuż nad linią spodni. Choć Iya wymagała dużej dawki delikatności, wiedział, że już minął czas, w którym mógłby ją zwyczajnie spłoszyć i wystraszyć. Teraz mógł już pozwalać sobie na śmielsze kroki, gwałtowniejsze ruchu, bo nawet jeśli z początku kobieta była niedostępna, wymagała łagodności, subtelnych zagrań przeczuwał, że polubi (a może w ogóle już lubi!) intensywne doznania. Poza tym, coraz trudniej było mu panować na wygłodniałym zwierzu, który tylko czekał aż będzie mógł przejąć nad nim kontrolę. I.. no hej, tutaj już nie chodziło tylko o nią, ale też o niego! Dobra, dobra moze to on był tym starszym, może to on ostatecznie doprowadził ich do tego punktu, ale ona też tego chciała i pragnęła! Więc jego potrzeby teraz też się liczyły, czy nie?

    OdpowiedzUsuń
  53. Zsunął się z pocałunkami na jej szyję, przeszedł stamtąd na obojczyk, by ostatecznie nosem strącić rękaw jej bluzki oraz ramiączka od stanika. Równocześnie jego dłonie zdążyły już wtargnąć pod materiał jej wierzchniego okrycia. Palce delektowały się gładką skórą, podążając ku górze jakby miały swój cel i.. miały. Musnął zapięcie od jej biustonosza, a potem oderwał się od niej, by móc w końcu zedrzeć z niej bluzkę. Jego wargi oderwały się od jej słodkiego ciała zaledwie na sekundę, ale powróciły spragnione jakby trwało to znacznie dłużej. Teraz całował już jej dekolt, dłońmi śmiało zarysowując kształtny, jędrny biust. A potem bez ceregieli zsunął je na dół, chwycił ją mocno za pośladki i uniósł by zaprowadzić ich na wygodniejsze miejsce jakim było jej prowizoryczne łóżko. Smakując nieustannie jej ust, ułożył ją delikatnie na materacu, a potem odsunął się by podziwiać jej odsłonięte ciało. Następnie pozbył się jej dolnej części ubrania i przylgnął do niej znów tym razem pieszcząc ej ciało liźnięciami, kąsaniem, podrażnianiem skóry paznokciami, chociaż pamiętał, by uważać na jej brzuch - w końcu nie chciał zrobić jej prawdziwej krzywdy.

    [a fe -.-' średnio mi to przyśpieszanie wyszło, Twoja kolej :P]

    OdpowiedzUsuń
  54. Trudno było określić jak zachowałby się Dymitr gdyby nagle Iya poinformowała go, że jest dziewicą. Może i wycofałby się uznając, że Iya zasługuje by jej pierwszy raz był wyjątkowy oraz by przeżyła go z kimś na kim by jej naprawdę zależało, może z kimś kogo by naprawdę kochała. A może po prostu zapytałby tylko czy na pewno tego chce, albo nawet nie zdobyłby się na tyle i tylko posłał pytające spojrzenie, a gdyby ta przytaknęła to by mu wystarczyło. Druga wersja była bardziej prawdopodobna, bo przecież Dymek w takich momentach nie myślał już logicznie, bo żądza przysłania mu wszystko; w głowie miał już tylko rozkoszne doznania i liczyło się tylko rozgrzane ciało obok oraz to co wspólnie przeżyją. W każdym bądź razie nawet teraz się nad tym nie zastanawiał, bo miał ciekawsze rzeczy do roboty! Może już wcześniej jej zachowanie powinno dać mu do myślenia - to jak zareagowała, gdy zastała go bez koszuli, to jak stroniła od jego bliskości. Tyle tylko czy nieśmiałość o czymkolwiek świadczyła? A nawet brak doświadczenia nie musiał świadczyć o tym, że jest dziewicą! Przecież nie musiała mieć wielu facetów przed nim, prawda? Poza tym nie zauważył by jakoś specjalnie nie wiedziała co robić, nie zostawała mu dłużna w pieszczotach, a to mu wystarczało. Lubił, gdy kobieta nie była bierna, gdy nie pozwalała by facet odwalał sam całą robotę. Kłodom w łóżku mówimy stanowcze nie! A Iya ewidentnie też chciała dać z siebie wszystko, chciała by i on był dopieszczony, a to wywoływała u niego cichy pomruk zadowolenia.
    Dlatego też nie zdołał powstrzymać rozbawionego uśmiechu, gdy usłyszał jej rozkaz. To on dominował, to on miał władzę i nie przepadał za oddawaniem kontroli w ręce kobiet. Nie zmieniało to jednak faktu, że od czasu do czasu pozwalał na to, bo nie mógł zaprzeczyć, że podniecały go kobiety, które potrafiły przejąć panowanie i doskonale wiedział, że przecież to się opłaca, bo kto na tym skorzysta, no kto? On.
    Sięgnął dłonią to jej wargi, a potem przejechał po niej kciukiem czekając aż przestanie dręczyć ją swoimi ostrymi zębami. Potem złożył na jej ustach kilka krótkich, ale namiętnych i zachłannych pocałunków, a dopiero potem objął ją mocno ramionami i przeturlał się z nią na plecy pozwalając aby teraz to ona była na górze. Bo jakże mógłby jej odmówić, gdy zerkała na niego tymi swoimi cudnymi ciemnymi oczętami, w których czaiła się rozkoszna obietnica? Nie mógł się jednak powstrzymać i gdy zamieniał się z nią miejscami zwinnym, wprawionym ruchem rozprawił się z zapięciem jej stanika. A potem tylko uniósł nieznacznie brew do góry, uśmiechnął się zaczepnie i czekał na jej ruch. Hej, miał nadzieje, że nie pożałuje, że pozwolił jej przejąć kontrolę!

    OdpowiedzUsuń
  55. Poddał się pod jej chwilową władzę bez większych protestów, bo przecież zdawał sobie sprawę ile na tym zyska. Śledził uważnie każdy ruch Iy, podążał za nią czując wciąż przyśpieszające tętno, głośny szmer własnego oddechu, gdy kobieta dotarła do celu swojej wędrówki. Westchnął cicho oddając się rozkoszy, którą mu fundowała, skupiając się tylko na sobie i na tym czego on potrzebuje. Jedynie odgarnął jej włosy do tyłu i przytrzymał, by w którymś momencie narzucić jej tempo, gdy doszedł do wniosku, że to za mało, że chcę trochę więcej, ale poza tym jednym razem pozwalał działać jej całkowicie samej. Aż wreszcie z jego gardła wyrwał się zadowolony pomruk pomieszany z jękiem. I gdy doszedł do wniosku, że dostał czego chciał to znowu on przejął kontrolę zwinnie zamieniając się z Iyą miejscami. Zgrabnym ruchem zdarł z niej ostatni fragment zbędnej garderoby, a potem już nie potrafił się od niej oderwać. Pieścił jej wargi, mruczał niczym rasowy kocur czułe słówka do ucha, a dłońmi błądził po jej ciele bez większego celu nie pozwalając by jakaś część jej ciała została przeoczona - więc dopieszczał piersi, muskał pośladki, wędrował wprost między uda, a gdy doszedł do wniosku, że wystarczy tej zabawy, że Iya jest już wystarczająco gotowa, naparł na nią ze zdwojoną siłą i pozwolił by ich ciała połączyły się w jedno. Zdziwiła go jednak reakcja kobiety, gdy zamiast jęku przepełnionego rozkoszą i ulgą, że ten moment wreszcie nadszedł usłyszał krzyk. Odsunął się od niej nieznacznie, by ujrzeć zaciśnięte mocno powieki i lekko rozchylone usta. Znak zapytania, który na ułamek sekundy zapłonął w jego głowie szybko zgasnął, bo ostatecznie doszedł do wniosku, że każda kobieta przecież reaguje inaczej! I takie wytłumaczenie mu wystarczyło, bo przecież głowę miał teraz zapełnioną zupełnie czymś innym. Wtulił nos tuż obok jej szyi i napawając się jej słodkim zapachem zaczął się poruszać początkowo powoli, miarowo, ale z każdą chwilą przyśpieszając.. I byli już tylko oni, ich przyśpieszone oddechy, jęki i rozgrzane ciała.
    Opadł na nią, gdy było już po wszystkim równocześnie odnajdując jej miękkie wargi, w które wpił się zachłannie, ale teraz już znacznie czulej niż jeszcze chwilę temu. Tak dziękował jej za rozkosz, którą mu dała. Wciąż oddychając szybko, zsunął się z niej i opadł na bok. Spodziewał się, że gdy tylko jego ciało wróci do równowagi poczuje znajome uczucie senności zwłaszcza po tak wyczerpującym dniu, ale nic takiego póki co nie nastąpiło. Więc z uśmiechem na ustach oparł się na łokciu, a potem ze śmiechem kąsnął jej ramię, dłonią sunąc po jej nagim ciele teraz usłanym drobnymi kropelkami potu. Pomyślał, że mógłby dać jej coś jeszcze - jej własną, prywatną rozkosz. Więc zaraz znów zawisł nad nią, ale tym razem ominął wargami jej usta i od razu zaczął podążać w dół jej ciała tylko na dłuższą chwilę zatrzymując się przy jej piersiach. Potem droczył się z nią nieco, czując jej drżenie, widząc zniecierpliwiony ruch bioder. Więc ostatecznie z łobuzerskim uśmiechem dotarł do celu swojej wędrówki i gdy już miał przejść do działania coś przykuło jego uwagę. Tuż pod nią dostrzegł niewielką, czerwoną plamę. Pierwsze pomyślał, że może to krew z jakiejś jego rany, ale.. Po chwili wszystko zaczęło się rozjaśniać, nabierać jasnego, logicznego sensu. Uderzały w niego przebłyski zachowań Iy, które wzbudzały w nim podejrzenia. I tak po nitce do kłębka aż znalazł odpowiedź. Jedyną i chyba najbardziej prawdopodobną.
    Odsunął się od niej z niemym pytaniem w oczach, nie wiedząc jak powinien zareagować, a wydawało mu się, że chyba jakoś powinien.

    OdpowiedzUsuń
  56. Wraz z odkryciem dziewictwa, a raczej już byłego dziewica Iy, w Dymitra uderzyło kilka rzeczy na raz. Na sam początek powrócił do tego jak ich znajomości się rozpoczęła, jak rozwinęła przez te dwa dni, że ostatecznie wylądowali razem w łóżku. Do tej pory nie miał czasu zastanawiać się dlaczego tak zatroszczył się o właśnie tę kobietę, dlaczego to ona rozbudziła w nim dawno uśpione pokłady opiekuńczości. Po prostu działał starając się spychać wszelkie znaki zapytania na bok, mając nadzieje, że z czasem same zniknął. To wszystko jednak sprawiło w tym momencie, że Dymek pomyślał, że nie był dla niej odpowiednim facetem, które powinna oddać swoją cnotę. Zasługiwała na kogoś lepszego zwłaszcza, że nie wyglądała mu na dziewczynę, która oddałaby się pierwszemu lepszemu facetowi. Iya sprawiała wrażenie osoby dla której jednak ten pierwszy raz miał znaczenie. Może się mylił, ale właśnie taki wniosek wysunął od momentu, gdy odkrył jej sekret. A z nim szedł kolejny - że Iya zrobiła sobie jakieś nadzieje, że myśli, że z nich, że z ich znajomości może coś być. Coś więcej.. Ta myśl ścisnęła mu gardło z przerażenia. Bo on był typem samotnika - dbał tylko o siebie, o nikogo się nie martwił, nie troszczył. A to, że Iya rozbudziła w nim dotąd uśpione emocje nie miało znaczenia, bo on nie był dla niej odpowiednim facetem. Zobowiązania go przerażały, a tej całej sytuacji nie miał czasu jeszcze przemyśleć, zastanowić się czego by chciał, czego oczekuje. Choć początkowo łudził się, że ich znajomość mogłaby przetrwać, że ta brunetka od czasu do czasu mogłaby mu umilić samotny dzień choćby zwykłą rozmową to ostatecznie jednak doszedł do wniosku, że to wszystko skończy się wraz z momentem, gdy opuści stację zwłaszcza po tym. A co jeśli ona sądziła inaczej, miała nadzieje na coś innego? Wbrew wszystkiemu nie chciał jej w żaden sposób skrzywdzić. A to wszystko razem wzięte sprowadzało się do jednego - że Iya, nawet jeśli nie teraz, to z czasem pożałuje, że to z nim przeżyła swój pierwszy raz. Gdy już przekona się jaki jest naprawdę. A to z kolei wywołało u niego bolesne ukucie w sercu. I jak zwykle zamiast zastanowić się nad jego źródłem odepchnął od siebie znaki zapytania. I może to był błąd - że pierwsze coś robił, potem się zastanawiał.
    To wszystko trwało jednak krótką chwilę do momentu aż Iya przerwała panującą ciszę. To pozwoliło mu się uspokoić - stłumić strach, ukoić gniew, który się w nim pojawił wraz z uściskiem w klatce piersiowej. Niczego jej nie obiecywał. Nie składał żadnych deklaracji. Poza tym, kto powiedział, że dla niej to miało jakieś większe znaczenie?
    W odpowiedzi na jej słowa skinął głową póki co nie mogąc zmusić się do niczego innego. Jego dłoń sunęła wzdłuż jej nogi, a on sam uśmiechnął się lekko, bo rzeczywiście jak na pierwszy raz była niezła. I pomyśleć jaką byłaby cudowną kochaną, gdyby się podszkoliła, wyrobiła..! Ale zaraz odepchnął od siebie te myśli - on już się pewnie o tym nie przekona.
    Mimo mętliku w głowie zdawał sobie sprawę z jednego - że niczym sam zacznie próbować zrozumieć to co czuje, czego chce i potrzebuje musi wiedzieć jedno. Więc na nowo ułożył się u jej boku, dłonią gładząc jej płaski brzuch, muskając palcami jędrne, pełne piersi. Ustami delikatnie zaczął obcałowywać jej szyję, podrażniać skórę tuż za uchem, przygryzać jego płatek. Wszystko by skutecznie ją rozproszyć na tyle by nie była w stanie wymyślić dobrej wymówki, ale nie aż tak by całkowicie nie mogła zebrać myśli i mu nie odpowiedzieć.
    - Dlaczego ja? - Chciał i musiał poznać odpowiedź, dlaczego uznała, że to on był odpowiednim facetem na pierwszy raz.

    OdpowiedzUsuń
  57. Pieszcząc delikatnie szyję Iy w lekkim napięciu czekał na jej odpowiedź. Nie mógł pozbyć się tego specyficznego przerażenia, które towarzyszyło mu od momentu, gdy uświadomił sobie w co mógł się wkopać. On nie był zdolny do zobowiązań, był typem samotnika, a choć może czasami chciałby mieć tu kogoś bliskiego to jednak wolał to swoje beztroskie życie, w którym martwi się tylko o własne cztery litery i może robić co mu się żywnie podoba. To, że zadbał o Iyę było jednorazowym przebłyskiem i nie miało się to już więcej powtórzyć. Liczył więc, że dziewczyna nie oczekuje niczego więcej od niego. I sam nie miał pojęcia skąd w jego głowie wzięły się od razu takie podejrzenia, bo przecież była tylko kolejną kobietą, którą przypadkiem zdarzyło mu rozdziewiczył [zadowolona? ;p]. A choć rzeczywiście preferował kobiety doświadczone w tych sprawach, nie miał też nic przeciwko byciu swego rodzaju nauczycielem, oczywiście o ile nie musiał tłumaczyć co i jak, i do czego, i nie musiał prowadzić za rączkę krok po kroku. Dlatego nie mógł zaprzeczyć, że Iya jak na pierwszy raz wypadła naprawdę świetnie i owszem, też dlatego nie miał dość, a wręcz przeciwnie chciał jej pokazać jeszcze więcej tego rozkosznego świata pełnego cielesnych, niezapomnianych doznań do których chce się wracać.
    Nim jednak wrócił do działania poczekał na jej odpowiedź. Dopiero wtedy mógł się znowu rozluźnić i odetchnąć z ulgą. Dla niej to też była tylko czysta zabawa bez zobowiązań, więc mógł powrócić do przerwanej wcześniej czynności. Ale ona go uprzedziła, więc poddał się jej ustom, by zaraz zmrużyć nieco powieki, gdy boleśnie zagryzła jego wargę. A gdy podążała w dół jego ciała nie odpowiedział na jej właściwie to bardziej retoryczne pytanie. I tylko coś jednego nie dawało mu spokoju w jej odpowiedzi - pierwsza część, choć nie dowiedział się z niej nic nowego, to jednak połechtała jego ego. A gdy dotarło do niego co mu nie gra, spojrzał w dół by odnaleźć spojrzeniem Iyę. Posłał jej oburzone spojrzenie przyciągając ją w swoją stronę, tak by jej oczy znalazły się na poziome jego oczu.
    - Tak, mam jeszcze jedno pytanie. "Całkiem przyjemne przeżycie" ?! Serio?! - Powiedział zbulwersowany, bo przecież był wyśmienitym kochankiem! Wiedział to. I zaraz ze śmiechem przetoczył się wraz z nią, by to on był znów na górze. Wpił się gwałtownie w jej usta, a w jego oczach błysnęła obietnica kolejnych rozkoszy.
    I tak własnie było - oddał się wraz z Iyą w kolejne, upojne doznania, w chwile przepełnione miłosnymi ekscesami.

    OdpowiedzUsuń
  58. Opadając na pościel z zadowolonym uśmiechem, z rękoma ciągle zaplecionymi w okół ciała Iy, Dymitr delektował się tym co właśnie znów przeżył - smakował ulatniającej się z jego ciała ekstazy, wiedząc, że już niedługo pozostanie po niej tylko niewyraźne wspomnienie. A gdy jego organizm zdążył się już względnie uspokoić wraz z tym zniknęła też myśl, by powtórzyć to jeszcze raz, a zamiast tego pojawiło się zmęczenie po całym intensywnym dniu. Zdążył jeszcze zarejestrować jak Iya obraca się na bok, jak szepce życzenie dobrej nocy, a potem sam nie wiedząc dokładnie kiedy zamknął powieki i zasnął nim zdążył cokolwiek odpowiedzieć.
    Obudził się dość szybko, choć sam dokładnie nie potrafił określić ile dokładnie regenerował siły. Teraz jednak liczył się już fakt, że przez okno w przedziale dostrzegł jasno jarzące się światła, a to oznaczało, że w umownie przyjętych porach dniach jest już dzień - do jego uszu docierał przytłumiony gwar budzącej się do życia stacji. Jakaś kobieta szła zagotować wodę na przeznaczonym do tego ognisku, jakiś zmiennik wracał ze swojej zmiany pewnie marząc o odpoczynku, jakiś kucharz zachęcał by u niego zjeść śniadanie po promocyjnej cenie - dziś tylko 10 nabojów, jakiś straganiarz krzyczał, by to przy jego stoisku się zatrzymać, bo tylko on ma najniższe ceny. Dymitr mieszkał tutaj już tak długo, że z łatwością potrafił to sobie wszystko wyobrazić, bo przecież niejednokrotnie to właśnie oglądał, gdy często jako jeden z pierwszych budził się i obserwował początek dnia innych. Z cichym westchnieniem powoli obrócił się, dzięki czemu mógł teraz podziwiać śpiącą u jego boku kobietę. Teraz znów wydawała mu się taka bezbronna i krucha - nie było śladu po tej dzikiej dziewczynie, która z taką pasją kochała się z nim. Ale nie mógł zaprzeczyć, że niezależnie od tego w jakiej formie ją widział, była.. piękna, tylko wzbudzała trochę inne uczucia. Jeszcze nie tak dawno wzbudzała w nim pożądanie, drapieżną żądzę, a teraz znów sprawiała, że miał ochotę się o nią troszczyć. Niezależnie od tego wszystkiego wiedział jednak, że nie może pozwolić by się obudziła przed jego wyjściem, dlatego niemal natychmiast przycisnął do swojego torsu dłoń, która już zaczęła wędrować ku ramieniu kobiety. Nie miał ochoty się z nią żegnać, a i nie czuł się też do tego szczególnie zobowiązany. Sama powiedziała przecież, że to, że ją rozdziewiczył, to że się z nim przespała było i dla niej zwykłą zachcianką. Więc bez żadnych wyrzutów mógł się zebrać i wyjść, nie czując na sobie jej spojrzenia. I tak też właśnie zrobił - wstał najciszej jak potrafił, odnalazł swoje ubrania, zabrał całą swoją broń, a potem spojrzał na wciąż słodko śpiącą Iyę po raz ostatni i wyszedł, licząc że uda mu się spotkać kogoś kto także będzie wybierał się na jego stację, bo choć nie potrzebował towarzystwa i nie brakowało mu odwagi, to każdy wiedział, że jednak w grupie raźniej przedzierać się przez ciemne czeluście tunelu, zwłaszcza po ostatniej obławie stworów. I tylko w głowie plątało mu się tylko jedno pytanie - czy jeszcze kiedykolwiek ją spotka.

    OdpowiedzUsuń
  59. Odpowiedź na nie znalazł kilka dni potem. Jeden z dowódców szukał chętnych, którzy wybiorą się na Pawielecką, a Dymek zapisał się na listę ochotników. Od kilku dni czuł niezwykle podekscytowany, pełen energii. Mógł robić wszystko i za wszystkich! I dopiero, gdy byli już na miejscu, gdy dowódca poszedł załatwić sprawę, z którą borykała się stacja, a reszta miała czas dla siebie, w Dymka uderzyła niepohamowana chęć odnalezienia swojej kochanki sprzed paru dni. Bo właściwie swoje szczęście zawdzięczał także jej! Więc tak, należały jej się podziękowania i wydawało mu się, że to właśnie dlatego chce dzielić z nią to szczęście. Nie myśląc więc zbyt długo zaraz pobiegł ją odszukać. Swoje kroki skierował w stronę szpitalnego namiotu i był to strzał w dziesiątkę. Dojrzał gdzieś w kącie znajomą sylwetkę i bez wahania podszedł od niej od tyłu. Objął ją w pasie, a potem z szerokim uśmiechem na ustach, ledwo powstrzymując się by się nie roześmiać, wymruczał jej wprost do ucha ciche powitanie, a w jego głowie od razu pojawiła się pytanie czy powtórzą to co robili ostatnim razem.

    OdpowiedzUsuń
  60. Od kilku dni Dymitr w żaden sposób nie mógł pozbyć się podekscytowania. Z dnia na dzień ono rosło, gdy zbliżała się wyznaczona data jego pierwszego wyjścia na powierzchnię. Wszędzie było go pełno, uśmiech nie schodził mu z ust, a oczy jaśniały mu w specyficzny sposób, który wyrażał jego szczęście. W brzuchu czuł nieustanne skurcze, przyjemne łaskotanie, którego nie potrafił określić inaczej te tzw. motylki. A gdyby tego wszystkiego było mało, w głowie ciągle miał ten dzień po powrocie na stacje, gdy jego trener przywołał go do siebie i powiedział, że doszły go słuchy o jego wyprawie. Początkowo myślał, że go zruga, że dostanie naganę za swoją nieodpowiedzialność, że jak zwykle skakał na główkę bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. Na chwilę zapomniał, że własnie to cenią w stalkerach. A potem padły te magiczne słowa, że wreszcie może wyjść na powierzchnię - ale po co, miał się dowiedzieć dopiero za kilka dni. I nic już nie mogło ugasić jego entuzjazmu, nawet fakt, że tak naprawdę nie miał z kim podzielić się tą radosną dla niego informacją. Oczywiście nie brakowało mu gratulacji od znajomych ludzi, czy choćby od innych stalkerów, bo, o dziwo, ta wieść rozeszła się bardzo szybko. Nie brakowało mu także przyjemniejszych życzeń niż tylko uściśnięcie dłoni - kobiety były chętne by świętować z nim nieco intensywniej tę cudowną dla niego nowinę. Ale to wszystko nie było to - wszyscy Ci ludzie byli mu obcy. Był raczej typem samotnika, nie potrzebował uwagi, ale mimo wszystko lubił na przykład choćby wypić coś mocniejszego z kumplami po fachu czy też nie, a już zwłaszcza w takich okolicznościach i to na dodatek, gdy byli zaopatrzeni w nowy towar z Kitaj-Gorod. Ale ciągle go to nie do końca satysfakcjonowało - nie potrafił określić o co dokładnie chodzi, ale nie opuszczało go wrażenie, że wciąż mu coś nie pasuje. Jakby nie świętował z tym z kim powinien. I wcale nie chodziło o Siergieja, który swoją drogą pewnie i tak nie byłby specjalnie zachwyconym tym sukcesem Dymka. A chodziło właśnie o Iyę - i choć od początku czuł to podświadomie, że chodzi własnie o tę osóbkę, to dopiero teraz dotarło to do niego w pełnej świadomości.
    - A kiedy będziesz miała? - Spytał marszcząc nieco brwi, zaskoczony jej ostrym tonem. Nie spodobał mu się też fakt, że tak po prostu wyswobodziła się z jego uścisku i znowu obróciła do niego plecami. Nie żeby spodziewał się, że zacznie skakać z radości, że znowu go widzi, ale liczył na trochę milsze przyjęcie. Póki co jednak, nic nie potrafiło mu odebrać szampańskiego nastroju, więc tylko westchnął cicho, a potem znów wygiął usta w pogodnym uśmieszku, z którym oparł się o stół przy którym pracowała Iya. Wbił w jej twarz jarzące się jasno oczęta, a potem przekrzywił nieco głowę na bok.
    - Bo.. chciałbym Ci podziękować. - Dorzucił z zagadkowym wyrazem twarzy, nie mogąc jednak powstrzymać także wesołego grymasu.

    OdpowiedzUsuń
  61. Rzeczywiście Dymitrowi trudno było powstrzymać grzeszne myśli, gdy Iya paradowała tak ubrana! Jasne, może długa spódnica i szeroka koszulka nie podkreślały teraz jej figury, ale wystarczył ten skrawek materiału, który zsunął się z jej ramienia, odsłaniając chyba więcej niż powinien, a Dymek przypomniał sobie kształt jej pełnych piersi, idealnie wykrojone biodra, jędrne pośladki, gładką łydkę - całe jej rozgrzane ciało wijące się pod jego dotykiem. Jego myśli mogły swobodnie krążyły w okół wspólnie spędzonej nocy, a w głowie już świtało wzmocnione pragnienie by to jeszcze raz powtórzyć, by mógł odświeżyć to wszystko co z upływem czasu nieco się zamazywało, zlewało, a wyostrzone pozostawały te najintensywniejsze momenty. I początkowo pomyślał, że i ona tego pragnie, że to niby przeoczone ramiączko to tylko z jej strony gierka, która miała go rozpalić i zachęcić. Było to jednak mgnienie, bo cała Iya zdawała się wręcz kipieć niechęcią do niego. Zniknął odsłonięty fragment ciała, zniknęła jej twarz, i znów były tylko jej plecy i lekko pochylona sylwetka nad stolikiem, który nagle zyskał więcej uwagi niż on. A to wszystko zwyczajnie mu się nie podobało - właściwie nie dopuszczał do siebie myśli, że to on może być przyczyną jej złego nastroju. Wydawało mu się, że ich układ był jasny, zwłaszcza, że sama potwierdziła to, gdy odparła na jego pytanie "dlaczego ja?". Może gdzieś tam podświadomie przeczuwał, że to wszystko jest w jakiś sposób powiązane z nim, ale entuzjazm przyćmiewał mu na razie dobrze wyczulony instynkt i pozwolił Dymkowi zrzucić nastrój Iy na coś innego. Ot, choćby na coś związanego z pracą.
    Obserwował ją dłuższy czas w milczeniu, ręce splatając na torsie. Śledził ją spojrzeniem, w którym choć nadal czaiły się te radosne iskierki, pojawiło się też coś nowego - czujność. Coś mu tu nie grało, nie pasowało, a sam ten fakt sprawiał, że Dymitr wolał się mieć na baczności, bo lata spędzone pod ziemią nauczyły go, że przeczucia nie można ignorować i nigdy nie wiadomo z której strony padnie cios. Przymrużył przy tym nieco oczęta, a gdy z ust Iy w końcu popłynęły kolejne słowa. Uniósł wtedy brwi zdziwiony i prześlizgnął wzrokiem po niemal pustym namiocie, w którym plątał się personel nie mający tak naprawdę nic do roboty, a na kilku prowizorycznych łóżkach spoczywało kilku rannych, którzy potrzebowali kilkudniowej opieki medycznej. Więc tak, zaskoczyły go jej słowa, bo co innego gdyby pomieszczenie było pełne ludzi potrzebujących pomocy, a co innego gdy niemal świeciło pustkami. W takich okolicznościach pierwsze słyszał, by nie mógł tutaj przebywać, a przecież ich stacje rządziły się podobnymi regułami. Nie zamierzał się z nią sprzeczać, tylko pomyślał, że gdyby chciał to pewnie by i znalazł jakąś ranę do opatrzenia, ale postawił na coś innego.
    - Skoro ja nie mogę tu być, to Ty wyjdziesz ze mną. - Rzucił beztrosko w odpowiedzi, a potem jednym susłem pokonał dzielącą ich odległość, wyjął jej z rąk bandaże, by niemal natychmiast po tym chwycić jej dłoń i po prostu wyciągnąć ją z namiotu. Gdy byli już na zewnątrz obrócił się w jej stronę z wesołym błyskiem w oku i szelmowskim uśmieszkiem na wargach. Nie wypuścił jednak z uścisku jej ręki, a jedynie przysunął się do niej nieco bliżej.
    - Poświęcisz mi trochę swojego czasu, czy dzielenie waty aż tak pilne? - Spytał unosząc nieznacznie brew do góry, ledwo powstrzymując się by od razu nie wyrzucić z siebie nowinki, która wprawiała go wręcz w podekscytowane drżenie!

    OdpowiedzUsuń
  62. Do tej pory wydawało mu się, że nikt ani nic nie będzie potrafiło zepsuć mu wyśmienitego humoru, który towarzyszył mu od kilku dni i nie opuszczał ani na moment. Dopiero teraz przekonał się, że się mylił - wystarczyło, że Iya nagle chciała od niego uciekać, wygrywała mu się jakby właśnie zaciągał ją do namiotu, w którym miałby ją zabić, albo co najmniej zgwałcić. Dostrzegł w jej oczach przerażenie, strach i zwykłą panikę. A to wszystko było dla niego zwyczajnie niezrozumiałe, bo właściwie nie sądził by mógł ją doprowadzić do takiego stanu. Niby czym?! Ale to wszystko sprawiło, że dotąd jasno jarzące się ogniki w jego spojrzeniu przygasły, a na ich miejsce wskoczyły znaki zapytania, a nawet swego rodzaju zagubienie. Nie zamierzał robić jej krzywdy, więc natychmiast, niemal jak poparzony wypuścił jej rękę z uścisku, z którego przed momentem tak rozpaczliwie starała się wyrwać. Cofnął się też o krok dając jej własną przestrzeń.
    Podłużna zmarszczka między zmarszczonymi brwiami świadczyła o mętliku w jego głowie, gdy starał się pojąć przyczynę takiego zachowania kobiety. Nagle znalazł na to kilka wyjaśnień począwszy od tego, że ten lekarz znowu ją skrzywdził, aż po tą absurdalną, ale wywołującą także nieprzyjemny skurcz, że Iya może być w ciąży! Odepchnął jednak od siebie te ostatnią myśl, dochodząc do wniosku, że zachował wszelkie środki ostrożności by do tego jednego właśnie nie dopuścić.
    Ostatecznie poddał się, nie mogąc znaleźć żadnego konkretnego wyjaśnienia. Westchnął cicho, a potem spojrzał na Iyę z nieskrywaną troską. Tak, martwił się o nią, bo nie miał pojęcia dlaczego tak się go boi, kto ją tak skrzywdził.. On? Ale czym? Nie mógł też ukryć przed samym sobą, że obudziła się w nim też egoistyczna cząstka, która zwyczajnie kazała mu posłuchać jej słów - dać jej spokój i odejść. Stłumił jednak ten odruch, a potem po prostu spytał co się dzieje.
    - Iya, co się stało? Dlaczego się tak zachowujesz? Powiedź mi.. - Nawet nie starał kryć się swojego zdziwienia, podobnie jak pobrzmiewającej w jego głosie miękkiej, troskliwej nutki.

    OdpowiedzUsuń
  63. Z każdą sekundą coraz mniej rozumiał z tego co się dzieje. Obserwował Iyę z zaskoczeniem, ale także i jakiś dziwnym przerażeniem. Nie, nie bał się tego, że może zrobić mu krzywdę, bo nie wątpił, że gdyby zaszła taka potrzeba unieruchomiłby ją bez problemu, gdyby nagle jednak zdecydowała się mu wymierzyć cios, który także może by i przyjął, gdyby tylko wiedział za co on mu się niby należy! Bo już nie wątpił, że problem tkwił w jego osobie, a Iya z przyjemnością wyładowała by na sobie swój gniew, który ewidentnie się w niej kotłował. Na przemian z rozpaczą, która co jakiś czas błyskała w jej oczach, a Dymitra utwierdzała tylko w przekonaniu, że kobiety są zmienne jak pogoda, a tylko głupiec próbowałby je całkowicie zrozumieć. Tkwił jednak nie ruchomo czekając na jej ruch, naprawdę nie mając pojęcia czego może się po niej spodziewać. Nie przyszło mu do głowy, że może zastać ją w takim stanie, złą na niego, tylko za co? Już żałował, że w ogóle postanowił ją odszukać i odwiedzić. Już przeklinał się w myślach, że nie stłumił tego swojego entuzjazmu i nie pohamował chęci dzielenia się radością własnie z tą kobietą. I nim zaczął wymyślać co mógłby robić w tym momencie, gdyby nie przybiegł tutaj do niej, z jej ust popłynęły słowa, które kipiały od gniewu. Tłukły się one w głowie mężczyzny przez jakiś czas nim dotarł do nich ich prawdziwy sens.. A ona już uciekała nawet nie dając szansy mu się wytłumaczyć.
    I zapłoną w nim gniew, że był taki głupi naiwnie wierząc, że Iya też podeszła do tego wszystkiego jak na luzie, że była to dla niej tylko przygoda na jedną noc. Wiedział, że ostatecznie będzie żałowała, że to z nim przeżyła swój pierwszy raz, ale wtedy uwierzył w te jej beztroskie słowa sugerujące, że to dla niej nie ma większego znaczenia. Ale oprócz wściekłości był w nim też jakiś żal, gdy uświadomił sobie, że tak pochopnie go oceniła, że pomyślała, że to wszystko to była tylko zapłata. Jasne, może wymknął się bez pożegnania, może potraktował to jako jedno nocną przygodę, ale nie sądził, że ona pomyśli, że to własnie w taki sposób odebrał swoje wynagrodzenie za to, że ją tutaj bezpiecznie dostarczył. Naprawdę po tym wszystkim miała go za takiego drania?
    Nie miał ochoty się tłumaczyć. Właściwie z jednej strony chciał jej przytaknąć, krzyknąć za nią, że tak właśnie było i dorzucić coś jeszcze złośliwego i raniącego. A potem po prostu by odszedł przestając się o nią martwić. Tyle tylko, że ostatecznie zwyciężyła w nim właśnie troska. A może raczej był to zwykły egoizm, który nie pozwolił jej tak po prostu odejść i o nim zapomnieć jako o zwykłym dupku? Nieważne. To był impuls, gdy rzucił się za nią biegiem bez problemu doganiając ją - złapał ją za ramię chcąc zatrzymać. A gdy przystanęła puścił ją od razu nie chcąc by pomyślała, że znowu chce ją skrzywdzić. Ale wciąż był zły, wciąż był wściekły - oczy miał groźnie przymrużone, a z troski i ciepła które jeszcze przed momentem można było dostrzec w jego spojrzeniu nie zostało już nic.
    - Nie rób ze mnie tego złego. Niczego Ci nie obiecywałem, nie składałem żadnych deklaracji. I do niczego nie zmuszałem. O co się wściekasz? Przecież sama mi powiedziałaś, że dla Ciebie to też zwykła zabawa, więc o co teraz masz żal, co? O co Ci chodzi? - Warknął, ze złością pocierając szyję. - Wiesz co naprawdę jak chcę się z kimś przespać nie muszę się na tyle wysilać. Więc nie myśl sobie że jesteś jakaś wyjątkowa i tylko po to tyle ryzykowałem żeby Cię potem przelecieć. - Dodał jeszcze, a potem odwrócił głowę w bok i wbił spojrzenie w bliżej nieokreślony punkt, żeby ukryć swoje rozczarowanie. Może i miała powody by dojść do takich wniosków, ale mogła zapytać i dać mu szansę się wytłumaczyć, zwłaszcza po tym co dla niej zrobił!

    OdpowiedzUsuń
  64. Kłamał. Kłamał mówiąc, że Iya nie jest nikim wyjątkowym. Musiała być skoro sprawiła, że Dymitr zechciał się nią zaopiekować, że nie potrafił powstrzymać tego odruchu rozpostarcia nad nią skrzydeł i schronienia ją przed wszelkim złem. Od początku kobieta wydawała mu się atrakcyjna, przypadły mu do gustu jej delikatne rysy, a potem przekonał się także, że pod szerokimi ubraniami skrywa idealnie ciało, którego niejedna kobieta mogłaby jej pozazdrościć. Ale przecież to wcale nim nie kierowało, gdy troszczył się o nią po omdleniu, to nie to było impulsem, gdy rzucił się by chronić ją przed agresywnymi strażnikami czy też później bezpiecznie przeprowadzić przez tunel. To było coś innego, coś czego Dymitr nie potrafił, a może nawet nie chciał nazwać po imieniu. Wiedział jednak, że to wszystko co robił, robił dlatego, że się o nią troszczył. Z dobrego serca, choć wielu mogłoby powiedzieć, że takiego on już nie posiada. Nie miał w planach się z nią przespać, potem ją zostawić, zranić. Nie chciał by tak wyszło, by to wszystko tak to wszystko się skończyło.
    Nie chciał sprawiać jej bólu, nie chciał widzieć w jej oczach cierpienia. A jednak sam coraz bardziej pogarszał sprawę - wiedział już, że to on doprowadził ją do takiego staniu, a jednak rzucał w nią słowami, które tylko jeszcze bardziej ją raniły. A on już nie mógł ich cofnąć, teraz mógł tylko znowu przeklinać tę swoją impulsywność, że jak zwykle pierwsze robi, potem myśli. Sęk tkwił jednak też w tym, że póki co nie potrafił jeszcze do końca żałować tego co własnie zrobił. Był nadal zbyt wściekły, może też na swój sposób dotknięty, że Iya zwyczajnie go osądziła, wydała wyrok bez żadnej konsultacji. W żaden sposób jednak nie było to porównywalne z tym co ona musiała czuć. Było mu źle, gdy widział jak cierpi. Budziła się w nim chęć, by ją objąć, przytulić, przeprosić i powiedzieć, że to już nigdy więcej się nie powtórzy - że jest tu, że jest tu dla niej. Ale nim to uczucie zdążyło w nim rozkwitnąć, stłumić wściekłość, ona wymierzyła mu policzek. Kątem oka widział jak jej dłoń przygotowuje się do ciosu, widział jak ręka wędruje w stronę jego twarzy. I miał ułamek sekundy by się cofnąć, by zareagować i nie pozwolić jej na to, bo przecież jak mantrę powtarzał sobie, że niczego jej nie obiecywał, więc nie ma prawa go winić. Podeszła do tej sprawy błaho, więc i on miał do tego prawo. Najwidoczniej to tłumaczenie nie do końca mu wystarczało, bo gdzieś podświadomie musiał czuć, że jednak zasłużył na ten cios.
    Policzek piekł go, niemal widział jak na jego twarzy odbija się bladoróżowy ślad po jej palcach. Nie podejrzewał ją o taką siłę, ale najwidoczniej nienawiść potrafi nakręcić nawet najbardziej bezbronnie wyglądającą istotkę.
    - O co się wściekasz? - Wysyczał jeszcze raz to samo pytanie przez zaciśnięte zęby. - O to, że sobie poszedł bez pożegnania? "Bo jesteś przystojny i potrafisz obejść się z kobietą".. Na co liczyłaś po takim czymś? Na śniadanie do łóżka? - Warknął, nadal nie potrafiąc poskromić swojego języka. Wiedział, że powinien się już zamknąć, że tym nie załagodzi sytuacji, a tylko ją pogorszy. Ale nie potrafił, lecz ostatecznie udało mu się zacisnąć szczęki i powstrzymać kolejne cisnące się na usta słowa.
    - Myślałem, że jesteś już dojrzała. Że unikniemy czegoś takiego. Chciałem tylko przyjść i podzielić się z Tobą nowiną, która jakby nie spojrzeć odmieniła moje życia i to dzięki Tobie, dzięki Twojej nierozsądnej decyzji by przejść przez tunel sama. Ale to było głupie. To był błąd. - Dodał, po chwili milczenia, już nieco spokojniejszym tonem. A w oczach choć ciągle czaiła się złość to już nie jarzyła się aż tak jasno.. Wiedział, że powinien dodać coś jeszcze. "Przepraszam" - może to naprawiłoby choć odrobinę krzywdy Iy. Ale jakaś cholerna duma mu na to nie pozwalała. I tylko zakołysał się na pętach zastanawiając się czy to już ten moment, w którym powinien się odwrócić i odejść. Dać o sobie zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
  65. Rzeczywiście w jakiś sposób był rozczarowany - całą tą sytuacją. Wyobrażał sobie ich kolejne spotkanie całkiem inaczej, przede wszystkim dlatego, że sądził, że to wszystko co się między nimi wydarzyło, ta wspólna noc, nie miała dla Iy większego znaczenia. Pamiętał swoją obawę, gdy dowiedział się, że kobieta była dziewicą, że to on jej to odebrał. Ale ona szybko uśpiła jego przerażenie przed jakimikolwiek zobowiązaniami swoją lekką, swobodną odpowiedzią, gdy zapytał dlaczego to z nim zdecydowała przeżyć się swój pierwszy raz. Teraz mógł już tylko pluć sobie w brodę, że w to wszystko uwierzył. Przecież od początku Iya wyglądała mu na kobietę, która nie chodzi z pierwszym lepszym do łóżka, że jest delikatna, subtelna. Nie powinien potraktować jej jak pierwszej lepszej, nie powinien wymykać się z jej mieszkania po tym wszystkim. Czuł wyrzuty sumienia, że tak postąpił, że dał się zwieść jej błahym słowom, że wobec niej zachował się jak dupek. Widział jak Iya cierpi i nie wiedzieć dlaczego to sprawiało mu ból. I nie potrafił zrozumieć dlaczego. Dlaczego go to tak wszystko obchodziło, dlaczego nie potrafił podejść do niej jak do innych - nic jej nie obiecywał, do niczego nie zmuszał, więc mógł spokojnie obrócić się na pięcie, odejść, przestać się martwić, zapomnieć. Ale to tłumaczenie w tej sytuacji jakoś mu nie pomagało, zwyczajnie nie potrafił tak wobec niej postąpić. Nigdy nie lubił kobiecych łez, zwłaszcza, gdy wylewały je przez niego, ale zazwyczaj nie poruszały go zbytnio, bo właśnie to tłumaczenie, że idealnie wiedziały na co się godzą, a on nie składał im żadnych deklaracji mu wystarczało. Ale na nią nie potrafił machnąć ręką. Może przez te kilka dni, gdy był z dala od niej, gdy był zajęty swoimi sprawami nie czuł skruchy, ale teraz, gdy widział jak bardzo ją zranił nie mógł zwyczajnie odejść, chociaż może powinien, bo przecież bał się tego co mogło się pod tym wszystkim kryć - po jej bólem, pod jego wyrzutami sumienia, pod tą całą sytuacją, w której właśnie się znaleźli. Wydawało mu się, że chodzi tylko o fakt, że Iya była po prostu jedną z najmilszych i najbardziej życzliwych osób jakie poznał w metrze i uważał, że nie zasługiwała na takie cierpienie, że nie powinna płakać przez takiego faceta jak on. A czy kryło się pod tym coś jeszcze? Nie wiedział, bo nawet nie miał kiedy myśli pozbierać! I to właśnie z tego powodu ciągle poszerzał tylko już zadane rany swoim nie wyparzony językiem, gniewem, który przejął nad nim kontrolę. Nie, nie uderzyłby jej nigdy, bo choć był wybuchowym facetem, skłonnym do bijatyk, to jednak nigdy nie podniósł ręki na kobietę, i nigdy nie zamierzał tego zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  66. Powoli uchodziła z niego wściekłość, która jeszcze przed chwilę kierowała całym nim, gdy usłyszał oskarżenie, że potraktował ich wspólną noc jako zapłatę za to, że ją uratował. A z każdą chwilą, gdy stawał się coraz bardziej spokojniejszy czuł się coraz bardziej zagubiony. Sam już nie wiedział co powinien zrobić, co powiedzieć. Wiedział tylko, że powinien trzymać język za zębami, że tymi słowami, którymi przed momentem ciskał tylko wszystko jeszcze bardziej pogorszył. Ale znów nim całkowicie zdążył ochłonąć Iya znowu go rozjuszyła. Może nie powiedziała nic takiego, ale w jej głosie dosłyszał coś, co nie pasowało mu do tej całej sytuacji. Jakąś radość, w którą żaden sposób nie mógł uwierzyć. Nienawidziła go, więc doszedł do wniosku, że to było tylko na pokaz, ironiczna radość, która miała mu uświadomić, że ma to gdzieś. I może miała prawo pokazać mu, że jej to nie obchodzi, że ma to w dalekim poważaniu, ale sprawiło mu to przykrość, bo wbrew pozorom, mimo to wszystko miał ją za inną osobę. Może on był dupkiem, może był cholernym draniem, który nie radził sobie w takich sytuacjach, ale ona nie wyglądała mu na osobę, która odwdzięcza się tym samym, może jeśli miała na to ochotę. Najwidoczniej się pomylił. Mylił się co do niej od samego początku. I nie chodziło mu o to, że teraz miała skakać z radości, że on awansował. Tyle tylko, że odebrał to tak jakby Iya potraktowała go jak większość osób, które miały stalkerów za niezwykle odważnych ludzi, ale także za swego rodzaju świrów. Przecież niewielu z nich wracało żywych do podziemia. Oni nie rozumieli dlaczego tak ryzykują. Dymitr miał wiele powodów by to robić, choćby to, że potrzebował dreszczyku emocji, choćby to, że miał pewne marzenia, ale także jednym z nich było to, że nie miał nic do stracenia. Jeśli nie wróci, nikt nie będzie po nim płakał. A teraz wiedział, że ona też na niego tak patrzy - jak na gościa, który ma nierówno pod sufitem.
    - Daruj sobie. - Rzucił tylko, a potem prześlizgnął po niej spojrzeniem, by ostatecznie zdecydować się odejść.

    OdpowiedzUsuń
  67. Wcisnął zaciśnięte dłonie w pięści do kieszeni. Marzył by coś rozwalić, by komuś solidnie przyłożyć. Gniew pulsował mu w żyłach przyśpieszając tętno, a przy okazji podsuwając na myśl jeszcze kilka ciętych słów, którymi mógł zadać ból Iy. Nie zrobił jednak tego opanowując się w samą porę. Przecież nie chciał już jej więcej krzywdzić, a to, że się do niej pomylił, że okazała się być jak niemal wszyscy inni nie miało znaczenia. Nie obejrzał się choć przez moment kusiło go by sprawdzić co kobieta robi - czy nadal stoi w miejscu i patrzy za nim, czy wykorzystała tę chwilę i dawno już zwiała. Ostatecznie doszedł do wniosku, że to nie ma sensu i że to wcale go nie obchodzi. Miał ja gdzieś, miał gdzieś to co czuje, co się teraz z nią będzie dział. Chciał o niej jak najszybciej zapomnieć, wymazać z pamięci ich wspólną noc, ale także ten przejaw dobroci i troski z jego strony. Nie wydawało mu się to aż takie trudne.. Do czasu.
    Kilka oddechów pozwoliło mu się względnie uspokoić, a po krótkim czasie znów był całkowicie opanowany, choć nie wątpił, że ciągle łatwo byłoby go teraz wytrącić z równowagi. Krążył bez większego celu po stacji aż ostatecznie opadł gdzieś pod ścianą na zimną posadzkę i skrył swoją twarz w dłoniach. Ale gdy tylko zamknął powieki, przed jego oczyma stanęła ta zbolała, zrozpaczona twarz Iy, którą jeszcze kilka minut temu widział na żywo. Odepchnął to jednak od siebie przypominając sobie o swoim postanowieniu - zapomnieć, wymazać z pamięci i nigdy już nie spotkać. Tak byłoby najlepiej. Zagryzł mocno wargę, a potem odchylił głowę do tyłu zastanawiając się co ze sobą począć przez ten czas, gdy jeszcze jest zmuszony tutaj zostać. Nim zdążył jednak cokolwiek wymyślić u jego boku znalazł się jego dobry znajomy. Był on od Dymitra młodszy, miał zaledwie dwadzieścia lat, ale brunet bardzo go lubił. Teraz jednak ledwo rozumiał co niego nie mówi - wyłapywał pojedyncze słowa o jakimś przejawie przemocy w namiocie szpitalnym, że szef tutaj jest wyraźnie groźny i oni powinni dziękować za tego przymilnego facet u nich na stacji - a to dlatego, że jego spojrzenie przykuł ktoś inny. W oddali dostrzegł znajomą sylwetkę, która teraz przeciskała się przez tłum ludzi, najwidoczniej starając się dotrzeć do swojego wagonu. Ale nawet z tej odległości dostrzegł jej zapłakane oczy oraz to, że poruszała się w jakiś nienaturalny sposób. Nie mógł uwierzyć by to on doprowadził ją do takiego staniu i w pierwszym odruchu chciał to zignorować.. A jednak jego ciało zadziało wbrew jego woli. Podniosło się, a potem pozwoliło mu tylko mruknąć w stronę kolegi, że ma coś do załatwienia i biegiem puścił się za Iyą, która już musiała dotrzeć do swojego mieszkanka.
    Stanął w progu jej dziewczęcego pokoiku. Nawet nie zapukał, po prostu zajrzał tam, by dostrzec ją, skuloną na łóżku co chwila ocierającą policzki z łez, ale także, co zarejestrował ze zdziwieniem, krew ściekającą z jej wargi. A potem nagle przypomniały mu się słowa jego kumpla, lekarz o którym kiedyś powiedziała mu Iya.. I znowu wszystko zaczęło nabierać sensu. Zalała go fala wściekłości, tak dobrze mu znajoma. Tyle że tym razem aż zaszumiało mu w uszach od gniewu, a dłoń zacisnęła się na framudze prowizorycznych drzwi. Nie miał pojęcia jakim cudem udało mu się opanować, ale jednak zmusił się by nie odwrócić się i nie pobiec by obić twarz komu trzeba. Doszedł do wniosku, że ona potrzebuje go teraz bardziej niż wymierzania sprawiedliwości. O ile w ogóle zaraz go stąd nie wyrzuci.
    - Iya.. - Szepnął, gdy podszedł do niej niemal bezszelestnie, a potem niepewnie ułożył swoją dłoń na jej plecach, nie mając pojęcia jakiej reakcji się po niej spodziewać. Kto wie, może znowu przywali mu w twarz.

    OdpowiedzUsuń
  68. Z każdą chwilą coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że Iya nie będzie miała zamiaru się go pozbyć. Przynajmniej do momentu, gdy nie wróci do względnej równowagi, bo potem kto wie? Może znowu zacznie robić mu wyrzuty i będzie kazała zostawić w spokoju? Nim jednak to nastąpi Dymitr obiecał sobie, że zostanie przy niej, bo przecież nie mógł zostawić jej w takim stanie! A nie wiedzieć dlaczego wydawało mu się, że Iya go na swój sposób potrzebuje - no dobra, może teraz nie odtrąciłaby nikogo kto ma wobec niej dobre zamiary, ale wolał myśleć, że to przy nim czuje się bezpieczna, bo to pozwalało mu zostać, a nie wstać i sprać tego lekarza na kwaśne jabłko.
    Czekał cierpliwie na jakiś ruch z jej strony, bo choć chciał jej pomóc nie chciał być też nachalny. Więc tylko wciąż trzymał dłoń na jej plecach, nieznacznie gładząc ją po nich, zastanawiając się co może więcej zrobić. Właściwie czuł się bezradny. Gdyby nie ich wcześniejsza kłótnia mógłby teraz nawet przyciągnąć ją do siebie, objąć, przytulić i uspokoić. Powiedzieć, że nie jest sama, że z nim jest bezpieczna, że on nie pozwoli jej skrzywdzić.. Tyle tylko, że wiedział, że Iya w to już nie uwierzy. Nie po tym co się wydarzyło, zwłaszcza, że już raz zarzucał ją podobnymi słowami. I jak to się skończyło? Że teraz leżała zraniona zarówno psychicznie i fizycznie, a choć może głównie cierpiała teraz przez pobicie, to jednak i on miał w tym swój udział, a ta świadomość naprawdę sprawiała mu katusze.
    A potem nagle kobieta zarzuciła mu ramiona na szyję, a on drgnął zaskoczony, bo rozmyślając nad tym jak może jej pomóc, przegapił moment, w którym brunetka podnosiła się. Bez wahania jednak objął ją i przygarnął do siebie, ale na tyle delikatnie, by nie wyrządził jej żadnej krzywdy. Zaczął gładzić ją uspokajająco po plecach, po włosach. Pozwolił, by jego koszula przesiąkła jej łzami. I czekał, po prostu czekał licząc, że jego obecność może cokolwiek zmienić, jakkolwiek pomóc. A gdy uznał, że Iya chociaż odrobinę się opanowała, bo już przestał słyszeć, by dusiła się łzami, oderwał ją nieco od siebie, ale tylko na tyle by móc zajrzeć w jej oczy. Chwycił jej twarz w dłonie, a potem otarł kciukami jej mokre policzki.
    - Już wszystko dobrze, słyszysz? Już nic Ci nie grozi.. - Wyszeptał, bojąc się, że głośniejszym dźwiękiem tylko znowu ją wystraszy i spłoszy. Potem znów przygarnął ją do siebie wtulając, wtulając jednocześnie policzek w jej włosy.
    - To on Ci to zrobił, prawda? Ten lekarz? - Spytał, bo.. musiał wiedzieć. Wydawało mu się, że zna odpowiedź, ale musiał to usłyszeć od niej, z jej ust. A wtedy będzie mógł go po prostu zabić.

    OdpowiedzUsuń
  69. Zmarszczył zaskoczony brwi, gdy usłyszał pierwsze słowa z jej ust. Był przekonany, że to ten lekarz, który już wcześniej ją krzywdził, o którym mu już kiedyś wspominała. Może nie połączyłby tego tak szybko, gdyby nie opowieść jego kolegi, ale właśnie dzięki temu był przekonany, że się nie pomylił. Szalony szef szpitala, który kogoś pobił. A potem kilka sekund później widzi ją całą poranioną. To nie był głupi zbieg okoliczności, więc nie było sensu kłamać. I już miał jej to powiedzieć, żeby przestała, że on wie, ale wtedy znów przemówiła, a w nim na nowo zagotowała się złość, bo Iya robiła coś gorszego. Nie starała się go oszukać, a próbowała go bronić, wziąć winę na siebie! Nie potrafił tego zrozumieć.
    - Przestań to robić. Przestań go bronić. - Powiedział odwracają twarz w drugą stronę tym samym uwalniając się od dotyku jej dłoni. Gdzieś z gorzkim rozbawieniem zauważył, że przed momentem gładziła policzek, w który przedtem z taką wściekłością i rozpaczą wymierzyła cios. Choć zdążył się przekonać, że pod wpływem emocji potrafi mieć w sobie dość siły, o którą jej nie podejrzewał, wiedział, że normalnie nie skrzywdziłaby muchy! Więc nie, nie uwierzył, że to ona go sprowokowała, chociaż czy właściwie mógł być czegokolwiek pewien? Na dobrą sprawę nie znał jej, nie wiedział jak zachowuje się na co dzień. Ale pamiętał tę miłą, sympatyczną pielęgniarkę, która zszywała mu rany, która przepraszała nawet jeśli nie musiała. Więc jak taka istotka mogłaby sprowokować kogokolwiek? Poza tym, nawet jeśliby była - w co i tak nie wierzył - to nie tłumaczył tego lekarza. Nic nie tłumaczyło takiej przemocy! Jeśli zaniedbała swoje obowiązki lub zrobiła cokolwiek co mogło go zdenerwować mógł ukarać ją w inny sposób, ale nie tak bestialski!
    - Dlaczego to zrobił? I nie kłam, proszę Cię, tylko nie kłam. - Rzekł po chwili, wciąż patrząc w jeden i ten sam martwy punkt. Dopiero, gdy wziął głęboki oddech, gdy był pewien, że w jego spojrzeniu nie zobaczy już nic innego poza ciepłem i czułością, wtedy przeniósł na nią wzrok.
    - Powiedź mi. - Dodał, a potem przygryzł dolną wargę i sięgnął po jej dłoń, którą na nowo przyłożył sobie do policzka mając nadzieje, że to pomoże mu zachować spokój. Wiedział, że stara się go oszukać, bo boi się, że on na własną rękę wymierzy sprawiedliwość. Tylko dlaczego? Przecież tamtemu się należało!

    OdpowiedzUsuń
  70. Ta cała sytuacja i scenka, w której teraz się znajdowali wydawała się Dymitrowi mimo wszystko trochę nienormalna. Tak, sam tutaj przyszedł, sam pognał za nią, gdy dostrzegł, że stało jej się coś złego. Ale nie zmieniało to faktu, że nie tak dawno stali jeszcze niedaleko szpitalnego namiotu i wrzeszczeli na siebie - on zły, ona zrozpaczona. A teraz nagle znowu wszystko było w porządku jakby tamtego wydarzenia wcale nie było. Jakby ona wcale nie oskarżała go, że seks z nią był zapłatę za opiekę nad nią, a on jakby wcale nie nazwał jej nikim, jakby wcale nie zranił jej słowami. Nie mógł uwierzyć, że teraz siedzi tu z nią, tak blisko niej, że ona dotyka delikatnie jego policzka, a on wtula twarz w jej dłoń. Przecież wcale nie byli parą, która posprzeczała się o coś, a gdy któremuś stała się krzywda nagle wszystko przestawało się liczyć, a dawne urazy szły w zapomnienie. Ale właśnie tak się trochę zachowywali..
    Dymek nie mógł ukryć, że na swój sposób było mu to na rękę. Nie był dobry w przeprosinach, więc im dłużej odwlekali ten temat tym było dla niego lepiej. Zdawał sobie sprawę, że niezależnie od tego co się wydarzy będzie musiał ostatecznie przeprosić za to co powiedział. Może nie czuł, że jest winny za to, że wymknął się bez pożegnania z jej pokoju, ale za to co dzisiaj zrobił, a i owszem. Nie chciał się tłumaczyć, nie chciał mówić, że kłamał, ale to jedno słowo "przepraszam" niewątpliwie wyjdzie przez jego usta. Nawet jeśli za chwilę Iy wróci pamięć i znowu zacznie na niego krzyczeć, i rozkazywać by dał jej spokój. Póki co jednak na wierzchu był inny temat, dla Dymitra nieco ważniejszy. Bo na swój sposób czuł się winny, że Iya została pobita. Nie miał obowiązku jej chronić, przecież nadal byli dla siebie obcy, ale.. chciał. I może gdyby ich dzisiejsze spotkanie potoczyło się inaczej do niczego takiego by nie doszło.
    Westchnął nieco podirytowany jej odpowiedzią, bo naprawdę chciał się dowiedzieć. Zmięk nieco przy tym jej ostatnim proszę, ale minę i tak miał niezadowoloną. Jego wzrok spoczął na jej zranionej wardze, która wciąż lekko krwawiła. Potrzebował chwili oddechu i teraz znalazł dobrą wymówkę, by wstać, i się odsunąć. Wcześniej jednak sięgnął jeszcze do jej twarzy i delikatnie kciukiem starł kolejną, ale tym razem samotną łzę. W następnej chwili odsuwał się od niej, ale nie po to by wyjść - odszukał potrzebnych przedmiotów do obmycia jej rany. Nie zajęło mu to też zbyt wiele czasu, bo ostatnio jak tu był Iya również przemywała jego zadrapania, a on zdążył zapamiętać skąd brała odpowiedni sprzęt.
    - Dla mnie jest ważne. - Odezwał się w końcu, gdy stanął nad nią z miseczką wody. Może nie był najlepszym lekarzem, ale niejednokrotnie naoglądał się jak sanitariusze opatrują rany, ot, choćby i jego.
    - Powiedź mi. Dlaczego to zrobił? - Powtórzył po raz kolejny, zajmując swoje poprzednie miejsce. - Wiesz, że zapiecze, prawda? - Dodał z nikłym uśmiechem, a potem delikatnie zaczął przemywać jej wargę. - Nic mu nie zrobię, nie pójdę sam go szukać. Ale nie ręczę za siebie jeśli sam mi się gdzieś nawinie. - Dorzucił, trochę wbrew sobie, ale zamierzał dotrzymać słowa.

    OdpowiedzUsuń
  71. Choć gdzieś w głębi siebie przeczuwał, że ostatecznie te słowa padną - prędzej czy później - to jednak zaskoczyło go to. Bo nie myślał, że powie to teraz, gdy zaczął się nią zajmować, nie tylko pozwalając się wypłakać na własnym ramieniu choć liczył, że zarówno i to, i to było dla niej pomocne. Więc dlaczego właśnie w tym momencie kazała mu wyjść? I jeszcze ten jej łagodny ton! Jakby się bała, że go tylko rozjuszy tymi słowami, jakby obawiała się jego reakcji? Co, martwiła się, że pobije jej drugie oko, że dokopie jej jak tamten facet? Przecież nie był wcale taki, ale skąd mogła to wiedzieć? Nie znała go, a widziała wystarczająco jego wybuchów agresji, by wiedzieć, że łatwo go wytrącić z równowagi. Ale z drugiej strony nigdy nie zrobił nic by mogła obawiać się przemocy z jego strony - odkąd go poznała wobec niej zawsze był delikatny, nie licząc oczywiście jego wybuchu złości, gdy ciskał raniącymi słowami na prawo i lewo. Dlatego nie chciał jej udawanej łagodności, tego miękkiego tonu, którego używała tylko by znowu go nie rozzłościć, był o tym przekonany, że właśnie o to chodzi. I wcale mu się to nie spodobało. Miał wrażenie, że znowu pomylił się co do niej. Że tylko na swój sposób stara się nim manipulować. Tak samo jak wtedy, w tunelu, dotknęło go to, że może się go bać. A może obawiała się, że to, że tutaj przyszedł to jakiś podstęp? Że chce ją wykorzystać póki jest słaba i bezbronna? Nieważne. Każde z tych domysłów było coraz gorsze.
    - Jasne. - Odparł tylko, niemal natychmiast, gdy tylko jej słowa dotarły mu do uszu. Cofnął dłoń, a potem z beznamiętnym wyrazem twarzy wstał, odłożył miseczkę z wodą na stolik i nie oglądając się już na Iyę, po prostu ruszył do wyjść. Ale przy drzwiach zawahał się. Przystanął, a potem jakby nie mógł wytrzymać spojrzał na nią przez ramię mrużąc nieznacznie oczy jakby nie chciał by dostrzegł w nich za dużo.
    - Chodzi o to co dziś powiedział? - Wyrzucił z siebie pytanie, a potem zamilkł czekając na jej reakcje. Nim jednak ta zdążyła cokolwiek odpowiedzieć westchnął cicho i dodał. - Gdyby nie to, pozwoliłabyś mi zostać? Nie boisz się, że może tu przyjść i jeszcze bardziej Cię skrzywdzić?

    [nawet tego drugi raz nie czytam xD okropne i krótkie, ale nie miałam czasu przemyśleć co Dymek ma zrobić!:C :P]

    OdpowiedzUsuń
  72. Znów rozgorzała w nim wewnętrzna walka dwóch, kompletnie przeciwnych Dymitrów. Jeden podszeptywał mu do ucha, że nie powinien się na nią oglądać i po prostu odejść, wrócić do swoich spraw. Mówił mu, że nie powinien się przejmować, bo przecież na dobrą sprawę ona tutaj go nie chciała, a nawet jeśli to tylko dlatego, że boi się swojego szefa. Gdyby nie to, już dawno znowu wymierzyłaby mu policzek i kazała się wynosić. Ale był w nim też drugi Dymek, ten który od dawna mocno spał gdzieś w głębi niego, a którego udało się rozbudzić dopiero jej. Może właśnie taki byłby na co dzień, gdyby na ziemi nie rozpętałoby się piekło. Może byłby pełen empatii, dobrego serca, troskliwości. Przecież był dobrym chłopcem, kochanym, wesołym. Może czasami rzeczywiście dość wybuchowym, ale jednak niezwykle różniącym się od mężczyzny na którego wyrósł Dymitr. Tutaj w pełni wykształcił się jego instynkt przetrwania, który ostatecznie zaczął odpowiadać za większość jego reakcji oraz decyzji. A teraz okazywało się, że ten mały, szczery, pełen marzeń chłopak wciąż w nim żyje. Nie umarł, tylko spał i czekał aż ktoś wreszcie go obudzi. I to właśnie on nakłaniał Dymitra by został, by nie opuszczał Iy w takim stanie. Brunet już sam nie wiedział kogo słuchać - mimo wszystko wolał tą wersje siebie, którą dobrze znał, która powstała tutaj w metrze. Bo ona była prostsza, nieskomplikowana. Nie musiał się na nikogo oglądać, o nikogo martwić nie licząc siebie rzecz jasna, ale przede wszystkim nie musiał rozmyślać o tym co było, o tym co utracił, o tym za czym i kim tęsknił. Ten Dymitr też marzył, ale nie musiał walczyć z demonami z przeszłości.Dopiero jej głos, ruch jej poranionego ciała zdołał sprawić, że Dymitr wrócił na ziemie, że przestał zastanawiać się jak woli postąpić i postanowił zadziałać jak zwykle - pod impulsem, bo w tej sytuacji było to najlepsze rozwiązanie. Bo to podpowie mu serce, może według niektórych, które już skamieniało, ale wciąż było na swoim miejscu. Ufał sobie i wiedział, że dzięki temu podejmie decyzję, której w przyszłości nie pożałuje.
    Drżenie jej głosu, to jak mówiła, jak całą sobą pokazywała jak cierpi choć chyba nawet nie zdawała sobie z tego sprawy, powodowało, że coś boleśnie szarpało go w środku sprawiając ból, powodując palącą chęć objęcia jej i znowu powtórzenie tego wszystkiego, że on tu jest, że z nim jest bezpieczna..
    - Iya ja nie wiem co będzie jutro, za kilka dni. Wiem tylko, że nie powinnaś teraz być sama. - Odparł, ale zdawał sobie sprawę, że po części ma racje. Nie mógł tutaj zostać na zawsze, nawet jeśli by chciał. Miał swoje zobowiązania, które musiał wypełnić, miał marzenie do spełnia.. Ale jeśli chociaż dzisiaj mógł jej ulżyć, zapewnić bezpieczeństwo to chciał to zrobić.
    - Zostanę. I zajmę się Tobą. - Dodał, a potem powoli pokonał dzielącą ich odległość, by, gdy tylko znalazł się obok nie, szepnąć, że powinna się położyć i odpocząć. A gdy ta ułożyła się chyba względnie wygodnie na swoim łóżku, on zajął miejsce obok niej i bezwiednie zaczął gładzić ją po włosach, jakby tym sposobem mógł przynieść jej ukojenie.
    - Potrzebujesz czegoś? - Zapytał cicho. - Może ktoś powinien Cię zbadać? Jakiś dobry znajomy.. Ktokolwiek?

    OdpowiedzUsuń
  73. Właściwie spodziewał się takiej odpowiedzi, ale musiał spytać. Widział rany na jej twarzy, jak trzyma się za brzuch, jak kuleje - zdawał sobie sprawę z jej obrażeń, ale tylko ona mogła wiedzieć na ile są one poważne. Ufał, że jeśli podejrzewałaby coś co mogłoby zagrozić jej życiu, a co jednak nawet tutaj w metrze można wyleczyć to powiedziałaby mu o tym i pozwoliła sprowadzić pomoc. Nim jednak zdążył się upewnić, że jest przekonana, że nie chce aby udzielić jej fachowej opieki ze strony jakiejś zaprzyjaźnionej osoby, ona wyszeptała to swoje. I rzecz jasna zaraz przytaknął, równocześnie wstając na równe nogi. Stanął przy drzwiach, nie biorąc się jednak od razu za zamykanie - podparł ręce na bokach, a potem nieznacznie przekrzywił głowę jakby chciał ocenić czy te drzwi rzeczywiście da się jeszcze ruszyć, czy może zardzewiały na amen. I już po chwili siłował się z nimi, a te ani trochę nie chciały z nim współpracować! Tylko wydawały z siebie dziwne odgłosy - tu coś skrzypiało, to coś blokowało. Nim jednak zdążył się do tego dobrze przyłożyć, przed wejściem do wagonu dostrzegł swojego kolegę, z którym wcześniej rozmawiał niczym pobiegł za Iyą. Chłopak podparł ręce na kolanach i choć dyszał głośno od biegu z triumfem zawołał "Tu jesteś!". Dymek zmarszczył brwi, a potem odwrócił się na moment w stronę brunetki.
    - Za moment wrócę, będę tuż przed wagonem. - Poinformował ją, bo bał się, że pomyśli, że on zaraz znowu ucieknie. A potem zeskoczył na peron z pytającym wyrazem twarzy. Zaraz też dowiedział się, że dowódca go szuka, bo zaraz wracają na ich stację, a Victorowi udało się go znaleźć tylko dzięki temu, że widział, gdzie Dymitr przedtem zniknął. Dymitr zacisnął wargi w wąską linie, a potem przez ramię obejrzał się na niewielki pokoik, który właśnie opuścił. Nie miał jej zostawić, już to postanowił. Więc powiedział, że nie wraca dzisiaj z nimi, ale kazał też im się nie martwić - wróci na czas, pamiętał o swoich zobowiązaniach. Victor spojrzał na niego zaskoczony, ale o nic nie pytał, ale też nie osądzał i własnie za to Dymek tak bardzo go lubił.
    - Już jestem. - Oznajmił, gdy znowu wrócił do pomieszczenia. Szarpnął też znowu za drzwi teraz trochę z mniejszą uwagą, wręcz jakby odruchowo.. I o dziwo podziałało. Drzwi zatrzasnęły się za nim, a nie wiedzieć dlaczego ten dźwięk wydał mu się złowieszczy. - Miejmy nadzieje, że potem też się otworzą.. - Mruknął marszcząc nos, odwracając się jednak w stronę Iy ze swoim typowym uśmieszkiem.
    - Spróbuj się przespać. Potrzebujesz odpoczynku. - Powiedział znów zajmując miejsce tuż obok niej. Ułożył się na boku, podpierając głowę na ręce. - Dzisiaj już nie musisz się o nic martwić. - Dodał miękko, a potem sięgnął wolną ręką do jej twarzy. Przesunął placami po jej policzku uśmiechając się nieznacznie, acz ciepło. W drodze do jej twarzy, jednak niby to przypadkiem poprawił ramiączko jej bluzki, które zsunęło się z jej ramienia, a które przecież nie miało prawa go kusić.

    [ble.]

    OdpowiedzUsuń
  74. Liczył, że Iya go posłucha. Miał nadzieje, że zamknie oczy i odpłynie w sen wykorzystując jego obecność i związany z tym fakt, że jest bezpieczna oraz o to, że o nic się martwić nie musi. Równocześnie przyszło mu do głowy pytanie dlaczego właściwie poprosiła by zamkną drzwi od wagonu. W pierwszy odruchu, gdy szedł je zamknąć od razu pomyślał, że chodzi o jej przełożonego, by nagle nie przyszedł i bez zaproszenia nie wszedł do jej mieszkanka. Teraz jednak gdzieś w jego głowie zaświtała myśl, że może po części też chodziło o niego - nie chciała by uciekł tak jak ostatnio. Odepchnął jednak zaraz od siebie ten pomysł po pierwsze dlatego, że to zmusiłoby go do powrotu do tego wszystkiego co się między nimi wydarzyło. A on nie miał na to ochoty - wolał skupić się na tym co tu i teraz licząc, że przeszłość pójdzie w zapomnienie, a przynajmniej jej część. A po drugie, to nie było zbyt miłe uczucie, gdy uświadomił sobie, że Iya wcale mu nie ufa, choć miała do tego prawo. Niestety z tym szło jeszcze jedno - że zwyczajnie go wykorzystuje i chce mieć pewność, że nagle nie zniknie, a ona nie zostanie bez opieki. Więc tak, wolał nie rozmyślać nad pobudkami co poniektórych jej działań.
    Uniósł lekko brwi słysząc jej pytanie, ale nim zdążył choćby otworzyć usta ona uprzedziła go i uświadomiła go skąd przyszło do głowy jej to pytanie. Dymitr znów w myślach podziękował za to, że przyszedł do niego nie kto inny, a właśnie Victor, bo przynajmniej nie powiedział niczego co mogłoby zasugerować Iy jakieś niecne plany wobec niej. Przecież nie zamierzał wcale jej wykorzystywać, ale sądził, że łatwo byłoby zasiać w niej to ziarno niepokoju, o ile już ono w niej nie tkwiło.
    - Rozumie. - Odparł na drugą część jej wypowiedzi, a potem nieznacznie skinął głową. - I nie martw się moją pracą. Nie będę miał żadnych problemów. - Dodał. I wcale nie kłamał. Po pierwsze dowódca nie był jego żadnym przełożonym - sam zgłosił się na ochotnika by tu przyjść. Po drugie, stalker był w metrze kimś na wagę złota, bo nawet jeśli znajdowało się wielu śmiałków by opuścić bezpiecznie miejsce pod ziemią, to na dobrą sprawę ilu z nich wracało? Więc liczył się każdy. A to, że dowódca nie będzie zadowolony z faktu, że muszą wracać z nieco osłabionym oddziałem to już inna bajka.
    - Śpij. - Wymruczał cicho, a potem, sam nie wiedząc, czy to do końca stosowne, czy nie pozwala sobie na zbyt wiele, ułożył się tak, by wpasować się w wygięcie jej ciała. Następnie objął ją ręką i delikatnie przyciągnął do siebie. I ledwo powstrzymał się by nie wtulić twarzy tuż obok jej szyi.

    OdpowiedzUsuń
  75. Westchnął cicho, gdy Iya już bez żadnych słów i protestów zastosowała się do jego polecenia. Oboje zdawali sobie sprawę, że właśnie tego jej teraz trzeba - odpoczynku. A on zamierzał czuwać nad nią, łagodzić wszystkie jej lęki. Póki co jednak kobieta rozluźniła się w jego ramiona, więc mógł mieć nadzieje, że uda jej się zasnąć bez zbędnych przeszkód. Sam jednak wcale nie był specjalnie zmęczony, więc i nie miał ochoty oddawać się teraz w objęcia Morfeusza. Dzięki temu miał okazję przemyśleć całą sprawę związaną z jej przełożonym. Oczywiście do głowy pchały mu się także inne sprawy jak na przykład ta dzisiejsza kłótnia, ale nią, przynajmniej póki co nie musiał się przejmować i zamartwiać. Teraz wszystko było względnie dobrze, a nawet zważywszy na wszystkie wydarzenia z ich znajomości, bardzo dobrze. Kto by pomyślał, że po tym wszystkim znowu znajdzie się w jej prowizorycznym mieszkanku, że jeszcze kiedykolwiek wyląduje w jej łóżku w taki czy inny sposób, że kiedykolwiek ją jeszcze obejmie! Szybko jednak odepchnął to od siebie i skupił się na krzywdzie która została Iy wyrządzona. Znów poczuł w głębi siebie budzący się gniew na faceta, który dopuścił się czegoś takiego. Znowu rozbudziła się w nim paląca chęć wymierzenia sprawiedliwości, zagwarantowania Iy spokoju. Ale nie chciał tego robić całkowicie wbrew niej - kto wie czy nie przysporzyłby jej tym jeszcze więcej problemów.
    Zmarszczył brwi, gdy nagle poczuł jak ciało kobiety u jego boku się spina, a potem do jego uszu dotarł dźwięk cichego podciągania nosem. Znów uniósł się na łokciu, ale właściwie spodziewał się tego co zobaczy. Potok łez płynący po jej policzkach. I już wiedział, że nie może i nie powinien tego tak wszystkiego zostawiać, czy odkładać na później, bo kto wie co będzie rano?
    - Iya, spokojnie. - Wyszeptał cicho, odgarniając jej włosy za ucho. A potem przylgnął do jej szyi, tak, że ciągle mógł ją obserwować. W nozdrza uderzał go jej słodki zapach i choć chciał się tym wszystkim delektować, nie mógł, bo musiał skupić się na tym jak jej pomóc.
    - Jak długo to wszystko trwa? Jak długo Cię zastrasza, bije..? - Spytał łagodnie, bo nie mógł wytrzymać. Musiał wiedzieć. I wydawało mu się, że jeśli ona się wygada to może przyniesie jej to swego rodzaju ulgę, że już nie tkwi w tym sama, że jest ktoś kto jej wysłucha, ale też obroni, a przynajmniej się postara. Teraz czuł ból w sercu, gdy pomyślał, że nie mieszkają na jednej stacji, bo.. co będzie gdy zmuszony będzie wrócić na swoją stacje? Co wtedy się z nią stanie? Nie chciał teraz o tym myśleć. Coś wymyśli do tego czasu.. Musi.

    OdpowiedzUsuń
  76. Nie zamierzał na nią naciskać, a tym bardziej jej poganiać. Po prostu cierpliwie czekał aż się otworzy, aż wreszcie uzna, że czas najwyższy to z siebie wyrzucić. Może nie miało być to w tej chwili, może za parę dłuższych chwilę, może dopiero rano, a może jeszcze później, ale w głębi siebie przeczuwał, że wreszcie postanowi mu to powiedzieć choćby nie wiadomo jak bardzo obawiała się jego reakcji i tego jak będzie chciał wyrównać rachunki, o ile o czymś takim w tym wypadku można było mówić. Bo jak tu wynagrodzić komuś tyle strachu, tyle bólu, tyle wylanych łez? Nawet jeśli przyniosłoby to jakąś ulgę, jakąś wewnętrzną satysfakcję to jednak nie zmyje zadanych już ran - tych psychicznych, oraz tych fizycznych, które z czasem się zagoją, ale pozostaną po nich blizny, które zawsze już będą przypominać o tym co było i się wydarzyło.
    Trudno było też mówić by Dymitr prawdziwie odetchnął, gdy usłyszał jej słowa. Jednak poczuł swego rodzaju ulgę, bo liczył, że te słowa są prawdziwe - że to zdarzyło się pierwszy raz. Nie żeby nie czuł gniewu i chęci mordu, ale przynajmniej mógł mieć nadzieje, że zdarzyło się to pierwszy i ostatni raz, że nigdy więcej się nie powtórzy.. Ale potem popłynęły jej kolejne słowa, a Dymek czuł na języku smak jej słonych łez. Wraz z tym poszła pieprzyć się cała nadzieja, bo przecież okazywało się, że to trwa całe wieki! I rozgrzał się w nim na nowo gniew, ten palący, ten przyśpieszający oddech, ten zaciskający szczęki, ten sprawiający, że dłonie formują się w pięści. Ten nad którym tak ciężko jest zapanować. Ten który sprawia, że ma się ochotę wstać i coś rozwalić, a najlepiej twarz winowajcy. Co dziwne, jednak stan Iy pozwolił mu ochłonąć - spiął się cały na kilka długich sekund, ale już po tym wszystko wróciło do normy, choć tak, ciągle kotłował w nim się gniew. Wszak zwyciężyła świadomość, że jeśli zobaczy go tak opętanego wściekłością tylko jeszcze bardziej się wystraszy - albo kto wie, może nawet nie pozwoli mu się już nawet dotknąć - a przecież właśnie tego jej nie było teraz potrzeba. Potrzebowała spokoju i wsparcia, a nie nieprzewidywalnego faceta, płonącego od złości.
    Pozwolił jej się wypłakać, poczekał aż sama się uspokoi. Jedynie tkwił obok niej, gładząc po włosach, po plecach, ocierając co jakiś czas słone łzy. A gdy w pomieszczeniu ucichły jej szlochy mógł sobie pozwolić na powrócenie do dawnej pozycji. Liczył też, że to nie pozwoli gniewowi powrócić - przedtem powstrzymywał go jej stan, słone strumienie płynące po policzkach. A teraz? Teraz musiał liczyć, że jej zapach ukoi rozszalałe emocje.
    - Kłamałem mówiąc, że jesteś nikim. Jesteś wyjątkowa Iya. Nawet nie wiesz jak bardzo, bo.. gdyby tak nie było nie ryzykowałbym wtedy dla Ciebie życia. A to co wydarzyło się później.. nie planowałem tego. - Słowa same popłynęły z jego ust. Właściwie wbrew jego woli, bo chciał powiedzieć coś innego. Ale jak się okazało mógł być to niezły wstęp do jego kolejnych słów. - Dlatego to wszystko nie może tak wyglądać. On musi ponieść karę. Ty nie możesz żyć w wiecznym strachu. Nie dam Cię skrzywdzić, ale.. nie będę tutaj zawsze, a z daleka nie dam rady Cię chronić. Więc musisz coś z tym zrobić.. - Wyszeptał starając się połączyć łagodność ze stanowczością. Bo Iya nie mogła tak żyć, nie mogła żyć w nieustannym strachu.

    OdpowiedzUsuń
  77. Rzeczywiście, Dymitr był facetem, któremu trudno było przyznać się do błędu, a słowo przepraszam brzmiało nienaturalnie w jego ustach. Może właśnie dlatego tak rzadko go używał, bo z drugiej strony.. w dzisiejszych czasach nie miał do tego zbyt wielu okazji. A nawet jeśli nie czuł się w obowiązku tego robić. Tym razem jednak było inaczej, bo i w jego ramionach tkwiła inna osoba niż zazwyczaj. Ta wzbudzała w nim uśpione uczucia, ta sprawiała, że chciał ją chronić przed złem całego świata. Dlatego te słowa popłynęły, a choć zaskoczyły jego samego, to były szczere. I nie żałował ich, gdyż ostatecznie doszedł do wniosku, że tego Iy było właśnie trzeba - słów, że nie jest nikim, że jest wyjątkowa, a to sprowadza się tylko do jednego, że nie powinna być tak traktowana. Nikt nie powinien, a w szczególności tak dobra osoba jak ona.
    Szybko jednak okazało się, że Dymek z łatwością mógł pożałować swoich słów zarówno pierwszych jak i drugich. Gdy Iya odsuwała się od niego, stało się jasne, że coś jest nie tak. Nie podobał mu się chłód bijący z jej oczu, bo to nie było do niej podobne. A przynajmniej ona przyzwyczaiła go do innej wersji samej siebie. Wszystko stało się jasne, gdy brunetka się odezwała, a szatyn zwyczajnie zaczął przeklinać wszystkie kobiety na świecie. Bo one jak zwykle musiały sobie coś dopowiedzieć, one jak zwykle musiały odbierać wszystko na opak, a prostych zdaniach doszukiwały się drugiego dna, którego w większości wypadków wcale nie było! Tak jak teraz! Dymek westchnął nieco podirytowany, a potem też nieco odsunął się od niej i pokręcił nieznacznie głową, głównie z niedowierzaniem i wewnętrzną frustracją. A było już tak miło!
    - Dobrze wiesz, że wcale nie miałem tego na myśli. I tu wcale nie chodzi o mnie, czy będę czy nie. Chodzi o to, co Ty zrobisz ze swoim życiem, z tą całą sytuacją. To Twoje życie i masz prawo robić z nim co chcesz, ale myślałem, że jesteś na tyle mądra, że będziesz chciała coś zmienić nawet jeśli to teraz wydaje się niemożliwe. - Odparł dość suchym tonem, by następnie usiąść na łóżku po turecku, ze skrzyżowanymi rękoma na torsie. I znów kłamał - tu też chodziło o niego, bo chciał ją chronić, może jutro zniknie, ale chciał też wrócić. Chciał jej pomóc. Ale skoro ona od razu z góry założyła, że on zniknie i już pewnie więcej nie wróci, po co miał ją uświadamiać? Zapomniał, że w jej oczach już zawsze będzie draniem, który wymyka się rano bez słowa. A przedtem i tak już powiedział za dużo, teraz miał zamiar trzymać język za zębami i panować nad wszystkim co mówi oraz robi.

    OdpowiedzUsuń
  78. Właściwie tak, na swój sposób dotknęło go też, że Iya całkowicie zignorowała jego wstęp to wcześniejszej przemowy. Powiedział jej, że kłamał, powiedział jej, że jest wyjątkowa, na swój pokręcony sposób otworzył się przed nią! A co dostawiał w zamian? Oschłe spojrzenie i podkreślenie tego jakim to on nie jest draniem. Jasne wiedział, że nieraz zachował się wobec niej nie fair, ale nie dało się zaprzeczyć, że zrobił też dla niej dużo dobrego. Ona jednak ciągle skupiała się na tym co złe, nieustannie do tego wracała, jakby nie potrafiła choć na chwilę puścić tego w niepamięć i skupić się na tym, że naprawdę stara jej się pomóc! Intencje miał szczere, nie chciał niczego w zamian i w żaden sposób nie dał jej do zrozumienia, że czegokolwiek od niej oczekuje. Choć tak, chciał jednego - by wreszcie się za siebie wzięła i przestała dawać się tak traktować. Frustrowało go to, że gdy już wydawało mu się, że sytuacja między nimi jest względnie załagodzona, ona musiała to popsuć! To, że odszedł bez pożegnania, to że powiedział kilka nieprzyjemnych słów było zwykłą ochroną i jakiś irracjonalnym strachem przed jakimikolwiek zobowiązaniami. Nie musiało to jednak równocześnie oznaczać, że nie chce jej pomóc, że nie chce by w końcu ona była bezpieczna, by nie musiała żyć w nieustannym lęku przed kolejną taką sytuacją. Właściwie gdzieś po cichu liczył, że będzie mógł ją i sam osobiście nieco chronić, choć rzecz jasna zważywszy na fakt, że mieszkali na dwóch różnych stacjach, nie mógłby tego robić non stop. Miał w planach jednak choćby od czasu do czasu ją odwiedzić, upewnić się, że u niej wszystko w porządku. I był to swego rodzaju paradoks - w końcu nie lubił zobowiązań, ale z drugiej strony to byłoby już swego rodzaju zaangażowaniem wymagającego poświęceń. Ale nic nie mógł na to poradzić, że chęć zatroszczenia się o tę kobietę była silniejsza od niego. Zresztą tłumaczył sobie, że robi to ot, w imię koleżeństwa, lub w skrajnym przypadku w imię przyjaźni i że nie kryje się pod tym nic więcej. Może także robił to w imię swojej siostry, która została tam na górze, którą on tam zostawił samą, bez opieki! A Iya niezwykle ją przypominała w tej swojej delikatności.. Ale to tego jeszcze potrafił przyznać się przed samym sobą. Do niczego więcej już nie. Resztę tłamsił i zwyczajnie nawet nie próbował nazywać po imieniu.
    Choć jego wzrok przez dłuższy moment znów był zwyczajnie zdystansowany, a wręcz nawet chłodny i w jakiś sposób ostry, to, gdy Iya nagle zaczęła się przekręcać, a on widział jak niezdarnie jej to idzie, jak wiele sprawia bólu i wymaga wysiłku, wbrew sobie po prostu złagodniał. Automatycznie, nawet nad tym nie panując. Zacisnął wargi w wąską linie ledwo opierając się pokusie, by jej nie pomóc, a najlepiej wrócić na swoje dawne miejsce i tym samym nie zmuszać jej by szukała z nim kontaktu wzrokowego, czy jakiegokolwiek innego.
    - Wszystko jest możliwe, ale przecież najprościej jest powiedzieć, że tak nie jest. - Odparł, ignorując jej pytanie. Ona mogła nie ustosunkowywać się do wszystkiego co on powiedział, to dlaczego i on nie miałby tego robić? Poza tym miała racje to nie była jego sprawa, to było jej życie. A on był tylko facetem, który pomógł jej przedrzeć się przez tunel i wrócić do domu, i tym, który ją rozdziewiczył. Nic wielkiego! - W ostateczności zawsze możesz się stąd wynieść. Masz wizę? Jeśli nie podejrzewam, że z Twoim zawodem nie trudno byłoby ją zdobyć. Poza tym zawsze mogę Ci w tym pomóc. - Rzekł jeszcze, wciąż mówiąc już łagodnie, cicho. Zniknął upór i chłodna nutka.

    [wiza to coś dzięki czemu ludzie się mogą spokojnie przemieszczać po całej Hanzie :p a tak normalnie to maja jakieś paszporty czy coś :p]

    OdpowiedzUsuń
  79. Sęk tkwił w tym, że Dymitr mimo wszystko nadal nie uważał, by musiał się tłumaczyć akurat z tego, że wyszedł od niej bez pożegnania. Teraz wiedział, że na swój sposób ją to dotknęło, bo myślała, że zaciągnął ją do łóżka, bo własnie tego oczekiwał w zamian za pomoc, której jej udzielił, ale tak właśnie nie było. I mógł jej to powiedzieć, mógł jej to wytłumaczyć, ale tak naprawdę póki co jeszcze nie czuł, że powinien przepraszać, że opuścił ją bez słowa. Był to zwykły seks bez zobowiązań, on niczego jej nie obiecywał i to właśnie tłumiło wszelkie wyrzuty sumienia. Nie wiedział jak głęboko ją zranił, nie wiedział ile łez przez niego wylała więc niby dlaczego miałby się czuć winny? Poza tym, wiedział, że Iya wściekła się o to, że wymknął się po seksie. Gdyby to się nie wydarzyło był przekonany, że wtedy nie miałaby mu za złe, że sobie poszedł nie informując ją o tym. Może byłoby jej trochę przykro, ale pewnie dzisiaj przywitałaby go z otwartymi ramionami wiedząc, że po prostu musiał iść, wracać do swoich obowiązków. A już na pewno nie odstawiłaby dzisiaj takiej sceny! Więc w czym tkwił problem skoro sama twierdziła, że i dla niej to był tylko seks? Nie wiedział i nie miał pojęcia czy kiedykolwiek się dowie, bo póki co Iya nie kwapiła się do tego by schodzić na ten temat, a jemu to po prostu było na rękę. Oczywiście co innego było też to dzisiejsze zajście - wiedział, że zranił ją swoimi słowami i za to mógł przeprosić. Tyle tylko, że on na swój sposób już to zrobił, przyznał się do błędu, powiedział, że kłamał. A ona? Ona zwyczajnie to zignorowała, nawet w żaden sposób nie odniosła się do jego słów! Więc nie, drugi raz jako pierwszy nie zamierzał już poruszać żadnego z tych dwóch tematów. I bez większego powodu nie zamierzał się też uzewnętrzniać i mówić o swoich głębszych pobudkach, które kazały mu wymknąć się od niej rano bez słowa.
    Jak grochem o ścianę. To pierwsze co przemknęło mu przez głowę, gdy usłyszał odpowiedź Iy. Wolała żyć w ciągłym strachu tylko dlatego, że miała tu swoje mieszkano? Bo tu spędziła całe swoje życie? Ale co to było za życie skoro większość wypełniał ból i przerażenie przed przełożonym? Poza tym.. W ogóle trudno było nazwać życie tym co było to tutaj w metrze. Ale cóż, Iya nie znała życia na powierzchni, nie miała porównania. On jednak nadal nie potrafił zrozumieć dlaczego tak trudno jest jej się rozstać z tym miejscem. Nie wątpił, że przeżyła tu niejedną wspaniałą chwilę,ale.. teraz? Teraz mogła żyć szczęśliwie na innej stacji, ot choćby na tej na której mieszkał Dymitr! A wymówka pracą? Przecież była sanitariuszką i szatyn nie wątpił, że byłoby jej łatwo się gdzieś zaczepić. Może początki były by ciężke, może musiałaby się na nowo zadomawiać, może początkowo czułaby się obco w nowym miejscu, ale czy nie warto było sprobować ruszyć na przód? Więc tak, to wszystko co powiedziała było dla niego marną wymówką. Ale właśnie tym się różnili - Dymitr nie czuł tutaj przywiązania do niczego ani nikogo. To całe metro było tylko dla niego klatką, w której się dusił. Iya nie znała innego życia, a on i owszem.
    - Zawsze można zacząć od początku gdzieś indziej. Jesteś przecież młoda. Nie jesteś starym drzewem, którego się nie przesadza. - Odparł tylko, sądząc, że i tak w żaden sposób nie przemówi jej do rozsądku. Poza tym.. nic na siłę. Wciąż upominał się w myślach, że przecież nadal jest dla Iy kimś obcym i nie ma prawa do niczego ją zmuszać. Ona sama musiała chcieć coś zmienić w swoim życiu, bo jeśli naprawdę nie będzie tego chciała.. To nie było sensu o tym rozmawiać. Bo wtedy gdziekolwiek pod presją kogoś by się nie przeniosła, wszędzie byłaby nieszczęśliwa.
    - Masz tu kogoś bliskiego? Jakąś rodzinę? - Spytał po chwili, mając na myśli nie tylko stację, ale.. całe metro.

    OdpowiedzUsuń
  80. Jego brwi powędrowały ku górze w geście szczerego zdziwienia, gdy usłyszał co powiedziała Iya. Choć jej słowa zlały się z jego, zrozumiał je idealnie. Trudno było mu uwierzyć, że miła, dobrotliwa osóbka, która siedzi na przeciwko niego może żyć tak tylko dlatego, bo jest.. materialistką! To nie pasowało mu do jej osoby, zwłaszcza, że jaką cenę warte jest takie traktowanie? Szybko jednak wyjaśniło się więcej i jasne stało się, że Iya daje tak sobą pomiatać, że pozwala sobie na życie w ciągłym strachu dla kogoś bliskiego. W pierwszym odruchu pomyślał, że to nadal do niego nie przemawia. Za długo żył w metrze, za długo o nikogo prawdziwie się nie troszczył i nie kochał, by być zdolnym do takich poświęceń. Jednak po chwili powróciło do niego to życie, które utracił wraz z wybuchem apokalipsy. Przypomniał sobie swoją niewinną matkę, przypominającą istnego anioła; przypomniał sobie swoją chorowita, delikatną siostrę tak podobną do swojej rodzicielki.. I tak, dla nich byłby zdolny do wszystkiego. Dla nich mógłby poświęcić życie. I gdyby mógł, oddałby wszystko by uchronić je przed tym świństwem, które teraz pałętało się po powierzchni, które odebrało im ich świat. Dałby wszystko by były tu teraz z nim.. Choć czasami myślał, że może lepiej, że nie przetrwały. Nie pasowałby do tego świata, dusiłyby się tu bardziej od niego. Wiec tak, lepiej, że nie przetrwały apokalipsy. A przynajmniej dzięki powtarzaniu tego zdania w kółko łatwiej mu się żyło.
    - Wiem.. i rozumie. - Odparł powoli, a całe napięcie, cały jakiś upór ustąpił z jego ciała. Wpatrywał się jednak intensywnie w tą kruchą kobietę, która została zraniona, która została skrzywdzona! Wciąż nie mógł się pogodzić z myślą, że musi tak żyć - w nieustannym strachu przed przełożony. Że musi go codziennie oglądać, pracować z nim i tylko czekać aż postanowi ją ukarać za Bóg wie co. Nie mógł też uwierzyć,że osoba dla której tak poświęca się Iya może jej pozwalać na takie coś. Nie wątpił, że dziewczyna potrafi być uparta jeśli chce, a kto wie, może ta jej bliska osoba nawet nie wie co się dzieje, co jej grozi, gdy ciągle pracuje z Simonem. I chciałby wiedzieć kim jest owa osoba, chciałby wiedzieć czy ot, przykładowo jest poważnie chora i dlatego Iy są aż tak bardzo potrzebne pieniądze. Chciał wiedzieć, ale uważał, że nie ma prawa ją przepytywać.
    I może to pod wpływem wspomnień, może dzięki temu, że dowiedział się, ze Iya jest jeszcze lepszą osobą niż myślał, po prostu przysunął się do niej, a potem pochwycił w dłonie jej twarz. Odnalazł spojrzenie, przesuwając kciukiem po jej policzku.
    - Ale nie możesz tak ciągle żyć. To nie jest życie. Postaram Ci się jakoś pomóc, dobrze?

    OdpowiedzUsuń
  81. Zdawał sobie, że właśnie do czegoś się zobowiązał. I już miał zacząć znów przeklinać siebie za swoją impulsywność, za to, że mówi coś, a dopiero potem zastanawia się co to znaczy, ale.. oznaczało to, że to płynęło jednak z głębi niego. Że nawet jeśli nieświadomie, to podświadomie tego chciał. Choć przerażało go to jednak wywoływało w nim też jakieś cieplejsze uczucia, które nie pozwoliły mu cofnąć tego co powiedział. Chciał ją chronić, choć jeszcze nie miał pojęcia jak skoro nie mógł być przy niej nieustannie.
    Nim jednak zdążył pomyśleć coś jeszcze, choćby wymyślić zarys tego jak uchronić ją przed Simonem, gdy go nie będzie, a równocześnie stosując się do jej prośby, by nie używać wobec niego przemocy.. On zadała pytanie, którego tak bardzo się obawiał! Nie chciał się zagłębiać w to co czuje, nie chciał nad tym myśleć. Ale przede wszystkim chodziło jednak o to, że nie mógł jej do końca szczerze odpowiedzieć, bo sam jeszcze nie znał pełnej odpowiedzi na zadane przez nią pytania. A nie chciał jej okłamywać - mógłby jasne, ale chciał jej podarować szczerość za szczerość. Skoro ona przed momentem otwarła się przed nim to i on powinien odpłacić się czymś podobnym, prawda? Zwłaszcza, że o to miała pełne prawo zapytać, choć nie było to dla niego zbyt komfortowe pytanie.
    - Ja.. Ja właściwie sam tego nie rozumie. - Odparł powoli, równocześnie puszczając jej twarz, swoim dłoniom pozwalając swobodnie opaść na łóżko, tak, że jednak końcem palców dotykał jej kolana. Jego spojrzenie powędrowało za rękoma, a z ust wyrwało się ciche westchnienie. Nie miał pojęcia jak ubrać w słowa to co chodziło mu po głowie. - Na co dzień jestem egoista. Ale Ty.. Ale w Tobie jest coś takiego, że po prostu chcę się Tobą zaopiekować, mieć pewność, że wszystko u Ciebie dobrze, że.. Że jesteś bezpieczna. Może wtedy w szpitalu, na pierwszy rzut oka mi kogoś przypomniałaś, tą swoją delikatnością, kruchością. Kogoś dla mnie ważnego. To kazało mi się z początku o Ciebie zatroszczyć, ale później.. Później już nie tylko to mną kierowało. Bo na tych dwóch cechach kończy się wasze podobieństwo i uwierz mi, że to jest komplement. - Mówił ze wzrokiem wciąż utkwionym w swojej dłoni. Słowa z trudnością przechodziły mu przez gardło i łatwiej było mu je z siebie wyrzucać, gdy nie musiał mieć z Iyą kontaktu wzrokowego. Nie oznaczało to, że kłamał. Mówił prawde, nawet wtedy gdy powiedział, że to komplement. Bo to był komplement. Jego siostra nie była silna, w jej oczach nigdy nie widział determinacji. Była chorowita i słaba, krucha, zbyt krucha. Poza tym.. mimo wszystko wątpił by Iya chciała by postrzegał ją jak swoją siostrę, by żywił do niej właśnie takie uczucia jakimi darzy się rodzeństwo (poza tym hej.. przespali się więc..!). A nim kierowały całkiem inne emocje, Iya budziła w nim inne uczucia.. Ale jeszcze chyba nawet nie był tego do końca świadomy, a na pewno nie potrafił tego nazwać po imieniu i.. się do tego przyznać.
    - Ale jeśli to Ci nie odpowiada mogę.. mogę przestać. Jeżeli nie chcesz mojej pomocy. - Zakończył, wreszcie podnosząc na nią swoje spojrzenie. Mrużył nieznacznie powieki, w oczach czaiło się coś bliżej nieokreślonego, bo sam nie wiedział czy mu ulżyło że to z siebie wyrzucił. Nie lubił się uzewnętrzniać, kosztowało go to masę wysiłku, bo nie potrafił rozmawiać o tym co czuje, nie umiał tego ubierać w słowa. Poza tym nie miał pojęcia jakiej reakcji oczekiwać po Iy.

    [ble.]

    OdpowiedzUsuń
  82. Czekał w napięciu na jakąkolwiek reakcje z jej strony. W głowie świtał mu już obraz Iy, która odpycha go, wyśmiewa jego słowa, a na koniec każe mu się wynosić, bo przecież i tak już przez niego wiele wycierpiała choć znała go.. ile? Dwa dni? Sądził, że dojdzie do wniosku, że to kolejny sposób by ją omotać, by sprawić żeby mu zaufała, a potem wykorzystać. Tak, taki był plan - by mu uwierzyła, ale ze szczerych pobudek. Nie chciał jej skrzywdzić i naprawdę chciał jej pomóc. Bał się jednak, że po tym co przeszli Iya mu już nie zaufa, że już zawsze będzie węszyć jakiś podstęp z jego strony. A jednak dostał od niej coś całkiem innego niż oczekiwał. Gdy spojrzał na nią dostrzegł w jej oczach rozczulenie, a w postawie kryła się jakaś miękkość, jakby jego słowa sprawiły, że poczuła radość może nawet wzruszenie. Chyba rzeczywiście właśnie tak było, o czym świadczył jej kolejny gest. Dotknęła jego twarzy, a usta poruszały się jakby chciały coś powiedzieć, ale głos odmawiał posłuszeństwa. Poczuł jak uchodzi z niego napięcie, ale.. w kolejnej chwili ono znowu wróciło, bo.. Bo Dymitr odkrył co kryło się za tym wszystkim, za tym spojrzeniem, za zaniemówieniem, za rozczuleniem, za tym czułym gestem, którym sunęła aż do jego szyi. Z każdą sekundą docierało do niego w co się wpakuje, w jakie zobowiązania i nie mógł zaprzeczyć, że to go przerażało. Dlatego zastygł w bezruchu, po prostu czekając na coś jeszcze z jej strony. Bo tak, on bał się zobowiązań, ale przecież czy nie tego właśnie chciał? Czy nie chciał jej szczerze pomóc? Czy nie chciał by w jej spojrzeniu czaiło się własnie to uczucie? Chciał. I to jeszcze bardziej go przerażało, bo już niemal widział jakie myśli powstawały w głowie kobiety, już widział czego będzie od niego oczekiwać i nie tylko bał się tego, ale.. także bał się, że nie podoła. Przez tyle lat był sam, przez tyle lat o nikogo się nie troszczył. I już chyba nie potrafił na dłuższą metę tego robić, a przynajmniej w tej chwili miał takie wrażenie. Obawiał się, że skrzywdzi Iyę. Dlatego, gdy zaczęła mówić, chciał powiedzieć, że jednak tak, ma coś przeciwko, bo wolał żeby cierpiała teraz nim na dobre zdążyła przywiązać się do niego, nim jego wcześniejsze słowa na dobre zagnieździły się w jej głowie. Ale nie zdołał, bo w następnej chwili ona już siedziała na jego kolanach, już przyciskała wargi do jego warg, nim on zdążył mruknąć choćby słówko.
    Nie opierał się. Przygarnął ją do siebie i odwzajemnił pieszczotę, tak delikatną, tak czułą i mówiącą tak wiele.. Rozchylił powieki i dostrzegł uśmiech na jej obolałych ustach. Chciał się powstrzymać, ale nie potrafił. Musnął wargami zdrowy kącik jej ust, nosem wyznaczył ścieżkę wzdłuż jej policzkach aż do ucha. Pocałował dołeczek tuż zanim i tak tkwił dłuższą chwilę delektując się jej zapachem, wiedząc, że po tym co zaraz powie może nie mieć do tego więcej okazji.
    - Iya.. nie powinnaś tego robić. - Wymruczał odsuwając się od niej tak, aby móc spojrzeć w jej oczy. Jego dłonie wciąż pamiętające o jej obrażeniach, tylko nieznacznie przyciągały ją do niego, nieśpiesznie gładziły po plecach, a on sam bił się z myślami zagryzając wnętrze policzka. - Ja.. Ja nie jestem facetem dla Ciebie. Chce Ci pomóc, chce móc się o Ciebie troszczyć i robić z Tobą wiele innych rzeczy, ale znam siebie. To się źle skończy. Bo ostatecznie zrobię coś jak nie powinienem, a.. A nie chcę Cię więcej skrzywdzić. - Urwał, zmieszany, zagubiony, znów nie wiedząc jak Iya zareaguje, a to, ta niewiedza, doprowadzała go do szaleństwa.

    OdpowiedzUsuń
  83. Poczuł się jakby niemal pękało mu serce, gdy usłyszał ten jej błagalny szept. Chciałby móc przyciągnąć ją do siebie, chciałby znów pocałować i móc powiedzieć, że tak już będzie zawsze. Że zawsze będą razem, że codziennie będzie przy niej, że nie będzie się musiała już niczym przejmować bo będzie miała jego, a on o wszystko zadba. Ale nie chciał znowu rzucać słów na wiatr, bo bał się, że tej obietnicy nie uda mu się dotrzymać. Od dwudziestu lat był samotnikiem, nie wdawał się w żadne głębsze relacje. Nie umiał funkcjonować w czymś kto ktoś by nazwał związkiem. A wiedział, że to wszystko własnie do tego dąży, i wiedział też, że skończy się to źle, bo.. Bo znał siebie i zdawał sobie sprawę, że gdzieś się potknie, że wszystko spieprzy, że ją zrani tak jak to robił od początku ich znajomości. Więc nie, nie mógł pozwolić, by to zabrnęło aż tak daleko, nie mógł pozwolić by Iya za bardzo się do niego przywiązała, a ostatecznie może nawet zakochała! Nie chciał i nie mógł jej tego zrobić. Raz w życiu nie chciał być czystym egoistą, myślał o jej dobrze, starał się odrzucać myśli o tym czego on chce. Był pewien, że podjął dobrą decyzje. Tylko.. nie sądził, że te słowa znowu sprawiał, że wszystko się posypie.
    Chciał być uczciwy i powiedział wszystko tak jak chciał. Nie sądził by akurat tymi słowami mógł wyrządzić jakąkolwiek większą krzywdę. Zdawał sobie sprawę, że Iya poczuje się odtrącona, ale miał nadzieje, że szybko to przeboleje. Ale ona oczywiście jak zwykle musiała doszukać się w jego słowach czegoś więcej. Jakby przeoczyła dalszą część wypowiedzi. Skupiła się na tych trzech słowach, które odczytała po swojemu. I może rzeczywiście pod tymi słowami krył się także seks, bo przecież to z nią też by chciał robić. Ale nie chodziło tylko o to.. Chciał ją widywać codziennie, chciał spędzać czas, poznać ją, dowiedzieć się czegoś o niej. Chciał ją rozweselać, sprawiać, że będzie czuła się bezpiecznie. Chciał się o nią troszczyć i martwi. A choć to wszystko go przerażało, choć nie wiedział co dokładnie się pod tym kryło to pragnął tego. Pragnął oglądać jej twarz każdego ranka, bo był pewien, że dzięki temu metro stałoby się choć odrobinę przyjaźniejsze. Ale rezygnował z tego dla jej dobra. Chciał by mogli zostać po prostu przyjaciółmi, by nie robili tego co właśnie przed momentem się stało. By się nie całowali i nie zachowywali jak para. Bo.. on był specyficznym człowiekiem, nie mógł obiecać, że to tylko chwilowe pragnienie i to niedługo się skończy, ale na pewno chciał sie z nią kolegować. Bo nie chciał by się w nim zakochała, a wiedział, że ostatecznie do tego dojdzie. Widział to w jej oczach.
    I choć początkowo zapalił się w nim gniew, szybko go stłumił, bo doszedł do wniosku, że rzeczywiście to zawsze będzie kończyło się na tym jednym oskarżeniu, że jemu chodzi tylko o seks. I może to właśnie była okazja, by uciąć to, tą całą znajomość, która najwidoczniej nie miała żadnego sensu. Nawet na tle koleżeństwa. Bo nie chciał jej takiej oglądać - zranionej, rozgoryczonej. Najwidoczniej miał ranić.. wszystkim. Więc musiał to zakończyć jak najszybciej. A to o czym mu powiedział? Cóż, postanowił, że ten problem załatwi. Ale po swojemu.
    - Tak, masz racje. Chodzi o to. - Przytaknął, tłumiąc gniew a przyjmując maskę czystej obojętności, w której czaiła się też drwina, jakby własnie wyśmiewał jej naiwność. A potem wstał i ruszył do wyjścia, żałując, że nie mógł zaprzeczyć, żałując, że nie mógł jej zatrzymać, gdy uciekała z jego ramion. Pojawił się tylko jeden problem - drzwi, które przedtem Iya kazała mu zamknąć, teraz za cholerę nie chciały się otworzyć.
    Ze złością kopnął przejście blokujące mu wyjście z wagonu. A dobrze wiedział, że nie może tu dłużej zostać, bo jeśli jeszcze raz choćby na nią spojrzy, jeśli jeszcze raz zobaczy w jej oczach łzy.. Nie wytrzyma i zachce wszystko odkręcić, wyjaśnić na swój pokręcony sposób.
    - I co, zadowolona? Nie mogę teraz wyjść. - Warknął,wciąż uparcie jednak wpatrując się w drzwi.

    OdpowiedzUsuń
  84. Mięsień na twarz nerwowo mu drgał. But postukiwał o podłoże wagonu. Usta zaciśnięte były w wąską linie. Palce u dłoni to prostowały się, to zginały tworząc pięści. Ale najgorszy był jego wzrok. Morderczy, bo by nie skupiać się na tym co robi Iya, wyobrażał sobie jak obija twarz jej przełożonemu, jak grozi mu i ostrzega, by jej więcej nie ważył się tknąć, bo rzuci go na pożarcie mutantom, a jego zniknięciem nikt się nie przejmie. Nikt nie będzie drążył, bo przecież to metro. Tutaj zniknięcia się zdarzają. Równocześnie też liczył, że może uda mu się wypalić dziurę w drzwiach, bo chciał stąd uciec, już, teraz, natychmiast. Nie chciał dłużej jej oglądać; nie chciał, bo wiedział, że to źle się skończy. Ale kątem oka dostrzegł, że Iya się porusza. Słyszał jej kroki, słyszał głośny oddech, bo przecież niełatwo było jej się poruszać. Odruchowo sięgnął dłonią do klamki, chcąc znowu szarpnąć drzwiami, mając nadzieje, że tym razem łaskawie ustąpił. Nim jednak zdążył to zrobić w pomieszczeniu rozległ się głos Iy, tak inny od tego, którym jeszcze przed momentem go oskarżała. Niemal nie roześmiał się z ironią, bo zachowywała się jakby chciała uspokoić rozwścieczonego zwierzęcia.
    Drażniły go jej słowa. Może dlatego, że sęk tkwił w tym, że Dymitr się znał, a przynajmniej wiedział jaki jest dopóki jej nie poznał. To ona wszytko komplikowała, to ona namieszała mu w głowie, w życiu. Nie miał też cierpliwości jej wszystkiego tłumaczyć, bo już wiedział jak to się skończy - jedno źle dobrane słowo i znów posypią się oskarżenia. Nie doceni tego, że się stara, tylko znów osądzi go z góry. Był na nią zły, że tylko nieustannie wysuwała jeden i ten sam wniosek przez pryzmat jednego wydarzenia. Każdy popełnia błąd, każdy robi coś nie przemyślanego, ale to nie oznacza, że taki jest, że nie chce czegoś naprawić. Chce, ale może nie zawsze potrafi.
    - Nie wiem czy to ma jakikolwiek sens. - Zaczął przez zaciśnięte zęby, twardo wpatrując się w drzwi. Rozluźnił jednak uścisk na klamce, ale gdy tylko poczuł jej dłoń na swoim ramieniu odsunął się tak by nie mogła go do sięgnąć. Nie chciał tego, nie chciał by dotykała go, gdy się go boi, bo wiedział, że tak teraz jest. Że zmusza się do tego wszystkiego, bo.. bo co? No właśnie, bo co? Bo ugrzęzła tu z nim póki drzwi nie postanowią współpracować?
    - To Twoja wina wiesz? To wszystko Twoja wina. To Ty mi mieszasz w głowie, że nie wiem już jaki jestem. - Wybuchnął, znów cofając się od niej o krok, ale nadal nie odważając się na nią spojrzeć. Bo bał się tego co zobaczy w jej twarzy. I chciał ją chronić przed tym wszystkich co czaiło się w jego oczach. - Straciłem wszystko, gdy miałem 7 lat. Wychował mnie facet, którego chciałem okraść, wiesz? Był dla mnie jak ojciec, ale wychował mnie tak jak tutaj się żyje. Bez uczuciowo, egoistycznie. A Ty wszystko psujesz. I staram się Ciebie chronić przed samym sobą. Chciałem Ci po prostu pomóc, ale nie chciałem byśmy robili to.. to wszystko - Machnął ręką, mając na myśli seks, pocałunki i.. te wszystkie intymnie sprawy, które sprawiają, że ludzie już nie są tylko przyjaciółmi. - Bo wiem jak to się skończy. Zakochasz się, a ja na to nie mogę pozwolić. Nie jestem facetem dla Ciebie. Skrzywdzę Cię, a Ty zasługujesz na lepsze. Ale Ty już zawsze będziesz sądzić, że chodzi mi tylko o seks.. - Urwał, a choć z początku krzyczał, to jednak z każdą chwilą, z każdym słowem mówił coraz spokojniej, mając tego wszystkiego po prostu dość. Chciał swojego egoistycznego życia, nie chciał mieć tego pieprzonego mętliku w głowie. I tylko na moment na nią spojrzał. Ta sekunda ciągnęła się w nieskończoność.. A potem z cichym westchnieniem osunął się po ścianie do siadu, zaciskając powieki.

    [ahaha nie wiem co to jest xD]

    OdpowiedzUsuń
  85. Ledwo powstrzymał sarkastyczny śmiech, który narastał w jego gardle, gdy usłyszał jej pierwsze słowa. Bo tak, miał ochotę się roześmiać, choć w tym nie byłoby żadnej wesołości, a jakaś gorycz, spowodowana jej marnym tłumaczeniem. Bo co, nagle okazało się, że to on źle interpretował jej słowa, że to on ją źle zrozumiał? Sama na niego naskoczyła, że znów chodzi mu tylko o to by ją omotać i wykorzystać. A właśnie wtedy był tym łagodnym, ciepłym Dymitrem, któremu rzekomo ufała, który rzekomo był prawdziwy. Więc dlaczego znów wyciągnęła te pochopne wnioski, niby dlaczego wciąż powracała do tego jednego tematu, wciąż i wciąż? I dopiero do niego dotarło, że to nigdy się nie skończy jeśli tamtej sytuacji sobie nie wytłumaczą, bo to miało być kluczowe dla ich dalszej znajomości. Jeśli chcieli by to wszystko przetrwało i by powstało jeszcze coś nowego, może nawet lepszego i piękniejszego to musieli przed tym wyjaśni zdarzenia z przeszłości, bo nie wątpił, że jeszcze nieraz ten temat wróci do nich w najmniej odpowiednim momencie i znów wszystko się posypie tak jak teraz. Właśnie od tego powinni zacząć rozmowę.
    Tyle tylko, że Dymitr już nie wiedział, czy chce mu się to wszystko naprawiać. Naprawdę nie miał na to siły, a przynajmniej nie w tym momencie. I tak, najchętniej wyszedłby tutaj, wszystko przemyślał i wtedy wrócił, pewny czego chce. Bo teraz miał wątpliwości czy chce własnie takiego życia, bo jak to bywa w takich relacjach, pewnie niejednokrotnie się cos posypie, coś zepsuje, a on nie miał pojęcia czy chce się pakować w takie sprawy. Wydawało mu się, że nie ma ochoty na głębsze relacje, na komplikowanie swojego życia bez potrzeby. Tak, czasami czuł się samotny, czasami chciał mieć kogoś bliskiego, ale jednak nigdy nie narzekał na swój styl życia, na to co ma. Bo w tym świecie to nie było takie złe.. Ba, wręcz przeciwnie - im mniej Ci zależy, im mniej masz do stracenia tym lepiej.
    Nieśpiesznie rozchylił powieki, gdy usłyszał jej słowa. Miała racje. O to chyba chodzi w tym świecie. Tylko co tu tak naprawdę można wygrać? Czy cokolwiek może choćby trochę umilić ten ponury, podziemny świat. A gdy wreszcie przeniósł na nią spojrzenie doszedł do wniosku, że tak. Choćby taka kobieta jak ona mogłaby rozjaśnić mroki metra. Ale Dymitr nie wiedział czy jest na to gotowy, czy naprawdę tego chce, czy może to tylko złudzenie. Ale gdy patrzył w te jej łagodne oczy wydawało mu się, że tak, że tego własnie pragnie, że tego nieustannie mu tutaj brakowało. Że ona mogłaby zapełnić pustkę. Ale to już nie chodziło tylko o to..
    - Nie wiem czy byłby dobrym uczniem w tej dziedzinie.. I nie wiem czy chcę nim zostać. - Odparł, by po chwili urwać, by mieć chwilę czasu na zebranie myśli i ujęcie je w słowa. - Bo.. Ty ciągle nie rozumiesz. Tak, jestem wybuchowym człowiekiem, ale to nie jedyny problem, bo Ciebie bym nie skrzywdził, radziłbym sobie z gniewem i chroniłbym Cię przed tym. Ale tu chodzi o to.. jaki jestem. Nie znasz mnie. A gdy poznasz znienawidzisz, bo okaże sie, że niewiele różnie się od innych. Może teraz się o Ciebie troszczę, może nawet mi zależy, ale.. Skąd moge wiedzieć jak długo to potrwa? Czy jest to dostatecznie silne? I. Iya, ja jestem teraz stalkerem.
    Zacisnął wargi, a potem spuścił głowę przeczesując palcami włosy. Ostatecznie splótł je na karku, a gdy westchnął cicho, pozwolił sobie znów podnieść na nią spojrzenie, w którym czaił się.. smutek?
    - Wiesz jakich stalkerów ceni się najbardziej? Tych, którzy nie mają nic do stracenia, bo są zdolni do wszystkiego. Im nie zależy, więc są w stanie zrobić wszystko aby zdobyć to po co ich wysłano. A jeśli zginą.. Nikt nie będzie za nimi płakał. A jeśli pozwolę na to wszystko.. To już będę miał coś do stracenia.. prawda? - Ostatnie słowo było szeptem. Jakby pytaniem, czy żałowałaby gdyby nie wrócił z misji. Równocześnie przybliżył się do niej, aż jego twarz zawisła tuż nad jej. Wzrok na moment zawisnął na wardze, na ranie, która opuchlizną zrujnowała idealnie wykrojona usta, ale.. wciąż będące dla niego pokusą. Ledwo stłumił zwierzęcy pomruk i zmusił się, by spojrzeć jej w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  86. Właściwie nie takiej odpowiedzi Dymitr oczekiwał z jej strony. Miał trochę wrażenie jakby Iya z nim pogrywała - sama nic nie chciała powiedzieć o tym co czuje, ale jego ciągle ciągnęła za język, jakby potrzebowała potwierdzenia, że on coś czuje to może i ona wtedy to przyzna. A to było męczące, bo byłoby o wiele prościej gdyby sama nie kryła się tak ze swoimi uczuciami. Może wtedy byłoby mu łatwiej odgadnąć to czego on pragnie? Jasne, Iya dawała jakieś niejasne znaki czego chce - w momencie, gdy go dziś pocałowała dała mu do zrozumienia, że chce być parą. Tylko Dymitr nie miał pojęcia niby na jakich warunkach miałoby się to odbywać - czy byliby w wolnym związku, czy za każdy flirt z inną kobietą dostawałby po głowie? I jakby się widywali, jak wyobrażała sobie związek na odległość w takich warunkach, gdzie nie mogli się inaczej skontaktować jak po prostu.. się spotkać. I nie wiedział czy to wszystko by mu odpowiadało, zarówno ograniczenia jak i sam fakt, że mieszkają na dwóch różnych stacjach. Potem znowu myślał, że to byłby właśnie plus - miałby swobodę, a Iya mogłaby go kontrolować tylko w określonych dniach, gdy byliby razem. Tu nie było telefonów, komputerów.. nie mogłaby go śledzić, nie byłaby uciążliwa, nie zamęczałaby go nieustannymi telefonami, sms'ami itp. Ale co.. gdy się do niej przywiążę? Wtedy spotkania raz na jakiś czas nie będą satysfakcjonujące! Naprawdę nie potrafił już zebrać myśli, był zbyt zmęczony, zbyt dużo się działo by mógł podejmować jakąkolwiek decyzję w takich warunkach, bo jeśli odrzuci Iyę, może tego żałować. A gdy zgodzi się na to czego ona chce.. może wkopać się w nieodpowiadające mu zobowiązania, a przecież tak bardzo ich nie lubił!
    Nie miał pojęcia jakiej teraz odpowiedzi oczekiwała Iya. Miał zaprzeczyć i powiedzieć, że tak? Że będzie miał wpływ na jego wyprawy? Może po części by tak było, może wtedy bardziej by na siebie uważał, ale nie mogłaby mu ich zabronić. Nie wyobrażał sobie chwili, w której ktokolwiek mówi mu co ma robić. Z drugiej znowuż strony, bał się, że przez Iyę te misje nie będą dla niego aż tak bardzo ekscytujące, bo przy każdym wyjściu na powierzchnie będzie się martwił, że widzi ją po raz ostatni, że będzie miał ją na sumieniu i.. kto wtedy się o nią zatroszczy? Dlatego nie opowiedział, po prostu patrzył w jej ciemne niczym węgliki oczy, a potem nieznacznie pokręcił głową.
    - Nie wiem Iya. Ja już nic nie wiem. Dlaczego na pytanie odpowiadasz pytaniem? Dlaczego. Dlaczego po prostu sama mi nie powiesz wprost co czujesz i czego byś chciała? Tylko ja tu mówią. Ty wciąż pytasz.. - Odparł w końcu, sięgając palcami, do jej dłoni, które unieruchomiły jego twarz. A potem powoli zdjął je, ale nie wypuścił z uścisku, nie odsunął się, i po prostu.. czekał.

    [:))]

    OdpowiedzUsuń
  87. Jego usta drgnęły ledwo zauważalnie przy jej ostatnich słowach. Był to zarazem rozczulony, ale także nieco drwiący grymas, bo.. Jak ona chciała mu pomóc? Nie wątpił w jej szczere chęci, ale nie mogła zmienić tego, że on się tu dusił. Był jak ptak w klatce i żadna osoba nie mogła mu pomóc. Może Iya w jakiś sposób potrafiłaby rozjaśnić jego dni w metrze, sprawić, że staną się one przyjemniejsze, że każdego dnia będzie budził się z nieokreślonym ciepłem na sercu, ale.. W kwestii duszenia chyba nic nie mogła poradzić. Nie mogła sprawić, że jego dziecięce marzenia zniknął, bo skoro dwadzieścia lat pod ziemią, skoro brak nadziei na zmianę nie potrafiły wyzbyć z niego fantazji o podróżach, nie potrafiły do końca wymazać wspomnień z widoków obcych miast, które odwiedził, oraz zdjęć, których naoglądał się w Internecie, to co(lub kto) mogło?. Idealnie pamiętał jak przed swoją ucieczką stworzył listę krajów, które chce odwiedzić. Spakował ją wtedy wraz z portfelem do niewielkiego plecaczka. Teraz papier nieco zżółknął, litery nieco się zamazały, ale tak, wciąż miał to wszystko przy sobie. Często, gdy dopadał go zły humor, gdy wydawało mu się, że oszaleje szedł do biblioteczki, brał kilka książek podróżniczych, którym udało się przetrwać i zaszywał się wraz z nimi, mapą i swoją listą w namiocie i tak starał się odprężyć. Zazwyczaj pomagało. A czasami sprawiało, że miał jeszcze bardziej wszystkiego dość, bo niektóre wspomnienia były zbyt bolesne, a powracały, choć wcale tego nie chciał. Więc.. Iya naprawdę sądziła, że może mu pomóc? Chyba nie wiedziała o czym mówi.. Ale doceniał to. Doceniał jak wszystkie wcześniejsze słowa, które chwyciły go za serce.
    Więc dlatego postanowił skupić się na tych jej pierwszych zdaniach. Na tych, w których mówiła, że daje jej coś więcej niż tylko szczęście. Że tworzy świat bez barier i ograniczeń. Był zdziwiony, że właściwie ktoś dzięki niemu mógł się tak poczuć, ale cieszył się, że tak właśnie jest. I cieszył się, że padło właśnie na Iyę. Bo jeśli chciał komuś pomóc poczuć się tutaj lepiej, jeśli chciał by ktoś dzięki niemu czuł się naprawdę szczęśliwy to była to właśnie ona. Problem jednak tkwił w tym, że niestety on nadal nie miał pojęcia czego chce. Choć jej szczere wyznanie nieco rozjaśniło mu sytuacje to nie chciał teraz podejmować decyzji. Zawsze był w gorącej wodzie kąpany, ale tym razem chciał zachować spokój, wszystko dokładnie przemyśleć. Bo musiał podjąć dobrą decyzję, której nie będzie żałował. Nie chciał dać jej naiwnej nadziei, a na drugi dzień się rozmyślić. Był porywczy, był narwany, mówił coś niczym pomyślał, ale tym razem chciał by było inaczej. Bo wbrew pozorom to była ważna decyzja, która miała odmienić i jego, i Iy życie. A przecież miał już prawie trzydzieści lat! Więc trochę rozsądku i opanowania mu nie zaszkodzi.
    Po raz kolejny westchnął cicho, równocześnie pozwalając swoim dłoniom wędrować w górę jej rąk. Śledził wzorkiem własne ruchy to jak jego palce muskają jej ramiona, obojczyk, szyję, aż wreszcie docierają do konturu warg. I nie zważając na jej ranę przycisnął usta do jej ust, by pocałować ją namiętnie i nieco zachłannie, choć może teraz nie powinien sobie na to pozwalać. A gdy wreszcie zaczął się odsuwać, jeszcze delikatnie musnął jej opuchniętą część warg, jakby chciał złagodzić ból, który niewątpliwie wywołał. Nie czekając na jej reakcję, tylko na krótką chwilę oparł swoje czoło o jej, a potem z lekkim uśmiechem wziął ją ostrożnie na ręce i zaniósł do łóżka. Ułożył ją tam, a potem pocałował w czoło. Sobie samemu nie pozwolił się położyć, choć jakaś część niego rwała się by objąć Iyę i pozwolić jej zasnąć w swoich ramionach. Ale.. ale potrzebował też przerwy by wszystko przemyśleć.
    - Śpij już, a ja..ja niedługo wrócę. Obiecuje. - Szepnął, a potem wrócił do drzwi. Tym razem wystarczyło kilka szarpnięć by te ustąpiły i pozwoliły mu wyjść, i zebrać w samotności myśli.

    [btw. tak sobie myślę, że może by Dymka pobili? ;p w sensie wiesz Simon zobaczył, że znowu był u niej i nasłał kogoś na niego? :p teraz albo potem, albo.. nie wiem? :p]

    OdpowiedzUsuń
  88. Właściwie to Dymitr rzeczywiście był jak w transie. Wszystko co wydarzyło się od momentu, gdy padły słowa Iy były.. czystym instynktem. Starał się już nie zastanawiać nad tym co robi, po prostu.. działał. I choć może nie powinien całować jej, bo mógł jej dać fałszywą nadzieje i równocześnie pewnie zasiał w jej głowie mętlik całym swoim zachowaniem, to nie mógł się powstrzymać. Potrzebował tego - smaku jej ust, by móc podjąć ostateczną decyzję. Był to też pokaz egoizmu z jego strony, bo zrobił to wyłącznie dla siebie. Chciał ją pocałować jeszcze raz, nie tylko by uporządkować myśli, ale też w pewien sposób "na zapas". Bo wiedział, że jeśli ją ostatecznie odtrąci, jeśli uzna, że ten ich cały związek, którego ona chce, nie ma żadnego sensu to był świadomy, że nie mógłby tego zrobić już nigdy więcej. A chciał, chciał jej posmakować ten być może ostatni raz.
    W tym momencie żałował, że nie jest u siebie na stacji. Choć nie czuł się do niej szczególnie przywiązany, bo przecież mieszkał tam od niedawna, to jednak miał tam swój własny kąt. A teraz najbardziej potrzebował zaszyć się w swoim namiocie, wśród swoich skarbów. Potrzebował popatrzeć na listę miast zapisaną bazgrołami siedmiolatka. To właśnie ją trzymając w dłoniach podjął decyzję, że koniec z Zakonem, że czas coś zmienić i zostać stalkerem. Nie była to jedyna sprawa nad którą rozmyślał ściskając w palcach ten niewielki świstek papieru. Tym razem nie miał go przy sobie, tym razem nie mógł siąść w swoim ulubionym miejscu. Teraz był na obcej stacji, mijali go ludzie o nieznajomych twarzach, których nawet nie kojarzył. Wszyscy już byli w swoich mieszkankach, ale pojedyncze osoby wybierały się teraz do pracy - może na zmianę warty, lub do produkcji czegoś, z czego słynęła dana stacja. Ale to nie było w tym momencie ważne. Bo przecież co innego zaprzątało teraz głowę Dymitra.
    Dotarł w jakieś niezaludnione miejsce. Pociąg, który był taką rzadkością na większości stacji, stał całkowicie oddalony, po drugiej stronie. W pobliżu nie było też żadnych namiotów, i tylko jakiś bezdomny mężczyzna kulił się teraz przy ścianie. Dymitr przyjrzał mu się i ledwo powstrzymał się przed wzdrygnięciem - twarz faceta pokrywały okropne, ropne krostki więc od razu domyślił się, że nie pochodzi na co dzień z Pawieleckiej należącej do Hanzy. Ostatecznie nie poświęcił mu jednak więcej uwagi i po prostu zeskoczył na tory. Usiadł opierając się o ścianę, z ulgą przyjmując chłód, który bił od muru jak i zarazem od ciemnego tunelu obok. I w tym miejscu siedział bardzo długi czas. Rozważał wszystko po kolei. Starał się zajrzeć w głąb siebie, rozwikłać swoje uczucia do Iy. Zastanawiał się nad tym co oboje zyskają, co da im ten związek, ta relacja. Bał się tego, ale równocześnie pragnął. Wiedział, że Iya jest wyjątkowa, chciał ją mieć tylko dla siebie, ale także obawiał się własnych ograniczeń. Nie chciał kompletnie z niej rezygnować, ale też martwił się, że ona postawi sprawę jasno - albo jesteśmy parą, albo się nie znamy. I chciał.. I chciał po prostu spróbować. Chciał znów mieć kogoś bliskiego. Chciał móc ją całować, dzielić z nią smutki i radości..

    OdpowiedzUsuń
  89. Aż wreszcie podjął decyzję. Już wiedział czego chce, bo to podyktowało mu serce i ostatecznie też rozum na to przystał. Z tą myślą podniósł się, otrzepał spodnie, a potem z jakiś nikłym, ale niezwykle wyrazistym grymasem na ustach wspiął się na peron i niemal biegiem ruszył w stronę wagonu, w którym mieszkała Iya. Nim jednak zdążył pokonać choćby połowę odcinka dzielącą go od celu, ktoś zagrodził mu drogę. Rosły mężczyzna, niezwykle napakowany, że z łatwością w szkole można by na nim pokazać gdzie znajduje się dany mięsień, jak pracuje i jak wygląda. Był też nieco wyższy od Dymitra, ale nie zląkł się go. Dymek nie wątpił, że nawet jeśli ten facet jest od niego silniejszy to on jest zwinniejszy, a i siły mu nie brak. Poza tym ten nie wyglądał na zbyt mądrego.. Więc nie, nie przejął się. I w tym momencie też nie szukał zaczepki. Dlatego chciał go wyminąć, ale ten znów zagrodził mu drogę. I wtedy z ust Dymitra popłynęło pytanie "co do cholery?", ale zlało się ono z trzaskiem uderzającej pięści o jego szczękę, gdy chciał się odwrócić, a podobnych wymiarów mężczyzna stojący za nim zadał cios.
    Przed oczyma na moment stanęły mu gwiazdy. Jednak szybko się ogarnął i poderwał. Okazało się, że zaczepili go właśnie dwaj mężczyźni, niezwykle do siebie podobni, że Dymitr pomyślał, że może są rodzeństwem. W tym momencie to jednak nie było ważne. Chcą się z nimi jak najszybciej rozprawić po prostu sięgnął po broń. Ale właśnie wtedy ktoś przyłożył mu pistolet do głowy. Usłyszał czyjś głos rozkazujący mu się poddać, więc powoli opuścił dłonie z broni i założył je na kark. Nie zwlekał jednak długo - błyskawicznie obrócił się i wyrwał draniowi pistolet z ręki i wymierzył nim cios. Ale sekundę po tym stanął jak wryty. Bo tym facetem był.. Simon! Przełożony Iy. To tak wybiło go z rytmu, że dwa osiłki miały czas by go znów powalić na ziemie. I wtedy wszystko działo się tak szybko..
    Odparł kilka ciosów, ale w ostatecznym rozrachunku nie miał szans. Trzech na jednego to niezbyt sprawiedliwa walka. I ostatecznie został zimnej posadzce trzymając się za brzuch, w który właśnie znowu zadano cios. W ustach czuł krew, która także skapywała mu teraz do oczu z rozciętej brwi. Nie znali litości i dziwił się, że go nie zabili.. Ale nie. Bo to przecież miało być ostrzeżenie. "Trzymaj się z dala od Iy. Może ta mała zdzira dała Ci dupy, ale kurwa należy do mnie." usłyszał jeszcze nad uchem. A potem został sam z bólem w każdym możliwym skrawku ciała i wściekłością dudniącą w czaszce.
    Chciał się ruszyć, ale nie miał siły. Za każdym razem gdy starał się podnieść znów opadał na ziemie. Aż wreszcie odpuścił. Zamknął oczy i.. chciał tak przeczekać aż może znajdzie go ktoś łaskawy, jakiś sanitariusz i pomoże.. Ale wtedy przypomniał sobie o obietnicy danej Iy. I musiał ją spełnić. Tyle tylko.. czy powinien? Bo tu nie chodziło tylko o niego, jemu Simon mógł grozić, że go zabije jeśli jeszcze raz ją z nim zobaczy. Ale Iya.. Ona też nie była bezpieczna. Może powinien stąd zwiać, może powinna myśleć, że jest draniem. Ale wtedy byłaby bezpieczniejsza niż z nim. Bo teraz już wiedział dlaczego jej przełożony dzisiaj i ją tak pobił. Przez niego. To była jego wina.. Więc jak miał ją chronić nie narażając ją na jeszcze większe niebezpieczeństwo? Teraz nie umiał na to odpowiedzieć. Bo było w nim zbyt wiele fizycznego bólu, zbyt wiele gniewu i żądzy mordu.

    [może go znajdzie ? :p nie wiem obudzi się i pójdzie go szukać? albo usłyszy jakieś głosy? :p wymyśl coś :* ;d]

    OdpowiedzUsuń
  90. Miał wrażenie, że głowa mu pęknie. Przed oczyma co chwila robiło mu się ciemno, ale ta nigdy nie pozostawała na dłużej choć momentami o niczym bardziej nie marzył niż właśnie o ciemności, która może zabrała by ten cały ból, który utrudniał mu oddychanie i nie pozwalał się podnieść. Jednak nienawiść, paląca wściekłość, które nieustannie w nim buzowały nie pozwalała mu utracić świadomości. Więc tkwił tutaj, po środku stacji, poobijany, nie będący się w stanie się poruszyć, z każdą chwilą czują jak gorzki smak krwi w ustach staje się coraz bardziej intensywniejszy. I nienawidził tego. Tego, że musiał tutaj tkwić, tego, że tak go urządzili, tego, że teraz był.. bezbronny, bo każdy mógłby teraz podejść i go okraść; każdy mógłby wyciągnąć broń i go zastrzelić. Nie mógł znieść faktu, że znalazł się w takim położeniu, bo było to chyba najbardziej poniżające i upokarzające co mogło go spotkać.
    Nie mógł też znieść faktu, że teraz jest skazany na kogoś. Że musi liczyć na to, że ktoś będzie na tyle łaskawy by udzielić mu pomocy. Nie chciał o to żebrać, nie chciał nikogo o to prosić, ale w duchu modlił się, by jednak ktoś wyciągnął do niego pomocną dłoń, a nie zostawił tak na pastwę losu do rana. Trudno było mu jednak wierzyć, że ktoś o tej porze zechce się nim zainteresować. Co innego, gdyby stacja wrzała od życia - zawsze znalazłby się jakiś lekarz lub sanitariusz, który nie mógłby przejść obojętnie obok pobitego człowieka? Ale teraz? Takie szanse były na to znikome. Mógł się jednak cieszyć z jednego - że Iya nie widzi go w takim stanie. Nie chciał by musiała go takiego oglądać, zwłaszcza, że pewnie miała się domyślić kto mu to zrobił. Nie wiedział co zrobić z całą tą sytuacją, z tym co usłyszał od Simon, ale jedno wiedział - ona się nie mogła dowiedzieć kto go tak urządził. Nie chciał też dać się zastraszyć i wypełnić rozkazy jej przełożonego, bo to nie było w jego stylu, ale z drugiej strony teraz już wiedział, że kobieta ma przez niego więcej kłopotów niż zwykle. A nie chciał narażać jej na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Póki co jednak ciężko mu się myślało i nie miał pojęcia co zrobić. Więc tylko przywoływał przed oczy twarz Iy, odtwarzał pamięci smak jej warg i miał nadzieje, że to pozwoli mu przetrwać.
    Nagle jednak spiął całe swoje obolałe ciało, gdy tuż nad sobą usłyszał kobiecy krzyk. Początkowo mózg spłatał mu figla i sprawił, że ten głos szepczący co mu jest, czy go słyszy, zdawał się taki znajomy! Zaraz jednak uświadomił sobie, że tak, słyszał już kiedyś ten głos, ale tylko raz w życiu. A było to wtedy, gdy zaniósł Iyę do skrzydła szpitalnego. Niechętnie otworzył oczy, a potem pokiwał głową w odpowiedzi na jej pytania. Kobieta zdjęła z siebie sweter, a potem włożyła mu go pod głowę. Sprawiła tym samym, że uderzyły w niego mdłości - oberwał prosto w żołądek, który teraz odmawiał mu posłuszeństwa. Do gardła zaczęła podchodzić mu żółć, ale ostatkiem sił przełknął ją powstrzymując wymioty. I nim zdążył powiedzieć co mu jest - wskazać na bolący brzuch, na być może złamane żebra, jego wybawca już gdzieś biegł mamrocząc, że wróci z kimś do pomocy. A jemu nie zostało nic jak tylko zaufać, że rzeczywiście go tak nie porzuciła.
    Nie miał pojęcia ile czasu minęło odkąd kobieta, która udzieliła mu pomocy odeszła aż do momentu, gdy do jego uszu, teraz nieco przytkanych dotarł zdwojone kroki. On miał wrażenie, że cała wieczność. Nim jednak zdążył się przekręcić i sprawdzić kogo sprowadziła nieznajoma lekarka, usłyszał szloch, a potem czyjeś dłonie zaczęły czule gładzić go po twarzy, zabrały głowę na własne kolana, a gdy na dodatek tego wszystkiego usłyszał z ust przeprosiny już nie miał wątpliwości, że ona naprawdę tu jest. Iya! A choć z początku się ucieszył z jej obecności to zaraz pomyślał jak wiele może jej przez to grozić, że tu jest. Poza tym naprawdę nie powinna go takiego oglądać!

    OdpowiedzUsuń

  91. - Nic mi nie jest.. Po prostu jakaś banda chciała się na kimś wyżyć, bo przegrali zawody .. szczurów.. - Wycharczał czując jak klatka piersiowa boli go coraz bardziej przy każdym wdechu, a gardło piecze boleśnie przy każdym słowie. Ból w głowie także nie ustawał, ale przynajmniej krew przestała płynąć z rozciętej brwi i rozbitego nosa. Już widział się całego oblepionego zaschniętą krwią. I miał ochotę krzyknąć by sobie poszła, by wróciła do bezpiecznego wagonu. Ale wtedy dopadła go rozkoszna senność, która kazała mu zamknąć powieki..

    [no nic tam aż takiego mu nie musi byc ;p poobijany, ewentualnie lekki wstrząs mózgu i tyle :p]

    OdpowiedzUsuń
  92. Słowa Iy, ledwo do niego dotarły, ale ich przekaz doskonale zrozumiał - że domyśla się, a może wręcz przekona jest kto mu to zrobił. Chciał ją przed tym chronić, bo nie chciał by obwiniała się bez potrzeby. Wiedział już jaka jest wrażliwa i nie wątpił, że czuje się winna zaistniałej sytuacji. A przecież gdyby został z nią w wagonie, gdyby nie dał się zaskoczyć, gdyby nie zmarnował tych kilku drogocennych sekund, gdy szok na moment go sparaliżował może ostatecznie udałoby mu się z tego wyjść bez tych wszystkich obrażeń, a na pewno nie aż tak obfitych. No i gdyby dzisiaj nie zrobił całej tej scenki pewnie jej przełożony o niczym by się nie dowiedział. Nie miał siły jej jednak przekonywać w tym momencie, że się myli, bo przecież oddychanie, najprostsza rzecz na świecie, była teraz dla niego katorgą. Poza tym nie potrafił już się opierać słodkiej ciemności, która chciała go pochłonąć. Wiedział, że w niej nie będzie błogo, że tam niczym nie będzie musiał zaprzątać sobie głowy. Ale nie pozwolili mu na to! Iya zaczęła szeptać by na nią spojrzał, by nie zasypiał. Jej głos, choć teraz kipiący od łez, był dla niego zbyt kuszący by jej nie posłuchać. Musiał jej zaufać i otwierał oczy za każdym razem, gdy o to prosiła. Starał się również zbytnio nie krzywić, gdy czyjeś dłonie zaczęły go badać. Jednak, gdy lekarka dotarła do brzucha nie mógł się powstrzymać. Syknął cicho, a potem zacisnął usta, choć to także przyniosło ból, bo skóra na twarz się na pięła i wszystkie obrażenia na niej dały o sobie znać.
    Sądził, że już bardziej upokorzyć się go nie da. A jednak potrafili to zrobić. Nagle zaczął szczerze nienawidzić tej stacji. Czy nie wystarczył im wszystkim fakt, że ktoś go pobił? Nie sądzili, że to już jest dla niego zbyt poniżające? A teraz jeszcze jakiś facet niósł go na plecach! Naprawdę Dymitr chciał zaprotestować, że da radę iść sam, wystarczy mu tylko pomocne ramie, ale zamiast tego z jego gardła wydobyło się kilka siarczystych przekleństw, bo w ten sposób niesiony czuł nasilający się ból w żołądku. Był zły na Iyę, że pozwoliła na to.. Ale dopiero, gdy ułożono go na łóżku, a w pobliżu została tylko ona, wreszcie uświadomił sobie, że akurat Ci ludzie chcieli mu pomóc. Łatwiej było czuć do nich wdzięczność, gdy nie było ich obok.
    - Diabli złego nie biorą, co? - Odparł cicho, nieznacznie próbując się uśmiechnąć. Przecież musiał jej pokazać, że nic mu nie jest, że naprawdę nie musi się o niego martwić. A gdy kobieta sięgnęła do jego twarzy, chwycił ją za dłoń, a potem podłapał jej spojrzenie. Przez moment po prostu się w nią wpatrywał, a zaćmiony bólem rozsądek kazał mu wyrzucić z siebie to co przedtem postanowił.
    - Iya, ja.. - Zaczął na nią świdrująco. Ale ostatecznie urwał, zmienił zdanie. Opamiętał się. Bo nie mógł jej tego teraz powiedzieć. Nie mógł narażać jej na takie niebezpieczeństwo, bo jeśli usłyszałaby to co postanowił przed tym niczym go pobito, już by go nie puściła, już nie pozwoliłaby mu odejść. A musiał ją chronić, a to całe zajście zmieniło wszystko. - Myślę, że powinien zająć się mną ktoś inny. - Dokończył wreszcie, choć było to zupełnie co innego niż początkowo chciał powiedzieć. Ale póki co uważał, że tak będzie lepiej, jeśli Simon nie zobaczy jej już w jego towarzystwie dopóki nie wymyśli czegoś sensownego. Aż nie zemści się za to co mu i Iy zrobił. Aż go.. nie zabije.
    - Doceniam to co robisz, ale nie powinnaś. - Dodał i zaraz też puścił jej dłoń i odwrócił głowę w drugą stronę starając się ignorować zawroty, które pojawiły się wraz z gwałtowniejszym ruchem.

    [Co to jest? w sensie było?:| :PP
    moje też nie lepsze więc spoko ^^]

    OdpowiedzUsuń
  93. Nie musiał na nią patrzeć, by wiedzieć, że zranił ją tymi słowami. Dlatego wolał jej nie widzieć, bo samym tonie głosu wyczuł jak bardzo ją to dotknęło. Miał ochotę od razu rzucić się i ją przeprosić, powiedzieć, że niczego bardziej nie pragnie by to właśnie ona była z nim w takiej chwili, choć nie czuł się zbyt komfortowo, gdy musiała go oglądać w takim stanie. Powstrzymał się jednak przed tym wiedząc, że dobrze robi. Jeśli ostatecznie zdecyduje, że Iya będzie bezpieczniejsza bez niego, lepiej już teraz przygotować ją na odtrącenie. Lepiej by myślała, że to postanowił po długich przemyśleniach - że nie wybrał jej, że nie chciał spróbować. A jeśli jednak podejmie inną decyzję i uzna, że powinien z nią zostać, chronić ją to wtedy jakoś to wszystko odkręci, wyjaśni jej. Miał nadzieje, że wtedy rozumie co nim teraz kierowało..
    Póki co jednak nie miał siły nad tym wszystkim rozmyślać. Naprawdę był wykończony - już wcześniej nie miał na nic sił, trudno było mu pozbierać myśli, a co dopiero teraz! Okazało się jednak, że nie brakuje mu sił, by syknąć z bólu, gdy Iya zaczęła opatrywać jego brzuch, chyba najdotkliwiej pobity, choć z drugiej strony nic nie mogło równać się z łomotaniem i zawrotami w głowie.
    Nie odezwał się już ani słowem. Chciał protestować, żądać kogoś innego do pomocy, ale wiedział, że to nie ma sensu - ona nie odpuści, a jego słowa tylko jeszcze bardziej ją zranią. Więc starając się już nie krzywić, pozwolił jej się opatrzyć do końca, a gdy skończyła, wymamrotał ciche podziękowania. Równocześnie zsunął się na bok, by Iya zmieściła się tuż obok niego. Mimo wszystko nie wyobrażał sobie, by mogła spać gdzie indziej, a i dla niego nie było miejsca w innej części wagonu. Musieli się pogodzić, że są skazani na siebie, a przynajmniej ona musiała, bo na dobrą sprawę Dymitr nie miał nic przeciwko. Wiedział tylko, że jej obecność, zapach, bliskość będzie utrudniać mu podjęcie właściwiej decyzji. Bał się, że zwyciężą pragnienia, a nie zdrowy rozsądek. Westchnął więc cicho, a to znów okazało się nie być dobrym posunięciem - ból w klatce ustał, ale przy głębszych oddech nawracał. Nie mógł się nawet przekręcić na bok, a tak nie lubił spać na plecach! Ale może to i lepiej..? Przynajmniej nie będzie go kusić, by objąć Iyę i przyciągnąć do siebie...
    Nie miał pojęcia kiedy Morfeusz porwał go swoje objęcia. Zasnął, a ostatnie co pamiętał, to Iya która siadała na brzegu łóżka i jego ciche życzenia dobrej nocy. Zmęczenie, pobicie sprawiło, że spał twardo, że nie śniło mu się nic specjalnego, a przynajmniej nic takiego o czym rano warto pamiętać. Obudził się też raczej z powodu pragnienia niż z samego faktu, że był wypoczęty. Owszem, odzyskał utracone siły, większość objawów ustała, ale nie zniknął ból w głowie. Teraz jednak jego największym kłopotem było to, że kompletnie zaschło mu w ustach. Wargi miał spierzchnięte, popękane; przejechał po nich koniuszkiem języka, ale zaraz tego pożałował, bo tylko poczuł nieprzyjemne pieczenie. I wtedy jego wzrok zatrzymał się na dzbanku z wodą, który Iya miała u siebie na stoliku. Starając się nie obudzić postaci skulonej na brzegu łóżka, wstał starając się nie jęknąć z bólu. Udało mu się.

    OdpowiedzUsuń
  94. Trzymając się za brzuch, powoli ruszył ku swojemu celowi, starając się nie stracić równowagi przez cholerne zawroty w głowie. Wreszcie dopadł cudownej wody i przechylił naczynie nią wypełnione. Cudowny, zimny napój był jak spełnienie marzeń w tym momencie! Niesamowicie schłodził jego obolałe gardło, spierzchnięte wargi, suchy język.. Ledwo powstrzymał się, by nie odstawić pustego już dzbanka z hukiem na stolik. Teraz czuł się znacznie lepiej; dłonią przejechał po twarzy - wyczuł napuchnięte oko, rozciętą brew, a także szczęka bolała go, gdy chciał ziewnąć. I tak cud, że mu jej nie złamali!
    Nie miał pojęcia co ze sobą zrobić.. Nie wiedzieć dlaczego teraz obawiał się tego porannego spotkania z Iyą. Najchętniej znów by zwiał, ale po tym wszystkim wiedział, że to byłby cios poniżej pasa. Więc postanowił, że wróci do łóżka i będzie udawał, że śpi, gdy ta się obudzi! Wcześniej jednak pozbył się z siebie przepoconej, poplamionej własną krwią koszuli i .. już miał ruszyć w stronę łóżka, ale gdy energicznie wstał z taboretu znów zakręciło mu się w głowie. Krzesło spadło na podłogę robiąc dużo hałasu, a on sam w ostatniej chwili złapał równowagę chwytając się stołu.. Cóż, to by było na tyle z jego "planu".

    [dobrze było ;d
    znowu? ;o dlaczego? ;p bo cały czas beczy? xD]

    OdpowiedzUsuń
  95. Zacisnął wargi w wąską linie, gdy zamiast choćby zwyczajnego porannego powitania, z ust Iy otrzymał tylko dwa, ale jakże oschłe zdania. Może pobrzmiewała w nich jakaś miękka nutka, ale nie dał się zwieść - wiedział, że to tylko sen jeszcze nie do końca jej opuścił, dlatego nie była w stanie nad tym zapanować. Pewnie gdyby mogła przecięłaby go na wskroś ostrymi tonem. Ale czego mógł oczekiwać po swoim wczorajszym zachowaniu? Był wobec niej bierny, wręcz obojętny, a na dodatek jeszcze zażądał, by ktoś innym się nim zaopiekował. Cóż, dziś, gdy już zmierzył się z nią rano, nieco żałował swojego posunięcia. Wczoraj nie myślał zbyt trzeźwo, a teraz już nie mógł cofnąć czasu, zmienić biegu wydarzeń. Domyślał się co Iya sobie wymyśliła po jego zachowaniu - że miał zamiar ją odtrącić, odmówić, powiedzieć, że wcale nie chce próbować. Starał sobie wmówić, że to dobrze, bo przecież doszedł już do wniosku, że lepiej odtrącić ja teraz niż po tym, gdyby usłyszała co naprawdę postanowił. Zostawiał sobie otwarte obie furtki - mógł j